piątek, 24 listopada 2017

Fit mama na zwolnieniu czyli czy prosto jest wrócić do aktywności?

Nie wiem czy wiecie ale mam nastoletnią córkę. ( tak w sumie mam dwie córki z tym, że jedna już dorosła ;) )  I w tej mojej młodszej córce próbuję zaszczepić sportowego ducha. W dobie pokolenia Iphonów ( czyt. srajfonów) to jedyna rozsądna rzecz jaką każdy rodzic powinien zrobić. No nie ma się co oszukiwać drodzy rodzice. Nasze nastoletnie dzieci spędzają przed telefonem czy laptopem codziennie więcej czasu niż moja rodzina na pomyłkowo obranej trasie na Morskie Oko czyli  jakieś minimum pięć godzin ;). Jeśli doda się do tego lekcje, naukę w domu i jakieś inne przyjemności towarzyskie to na aktywność fizyczną najzwyczajniej w świecie czasu nie starcza.

źródło jpg: www.runnersworld.com

Tak więc jak pisałam na wstępie staram się nauczyć te moje dziecię, że ćwiczyć regularnie trzeba i sport to zdrowie. Dlatego też gdy młoda zaproponowała, z chęcią zapisałam ją do szkółki wrotkarskiej. No i gdy tak ją woziłam na te zajęcia i przyglądałam się jej postępom stwierdziłam, że uczy się tam też sporo osób z pokolenia Y czyli tak pod czterdziestkę. No i tu wpadłam na szalony pomysł. Będę cool mama i zapiszę się na wrotki razem z córką. A co tam, będziemy miały co robić  w letnie wieczory -pomyślałam. Już nawet prawie czułam ten wiatr we włosach gdy, robimy  na wrotkach te rożne cuda na rampie...ach no dobra, poszłam o krok za daleko ;)

źródło jpg. youtube 


W każdym bądź razie poszłam na pierwszą lekcję. Nie powiem, całkiem nieźle mi szło.Okazało się, że jazda slalomem i te inne beczki wbrew pozorom nie są takie wcale trudne. Poczułam się jak ryba w wodzie :) Jednak organizatorzy zajęć popełniają ogromny błąd. Uczą jeździć kursantów beczką nie ucząc ich najpierw hamować :) A przecież każde boisko ma jakieś swoje granice najczęściej ogrodzone siatką, murem czy też inną barierką. Tak samo zresztą jest na wrotkowisku. Rozpędziłam się dojechałam do barierki i moje ręce zatrzymały się na niej a nogi postanowiły jechać dalej. Nie przewidziały jednego. Że właśnie oto jedna jest po lewej a druga po prawej stronie metalowego słupka. No i się rozjechałam.... Auuuć. Na samą myśl czuję ten ból nie powiem gdzie bo się wstydzę :P  Ale ja silna dziewczyna jestem, poza tym nie będę przecież robić nastolatce kichy przed znajomymi więc pozbierałam się i skończyłam trening. Jednak z każdą minutą czułam, że coś jest nie tak. No i jak dotrwałam do końca treningu, dojechałam jakimś cudem do domu to okazało się, że nocna wizyta w szpitalu mnie nie ominie. Na szczęście obyło się bez złamań i skończyło na obiciu i mega krwiaku. Dostałam bezwzględny zakaz ruszania się z łóżka przez tydzień i minimum miesiąc bez ćwiczeń. I tu mi zadrgało serducho...



Z jednej strony mój wewnętrzny świadomy rozum mówił "Kurczę, szkoda że trzeba sobie zrobić taką przerwę, bo jak się wypadnie z rytmu regularnych ćwiczeń to potem ciężko do nich wrócić ( wiem z doświadczenia  - ostatnio po przerwie dłużej się zbierałam do powrotu niż trwała sama przerwa ;) ) Poza tym, w końcu ćwiczę, żeby żreć więcej ciastków :) i jakoś nie mam w tym momencie weny na ograniczenia w diecie. A na logikę mniej ruchu = mniej żarcia, nie?  I takie tam inne jeszcze rozważania psychologiczno społeczne ze sobą uprawiałam.

Zaś z drugiej strony.... mój  podświadomy rozum a w zasadzie chyba mieszkająca tam "Gruba Ja" podskakiwała z radości. Tak, tak - podpowiadała - możesz sobie bezkarnie leżeć na kanapie. Nic nie robić tylko czytać, oglądać, pisać, spać czy co ci się tam rzewnie podoba. I nikt Ci nie powie żeś leń. W końcu nie musisz iść na trening pocić się, męczyć, sapać stękać, wychodzić spocona na wiatr, mieć czerwonej gęby i jeszcze pisać post, że jest mega fajnie i też zachęcasz do tego innych :P

No bo nie ma co ukrywać. W 95 % ludzie NIE LUBI SIĘ MĘCZYĆ. Serio, poznałam w swoim życiu tylko kilka osób które świadomie mówiły, że lubią WYCHODZIĆ na trening :) Bo takich co lubią ćwiczyć znam wielu :D Jednak jest zasadnicza różnica pomiędzy samą aktywnością a zebraniem się do niej :) Dlatego jeśli twierdzisz, że nie lubisz ćwiczyć to spójrz na osoby  w swoim otoczeniu które ćwiczą, biegają lub uprawiają nawet zawodowo jakąś dyscyplinę sportową. Pomyśl, że  praktycznie niczym się od nich nie różnisz i możesz osiągnąć to samo co oni. Różnica między tymi co ćwiczą i nie ćwiczą jest tylko jedna:


"Ci pierwsi dokonują wyboru, ustalają w życiu priorytety. Wybierają zdrowie nad lenistwo. Wybierają pokonanie słabości nad wygodę" 


źródło jpg: kobieciarnia.pl


No więc...wybór pozostawiam Tobie i sobie. Kiedy tylko przyjdzie czas, żeby zdrowie pozwoliło wrócić do aktywności fizycznej. Mam nadzieję, że dokonam dobrych wyborów.

A ty??

Jeśli chcesz śledzić moje poczynania i zostać tak jak ja Panią swojej wagi dołącz do mnie na facebook Pani swojej wagi .
Jeśli ciągle się wahasz czy warto zmienić swój styl życia na zdrowy, to może razem uda nam się zmienić twoje przekonania i obawy :)


6 komentarzy:

  1. Ja po chorobie planuję wrócić do aktywności - na razie lekarz powiedział kategorycznie NIE!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam kciuki, żeby szybko udało się wyzdrowieć bo ćwiczenia czkają :D

      Usuń
  2. Oj ciężko jest wrócić do aktywności fizycznej. Wytrwałość i dobra organizacja to klucz do sukcesu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak :) Wytrwałość mam ale z dobrą organizacją czasem gorzej ;)

      Usuń
  3. Ja właśnie powoli wracam do aktywności po długie kontuzji kostki. Twój post myślę, że jest uniwersalny wiec z kilku wskzówek sama skorzystam :)

    OdpowiedzUsuń