niedziela, 10 września 2017

Autentyczność przyciąga

Muszę się Wam do czegoś przyznać....zrobić taki rachunek przed moimi czytelnikami i przed samą sobą.

Ponad trzy miesiące temu szumnie zmieniłam nazwę swojego bloga i ... nagle nastała cisza. Zniknęłam z życia facebookowego, blogowego, fitnessowego, dietetycznego. Dokładnie wtedy, gdy znów podjęłam tę decyzje postanowiłam się wylogować z życia. Czułam się tak jakby ktoś zabrał mi baterie. Zero chęci do życia, aktywności, diety o motywacji nie wspominając. Najpierw pomyślałam, że mój organizm po roku naprawdę intensywnej pracy potrzebuje odpoczynku. Więc dałam sobie czas. Bo każdy zasługuje na to, żeby czasem odpuścić. Jednak dzień za dniem mijał a mi nie przechodziło. Pozwoliłam sobie na tę przerwę o jeden dzień za długo i...Gruba Ja o której pisałam Tu pokazała mi kto teraz rządzi :(

Zaczęło się wieczorne podjadanie, coraz większa ilość słodyczy, wakacyjne grille, nadmorskie gofry z bitą śmietaną, do tego niechęć do aktywności i ..buch kolejne dwa kilogramy do przodu.
Do tego na moje nieszczęście przez ostatni rok pracowałam tak dużo, że zdrowy nawyk regularnego jedzenia poszedł w pizdu i  tylko resztki rozumu trzymały mnie przed nocnym obżarstwem i brakiem aktywności. Wiem, sama jestem sobie winna. Nikt inny tylko ja sama. Bo w życiu podejmujemy wybory. A ja rok temu podjęłam się tej cholernej nowej pracy. Miało być tak pięknie a ...wyszło jak zawsze. Wraz z dodatkową kasą przybyły mi cztery dodatkowe kilogramy. Razem było już sześć kilogramów do przodu. Dla mnie to sporo.  Kolejny raz życie pokazało mi, że nadszedł czas na zmianę branży zawodowej ;)


Tak więc od jakiegoś czasu najzwyczajniej w świecie było mi wstyd, że Ja, ta co zawsze starała się być wzorem, motywatorem do dbania o zdrową dietę i aktywność po prostu odpuszcza.
Wraz z końcem wakacji powiedziałam dość. Pogadałam wreszcie ze sobą tak szczerze ( czasem trzeba ponoć z kimś inteligentnym pogadać ;) ) i znów podjęłam ważne decyzje :)

Po pierwsze uświadomiłam sobie, że kolejny raz odpuszczam przed metą. Od jakiegoś czasu moją metą była zmiana profilu zawodowego. I kolejny raz lęk przed zmianą mnie pokonał. Dokładnie 15 miesięcy temu, wtedy gdy byłam tak bliska rozpoczęcia nowego życia pojawiła się ta cholerna druga praca. Choć dobrze wiedziałam, że szczęśliwsza będę idąc w kierunku psychodietetyki, coachingu to zdecydowałam się brnąć w to co znam. To trochę tak jak żaba siedząca po uszy w śmierdzącym bagnie. Choć wie, że tym bagnie jej śmierdzi i nie jest fajnie to nie ma odwagi zmienić go na nowe jezioro. Inne żaby zapewniają, że obok jest zupełnie nowe piękne i czyste jezioro ale ona nie zmienia swojego bagna. Boi się, że mogą tam czyhać na nią inne nieznanie niebezpieczeństwa. A może zeżre ją bocian? Boi się więc nieznanego i tkwi po uszy w śmierdzącym ale znanym bajorze.
Znacie to skądś? Znam wielu ludzi, którzy nie zmieniają swojego życia głównie przez lęk przed nieznanym. A ty??

Po drugie przestałam o sobie myśleć w kategoriach "Pani Swojej Wagi z mnie jak z koziej dupy trąba"  Uświadomiłam sobie, że każda na z nas jest Panią Swojej Wagi. To przecież ode mnie zależy ile będę ważyć!! Nawet jeśli mam nadwagę to ciągle jestem odpowiedzialna za to ile ważę. Cały pic polega na tym, że ja chcę ważyć dokładne tyle, ile pozwoli mi się czuć dobrze sama ze sobą patrząc w lustro. Dla jednych będzie to krągły tyłek, dla drugich lekki tłuszczyk a jeszcze dla innych figura nowoczesnej modelki. Dla mnie było to 62-63 kg. Nie mniej i nie więcej. To w tej wadze czułam się piękna patrząc w lustro. Oczywiście efektu dodawały ćwiczenia na siłowni i zajęcia fitness :D


Po trzecie przypomniałam sobie, że nie da się zjeść ciastka i dalej mieć ciastka. Albo, albo. Więc muszę wybrać. Albo godzę się z tym, że mam fajną kasę ale pracuję ciężko i niewielkie szanse na pogodzenie tego ze zdrowym stylem życia ( no bo czasem z mężem i dzieckiem też trzeba pogadać, nie? ;) ) Albo rezygnuję z jednej pracy na rzecz zadbania o siebie. O zdrową dietę, ruch. No i może przy okazji tę zmianę zawodu?  :) Z bólem serca ( a raczej portfela) wybrałam to drugie.

żeby się chciało tak jak się nie chce

A więc ..potrzebuję schudnąć z 6 kg :D  I znów znaleźć w sobie motywację do zmiany.
Choć patrząc w lustro ciągle mogę powiedzieć sobie, że nie jest źle to nie chcę oszukiwać samej siebie ani czytelników mojego bloga i grupy. Owszem mogę dalej na zdjęciach wciągać brzuch aż będzie widać żebra. Mogę też wypiąć się pokazując jaki to bebzon mi urósł i się trochę poużalać. Ale stawiam na autentyczność. Jestem jaka jestem. Jestem istotą słabą, popełniającą błędy. Jestem tylko człowiekiem. Dlatego postanowiłam ruszyć od nowa.


nie oszukuj sam siebie

Napiszę plan ( bo bez tego ani rusz) i działam. Planem podzielę się z moją grupą Odchudzanie dla kobiet od FAT do FIT bo w grupie siła :D

 I działam od dziś. Nie od jutra, od poniedziałku czy przyszłego miesiąca.
DZIAŁAM TU I TERAZ!!! Zaczynam od mojej ukochanej Zumby :D
Trzymajcie kciuki :D 
motywacja
Dodaj napis


A na koniec zagadka. Która z Ja na zdjęciu u góry  jest autentyczna i prawdziwa ? ;)

Jeśli też tak masz, że codziennie jesteś rozdarta pomiędzy "powinnam" a "nie daję rady" dołącz do mojej społeczności :) Pani Swojej Wagi i zostaw komentarz pod postem :) Będzie mi bardzo miło, i będę miała więcej siły i energii dla Was :D
BO KAŻDA KOBIETA ZASŁUGUJE NA TO ABY BYĆ PANIĄ SWOJEJ WAGI I ŻYCIA!!!


4 komentarze:

  1. Właśnie, cały myk polega na tym, żeby zacząć natychmiast. W moim przypadku jest ciągłe odkładanie od jutra ale w końcu zawsze przychodzi ten czas, kiedy zmieniam nawyki żywieniowe. Czasami trzeba się długo przygotowywać bo w głowie to siedzi. Zajadamy niekiedy stresy i inne życiowe komplikacje. Gratuluje odwagi, autentyczności i pokazania prawdy :) Pozdrawiam i 3mam kciuki, a także zapraszam na Herbatę ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny tekst 👍🏼. Co do zagadki to obstawiam, że Twoja środkowa wersja jest tą prawdziwą 😉

    OdpowiedzUsuń