sobota, 23 grudnia 2017

odWAŻ się...

Jutro wigilia a po nim jedno z najważniejszych świąt w tym roku czyli Boże Narodzenie...

 Dla wielu to czas radosny, szczęśliwy. Czas prezentów, spotkań w gronie rodzinnym, czas śmiechu i wspólnej zabawy. Jednak dla wielu kobiet to czas intensywnej pracy, czas maksymalnej organizacji czasu, planowania i kombinowania :) Mowa tu o Matkach Polkach :) Najpierw co komu kupić, potem jak to pięknie zapakować a potem jeszcze gdzie schować żeby rodzina i dzieci nie znaleźli. Na dwa dni przed wigilią zaczynamy triatlon godny Ironmana. Zaczynamy na stacji pierogi i uszka, potem lecimy przez śledzie, bigosy, pieczone mięsa i pasztety. Na trzecim zakręcie bierzemy się za ciasta, sałatki i grubo po północy kiedy już ustalimy strategię na ten ostatni wigilijny dzień, udaje nam się zasnąć. Sen jest krótki bo bladym świtem zrywamy się z łóżka po to aby rozpocząć ostatni etap tego naszego wyścigu do idealnej wigilii i świąt. Ostatnie zakupy i znów wracamy do gotowania. Pozostały nam przecież jeszcze karpie ( których i tak nikt nie zje bo śmierdzą mułem ;) ), barszczyki, kompociki i pewnie milion innych pomysłów na świąteczne dania. Jak już uda nam się przejść etap gotowania to za punkt honoru bierzemy sobie doprowadzić nasze mieszkanie do stanu godnego Perfekcyjnej Pani Domu, tak jakby kurz na szafkach miał wywołać silną alergię u naszych gości. No i w ostatniej już prostej, dobrze po południu stroimy pięknie nasz stół, salon żeby godzien był przyjąć naszych gości. Na samiuteńkim końcu ostatkiem sił doprowadzamy siebie do ładu. Kąpiel, fryzura, makijaż, odświętna kiecka i ledwo żywe z uśmiecham na ustach zasiadamy do wigilijnej kolacji. Nareszcie nadchodzi czas aby się radować, cieszyć, śpiewać i tańczyć. Tylko, że my Matki Polki marzymy wtedy o tym, żeby po prostu poleżeć i odpocząć.

I właśnie przez to całe zamieszanie, przez to "muszę" i powinnam" nie lubię świąt. Wychowałam się w tradycyjnej rodzinie w której to mama głównie "szykowała" święta. Tata zajmował się kupnem choinki, zabiciem karpia i pomagał mamie w krojeniu sałatek. Jednak większość świątecznych przygotowań spadała na mamę. Będąc dzieckiem, przez wiele lat nie rozumiałam dlaczego moja rodzicielka psuje nam atmosferę świąt krótko przed wigilią, kiedy stawała się rozdrażniona i poirytowana. Zrozumiałam ją dopiero wtedy gdy sama od iluś tam lat "musiałam" szykować wigilię dla swojej rodziny. I choć rozum podpowiadał mi, żeby wreszcie przerwać ten łańcuszek szczęścia nie miałam odwagi tego zrobić. Komu? Sobie? Swoim dzieciom? Mężowi? Rodzicom? Rodzeństwu?? Pewnie wszystkim po trochu.  


I dopiero trzeba było mi diety żeby zrozumieć, że ja nic nie muszę?? Serio. Ta dieta podjęta blisko 4 lata temu zmieniła całe moje życie :) Ktoś mi kiedyś powiedział. "Zmień jedzenie zmienisz myślenie" ale nie spodziewałam się wtedy, że sprawdzi się to tak bardzo :) A tak  na poważnie, to na prawdę uważam, że był to pierwszy krok w zmianie mojego życia :) Ten pierwszy sukces  ( czyli - 20 kg ;) ) w w połączeniu z diet coachingiem pozwolił mi uwierzyć we własne możliwości, dostrzec jak wielka siła we mnie drzemie, wydobył z pod lęku moją odwagę, postawił na mojej drodze cudownych ludzi którzy pomagali mi wspiąć się w górę i pozwolił mieć siłę odciąć od siebie tych którzy ciągnęli mnie w dół choć nazywali się moimi przyjaciółmi.  


Odważyłam się zmienić swoje życie o 180 stopni o czym pisałam w poście Co odchudzanie zmieniło w moim życiu :) W wieku prawie 40 lat zostałam instruktorem Zumba i z powodzeniem prowadzę własne zajęcia, odważyłam się rzucić dobrze płatną pracę której nie lubiłam i zacząć realizować plany zawodowe zgodne z moimi zainteresowaniami Właśnie otrzymałam dyplom certyfikowanego masażysty i jestem w trakcie studiów podyplomowych z Psychodietetyki. Mam w planach otworzyć gabinet dla tych którzy chcą zacząć odchudzanie "od głowy", naprawić swoje relacje ze słodyczami i jeść jedzenie a nie emocje :) I to wszystko w połączeniu z relaksacyjnym seansem w gabinecie masażu :) Razem albo osobno jak kto woli :) Dziś wiem, że uda mi się to osiągnąć o ile zacznę działać i wyjdę ze swojej strefy komfortu i strefy marzeń do strefy działania :)
A to wszystko zaczęło się od tego, że 3 lata temu postanowiłam schudnąć Oj wyboista była to droga ale warta przejścia bo dała mi siłę. Siłę o której nie miałam pojęcia że ją mam a jej etapy możecie przeczytać tu: Krótko długa historia mojego sukcesu.  


No i... w tym roku miałam odwagę powiedzieć wszystkim, że te święta będą inne. W tym roku zasiądziemy do kolacji tylko w najbliższym gronie Ja, mąż i dzieci. Nie zjeżdża się do mnie jak co roku cała rodzinka.  Zjemy tylko kilka potraw wigilijno świątecznych,  i będą to te które najbardziej lubimy.I jeszcze nie będę większości z nich szykować sama. Te 20 pierogów, 10 uszek, pół kg ryby po grecku i kilogram sernika nie zrujnuje mojego portfela a zaoszczędzi masę mojego czasu. Nie wspominając o tym, że nie zostanie mi masa resztek które będę musiała dojadać po świętach :) No i zasiądziemy do wigilii przy brudnych oknach i kurzach na półkach bo w tym roku żadne porządki świątecznie nie przyszły mi do głowy. Ciekawa jestem czy ktoś to w ogóle zauważy :) Za to mamy zamiar grać w gry rodzinne, iść do kina, na lodogryf, pośmiać się i pogadać czyli miło spędzić czas. Wszyscy. Bez wyjątku i spiny, że trzeba obsługiwać tabun gości. Mi też się coś od życia należy. W tym roku mam odwagę zrobić sobie prezent i nie być Matką Polką ani Perfekcyjną Panią Domu. W tym roku chcę być po prostu szczęśliwą i wypoczętą Moniką :) I właśnie dlatego, że taką decyzję podjęłam dziś miałam czas na trening a teraz na pisanie dla Was postu na bloga :) 


Dlatego też z okazji Świąt Bożego Narodzenia życzę wszystkim moim czytelniczkom abyście miały odwagę być nieidealne, prawdziwie, autentyczne i pomimo tego próbowały zdobywać świąt i spełniać swoje marzenia te wielkie i te całkiem malutkie 😘💟

piątek, 15 grudnia 2017

Nie wierz Kowalskiemu w jego zajebistość

Aaaaa, mam dość udawanej zajebistości.

Zgodzicie się zapewne ze mną, że ostatnimi czasy zapanowała moda na słowo "cudnie",  na pozytywne myślenie i generalnie wszechogarniającą  zajebistość.

źródło" foto http://zwierciadlo.pl/psychologia
Wszyscy chcemy być szczęśliwi, piękni, bogaci, mądrzy, dobrzy, mili, po prostu wspaniali.  A  na dodatek próbujemy to pogodzić z pracą często na dwóch etatach, prowadzeniem domu, byciem super rodzicem, najlepszym przyjacielem i pracownikiem roku. A ponieważ nie do końca wiemy jak ten stan osiągnąć to podglądamy celebrytów, zaglądamy sąsiadom do sypialni, żeby poznać ich tajemny sekret cudownego życia lub prosimy znajomych o podanie nam swojej magicznej recepty na wspaniałe życie bez trosk.  Ten cały nadmiar obowiązków próbujemy pogodzić z  masą warsztatów, blogów, vlogów motywacyjnych, wzmacniających poczucie wartości, na których mamy nauczyć się jak żyć, osiągać cele, stać się człowiekiem sukcesu co by nasi potomni mogli być z nas dumni. A potem staramy się naśladować tych wszystkich, którzy mówią nam jak "być cudnym" i "żyć cudnie"

 I ty człowieku zapisujesz się na takie szkolenie lub czytasz blog czy fanpage, patrzysz na tego prowadzącego "guru" i myślisz:
-Ten to ma super życie. Fajna praca, super dzieci, fantastyczny partner. Kasa płynie strumieniami, rozwój zawodowy i osobisty pędzi do przodu w zastraszającym tempie. A ty tu tkwisz ciągle w problemach egzystencjalnych dnia codziennego.
No i ten "guru" mówi, że do tego aby osiągnąć stan szczęścia i flow wystarczy pozytywne myślenie. Wystarczy zrobić plan, zobaczyć go w głowie poczuć całym sobą, pooddychać i już wszystko  samo się ułoży spełni i zrealizuje. On przecież tak robi i ciągle mu się darzy, nieprawdaż?? No dobra, jak będzie uczciwy to powie Ci jeszcze, że  musisz włożyć w to trochę pracy bo jednak samo nie do końca się zrobi :)
No więc zbieramy tą wiedzę, te wszystkie narzędzia do zarządzania, działania, pozytywnego myślenia i próbujemy to wdrażać w życie. No w końcu do cholery też chcemy być SZCZĘŚLIWI. I jak nam to wychodzi?

A no srak!

 Metody metodami a życie życiem. Owszem są sukcesy jednak ciągle dotyka nas pasmo przykrych rzeczy, wydarzeń i emocji. Myślisz sobie wtedy - No gdzie popełniam błąd?? Co robię nie tak, że u  przysłowiowego "Kowalskiego" czy "Nowaka" ( przepraszam wszystkich Kowalskich i Nowaków za stereotyp :) ) życie toczy się ciągle z górki, a ja tu pół dnia spędzam na pozytywnym myśleniu, medytuję, uśmiecham się do całego świata, nawet jak chce mi się wyć do księżyca i ciągle nie jest tak fantastycznie jak bym sobie tego życzył. Cele się rozsypują przed samym finałem lub zanim wejdą w fazę rozwoju.  Rozpadają nam się związki, dzieci wchodzą w okres buntu i sprawiają kłopoty wychowawcze, przyjaciele zawodzą gdy najbardziej ich potrzebujemy. No, do cholery myślimy - Czymże to ja się różnię od tego "Kowalskiego" i "Nowaka"

I tu Cię zaskoczę. Ten "guru" odkrywa przed tobą tylko połowę swojego tyłka. Opowiada tylko o tej przyjemniejszej stronie swojego życia.  A tak samo jak ty, ma za sobą rozwody, cotygodniowe wezwania na dywanik dyrektora czy trudne dzieciństwo które nie pozwala mu być "na prawdę" szczęśliwym. Nie mówi Ci o tym, że swój sukces okupuje brakiem więzi i czasu dla dzieci, bo praca i ciągły rozwój pochłania  ponad połowę jego doby. Nie pochwali się tym, że jego związek ledwo zipie bo przez ostatnie pół roku widzieli się z partnerem rzadziej niż ty z nielubianą ciotką. Słowem nie wspomni o tym, że jego nadwaga (jeśli ją ma ;) )  spowodowana jest nie tylko nieregularnym trybem życia, ale nieumiejętnym zarządzaniem emocjami, brakiem poczucia wartości i zajadaniem emocji. W życiu nie przyzna się to tego, że mimo całego wianuszka znajomych i znajomków jego jedynym prawdziwym przyjacielem jest czekolada z orzechami ( żeby można było powiedzieć że zdrowa bo magnez, orzechy to zdrowe na pamięć i koncentracje :P ) A już o tym, że dla rozładowania emocji codziennie sięga po lampkę wina zamiast na przykład pól godziny poćwiczyć za diabła nie będzie pamiętał.


źródło foto: www.przereklamowane.pl

Dlatego chcę Ci dziś powiedzieć drogi czytelniku, że ci wszyscy motywatorzy, spece od "cudownego" życia, niczym nie różnią się od Ciebie. Są tak samo jak ty ludźmi odnoszącymi sukcesy i porażki. Jednak skupiają się tylko na sukcesach, choć to właśnie przez to, ty możesz się poczuć bardziej zdołowany.  Nie, nie chcę Cie tu zniechęcić do treści podnoszących twoją motywację i odkrywających przed tobą narzędzia do osiągania celów. Chcę tylko, żebyś się nie dołował, że tobie nie zawsze się udaje, że twoje sukcesy nie zawsze są spektakularne.  Pamiętaj, im bardziej ktoś ocieka "zajebistością" i  mówi głośno, że dużo ma, tym mniej ma. Człowiek na prawdę szczęśliwy podzieli się swoją radością ale i smutkiem. Ten, który może na prawdę nauczyć Cię "mieć"  i "być" to ten, który jest uczciwy, skromny i autentyczny nie tylko wobec Ciebie ale przede wszystkim siebie.

"Pamiętaj! Nic tak skutecznie nie oddala od szczęścia jak jego udawanie. Zwłaszcza przed samym sobą"



 Dlatego rozejrzyj się wokół. Może w twoim bliskim otoczeniu jest taka osoba która z otwartością, po cichu podzieli się swoją receptą na szczęście. Taką która nie potrzebuje rozgłosu a swoją energię zamiast wydatkować na  robienie szumu wokół swojej osoby, spożytkowuje na przeżywanie z tobą emocji i tych dobrych i tych złych. Taką która zaakceptuje Cię w całości z twoimi wadami i zaletami i będzie rozumieć, że szczęście ma ten... który potrafi być wdzięczny za to, że dziś otworzył oczy, że nimi widzi i może czytać, że ma nogi dzięki którym może biegać, że ma ręce i może nimi upiec chleb, że ma usta i może nimi dziękować co dnia  za rzeczy oczywiste :)
Dla mnie osobiście taką osobą jest Anna Harłukowicz - Niemczynow oficjalnie Codzienne 5 minut z Ancią i jej mężem Przemciem pomaga naładować mi baterie na cały dzień :) Nie wierzysz? Sprawdź i też czerp garściami z jej pozytywnej energii :D 

A może też masz taką osobę? Taką która sprawia, że czujesz, iż dzięki niej twoje życie nabiera sensu, marzenia się realizują a ty czujesz się  dzięki niej szczęśliwszy? Jeśli tak to podziel się z nami tą informacja w komentarzu :) 

Pamiętaj też, że możesz mnie śledzić nie tylko na blogu ale i na  facebooku na Pani swojej wagi :) 

poniedziałek, 4 grudnia 2017

Rozgrzewające danie na zimowy obiad

Dziś rano po drodze mijałam dwa auta w rowie. Cóż, prószy śnieg jest ślisko i na efekty nie trzeba było długo czekać. 

 Nie da się ukryć. Przyszła do nas zima :)

A jak zima to na dworze zimno.  Jak zimno to organizm się szybciej wychładza. A jak się wychładza to potrzebuje więcej energii żeby się ogrzać. I co się wtedy dzieje?? Chce nam się jeeeść :D 
To właśnie jeden z głównych powodów dla których zimą nie tylko trudniej schudnąć ale i łatwiej przytyć ;) 

Dlatego nasza zimowa dieta musi się różnić od tej letniej. Starajmy się rezygnować z wychładzających pokarmów np takich jak nabiał na korzyść ciepłych rozgrzewających potraw. Na stole powinny wtedy królować u nas ciepłe zupy ale możemy tez podnosić temperaturę naszego ciała ostrymi rozgrzewającymi od środka przyprawami takimi jak: curry, kurkuma, imbir, cynamon :) 

W 20 minut możemy wyczarować przepyszne  sycące i dostarczające wszystkich zdrowych składników danie które można serwować w wersji wegańskiej lub z dodatkiem ulubionych mięs.

Zapraszam do wypróbowania tego dania i podzielenia się w komentarzu opinią lub własną wersją ulubionej zimowej potrawy :) 

wegańskie danie
Dodaj napis

Ciecierzyca z curry 

Składniki:

  • 1 puszka ciecierzycy konserwowej lub 1,5 szklanki ugotowanej 
  • 1 cebula 
  • łyżka oliwy z oliwek lub oleju kokosowego
  • puszka mleczka kokosowego ( najlepiej w wersji light 12 %)
  • łyżka koncentratu pomidorowego lub 2 łyżki pomidorów krojonych z puszki
  • papryka czerwona
  • 2 łyżeczki curry
  • pół łyżeczki kurkumy
  • szczypta chili, papryki słodkiej, 
  • pieprz i sól do smaku

Przygotowanie:

Ciecierzycę dokładnie opłucz z zalewy, zalej wodą i mocz ok. 30 minut. ( jeśli używasz świeżej ciecierzycy to przed przygotowaniem mocz ją ok 8 godzin w wodzie, po czym odcedź i gotuj przez ok 60 minut) Cebulę i paprykę pokrojoną w kostkę, zeszklij na rozgrzanej patelni z łyżką tłuszczu.  Dodaj cieciorkę, curry i kurkumę i chwile podsmaż. Dodaj pomidory lub koncentrat. Następnie puszkę mleczka kokosowego. Dodaj resztę przypraw i zamieszaj. Doprowadź do wrzenia i gotuj na małym ogniu przez ok 20 minut mieszając od czasu do czasu. 

Ponieważ ja nie jestem weganką to w mojej wersji dodałam to tej potrawy polędwiczki z kurczaka w przyprawach pieczone ok 20 minut w piekarniku :D 





 
Życzę smacznego :)
 
Po więcej pomysłów i motywacji zapraszam na facebooka, znajdziesz mnie na  Pani swojej wagi  a jeśli jesteś na diecie lub prowadzisz blog, fanpage związany ze zdrowym stylem życia i chcesz się dzielić swoim doświadczeniem to  zapraszam do zamkniętej grupy Odchudzanie dla kobiet od FAT do FIT




wtorek, 28 listopada 2017

Nie samym odchudzaniem człowiek żyje

Chyba nadszedł ten właściwy czas aby dodać do bloga zakładkę "Lifestyle" czyli co tam u mnie w duszy piszczy. Do tej pory wzbraniałam się przed tym dość mocno. Taką blokadą w głowie było to, że mojego bloga czytają moi znajomi i ci bliscy i ci trochę dalsi. I tak jakoś niezręcznie mi było, że tak odkryję te swoje wewnętrzne psychiczne bebechy. 

No chyba sporo osób też tak ma, że nie lubi mówić wszystkim dookoła co u niego słychać. O ile jeszcze jest to powód do radości i chwalenia to pal licho. Jednak życie nie zawsze jest kolorowe i usłane różami a raczej częściej usłane kolcami od róży. Choć nie powiem. Piękne pachnące płatki róż w naszym życiu też bywają i niektórym nawet zdarzają się bardzo często ( no tylko pozazdrościć :) ). Jednak codzienność jest codziennością i nie ma się co oszukiwać, Zdarzają się rozstania, rozwody, śmierć, choroby, kłopoty z dziećmi, kłopoty w pracy, sprzeczki lub wielkie awantury z przyjacielem, sąsiadem czy członkiem rodziny. Są też momenty fajne jak pierwsza randka, pierwsze wyznanie miłości,  przygotowania do ślubu, oczekiwanie na dziecko, radość z pierwszego występu w przedszkolu, z awansu w pracy, z pochwały szefa, z osiągnięcia sukcesu itd itd. Czasem się rozwijamy a czasem zwijamy. To wszystko wywołuje emocje czy tego chcemy czy nie.

Mój blog to miejsce, gdzie  często jednak wsparcia szukają osoby z nadwagą, szukające swojej drogi do zdrowszego "JA".  I wielokrotnie tu podkreślałam, że "odchudzanie zaczyna się w głowie" tak samo zresztą jak tycie. No a jeśli w głowie, to ma wiele wspólnego z emocjami. Emocje przeżywamy wszyscy, czasem mamy ich świadomość i potrafimy je nazwać po imieniu a czasem  nie. Czasem przyznajemy się do tego, że je odczuwamy a czasem udajemy sami przed sobą, że nie albo  tak na prawdę nie wiemy co czujemy w związku z daną sytuacją. 

No i tu się okazuje, że baardzo często je zajadamy. Jak je zajadamy to tyjemy, jak tyjemy to czujemy się kiepsko i spada nam samoocena. Ba, zajadamy nie tylko przykre ale i dobre emocje,  takie jak radość, szczęście, euforia.  :) A ja  tu ciągle piszę jakieś pitu, pitu  o tym, że trzeba te emocje rozpoznawać, rozumieć i rozgraniczać i  jednak ciągle zdarza mi się "nażreć" w emocjach. Wiem, że takich osób jak ja jest mnóstwo zarówno wśród moich czytelników jak i tych którzy o moim istnieniu nie wiedzą i pewnie nawet się nie dowiedzą ;) Wiem, bo piszecie do mnie o tym  często w rozpaczliwych meilach czy wiadomościach  prywatnych. A ja ciągle niezmiennie odpisuję, że to jest normalne, że większość tak ma i że nie warto się poddawać ( co nie znaczy nic z tym nie robić ;) ). 

 Dlatego w zgodzie ze sobą postanowiłam pisać o tym co mi w duszy aktualnie gra.  Nie tylko o emocjach ale i fajnych wydarzeniach w których uczestniczę. O przeczytanych książkach o ile wniosą do mojego życia coś wartościowego. O warsztatach rozwoju. O moich pomysłach na życie ( a mam ich 150 na minutę ;) ) O doświadczeniach życiowych. O sukcesach i porażkach. O tym co mnie akurat poruszyło i wywołało emocje. Po prostu o... życiu. 

Bo to jest właśnie autentyczność z którą się utożsamiam. Myślę, że Was nie zanudzę :) Prawda jest taka, że jestem jedną z Was. Tą samą która walczy, upada, cieszy się i płacze, odnosi sukcesy i ponosi porażki. Tą która robi dwa kroki do przodu i jeden a czasem trzy do tyłu.  Tą która wierzy, że w każdej z nas jest siła na to, aby jeśli na prawdę czegoś bardzo chce to może to osiągnąć. Tą która tę zasadę wprowadza u siebie w tempie wolniejszym niż chód żółwia. Ale nie poddającą się i ciągle idącą do przodu w tym filmie zwanym "ŻYCIE"  :) 


Jeśli chcesz wiedzieć na bieżąco co tam u mnie aktualnie w tej duszy gra. To polub mnie na na facebook Pani swojej wagi zaglądaj na blog czytaj, komentuj, inspiruj czy nawet konstruktywnie hejtuj ( o ile można konstruktywnie hejtować ;) ) Bo jestem tu w sieci dla siebie ale też przede wszystkim dla Ciebie :)
Dla kobiety która otwarcie lub bardzo głęboko  w sobie wierzy, że to właśnie my możemy przenosić góry, dokonywać niemożliwego, odnosić sukcesy i nie bać się porażek :D Tej która wie, że wszystko możemy ale nie zawsze chcemy :) Tej, która odważnie idzie przez życie oraz tej, która jeszcze nie ma odwagi zrobić pierwszego kroku do zmiany swojego życia :) Po prostu dla CIEBIE :D

piątek, 24 listopada 2017

Fit mama na zwolnieniu czyli czy prosto jest wrócić do aktywności?

Nie wiem czy wiecie ale mam nastoletnią córkę. ( tak w sumie mam dwie córki z tym, że jedna już dorosła ;) )  I w tej mojej młodszej córce próbuję zaszczepić sportowego ducha. W dobie pokolenia Iphonów ( czyt. srajfonów) to jedyna rozsądna rzecz jaką każdy rodzic powinien zrobić. No nie ma się co oszukiwać drodzy rodzice. Nasze nastoletnie dzieci spędzają przed telefonem czy laptopem codziennie więcej czasu niż moja rodzina na pomyłkowo obranej trasie na Morskie Oko czyli  jakieś minimum pięć godzin ;). Jeśli doda się do tego lekcje, naukę w domu i jakieś inne przyjemności towarzyskie to na aktywność fizyczną najzwyczajniej w świecie czasu nie starcza.

źródło jpg: www.runnersworld.com

Tak więc jak pisałam na wstępie staram się nauczyć te moje dziecię, że ćwiczyć regularnie trzeba i sport to zdrowie. Dlatego też gdy młoda zaproponowała, z chęcią zapisałam ją do szkółki wrotkarskiej. No i gdy tak ją woziłam na te zajęcia i przyglądałam się jej postępom stwierdziłam, że uczy się tam też sporo osób z pokolenia Y czyli tak pod czterdziestkę. No i tu wpadłam na szalony pomysł. Będę cool mama i zapiszę się na wrotki razem z córką. A co tam, będziemy miały co robić  w letnie wieczory -pomyślałam. Już nawet prawie czułam ten wiatr we włosach gdy, robimy  na wrotkach te rożne cuda na rampie...ach no dobra, poszłam o krok za daleko ;)

źródło jpg. youtube 


W każdym bądź razie poszłam na pierwszą lekcję. Nie powiem, całkiem nieźle mi szło.Okazało się, że jazda slalomem i te inne beczki wbrew pozorom nie są takie wcale trudne. Poczułam się jak ryba w wodzie :) Jednak organizatorzy zajęć popełniają ogromny błąd. Uczą jeździć kursantów beczką nie ucząc ich najpierw hamować :) A przecież każde boisko ma jakieś swoje granice najczęściej ogrodzone siatką, murem czy też inną barierką. Tak samo zresztą jest na wrotkowisku. Rozpędziłam się dojechałam do barierki i moje ręce zatrzymały się na niej a nogi postanowiły jechać dalej. Nie przewidziały jednego. Że właśnie oto jedna jest po lewej a druga po prawej stronie metalowego słupka. No i się rozjechałam.... Auuuć. Na samą myśl czuję ten ból nie powiem gdzie bo się wstydzę :P  Ale ja silna dziewczyna jestem, poza tym nie będę przecież robić nastolatce kichy przed znajomymi więc pozbierałam się i skończyłam trening. Jednak z każdą minutą czułam, że coś jest nie tak. No i jak dotrwałam do końca treningu, dojechałam jakimś cudem do domu to okazało się, że nocna wizyta w szpitalu mnie nie ominie. Na szczęście obyło się bez złamań i skończyło na obiciu i mega krwiaku. Dostałam bezwzględny zakaz ruszania się z łóżka przez tydzień i minimum miesiąc bez ćwiczeń. I tu mi zadrgało serducho...



Z jednej strony mój wewnętrzny świadomy rozum mówił "Kurczę, szkoda że trzeba sobie zrobić taką przerwę, bo jak się wypadnie z rytmu regularnych ćwiczeń to potem ciężko do nich wrócić ( wiem z doświadczenia  - ostatnio po przerwie dłużej się zbierałam do powrotu niż trwała sama przerwa ;) ) Poza tym, w końcu ćwiczę, żeby żreć więcej ciastków :) i jakoś nie mam w tym momencie weny na ograniczenia w diecie. A na logikę mniej ruchu = mniej żarcia, nie?  I takie tam inne jeszcze rozważania psychologiczno społeczne ze sobą uprawiałam.

Zaś z drugiej strony.... mój  podświadomy rozum a w zasadzie chyba mieszkająca tam "Gruba Ja" podskakiwała z radości. Tak, tak - podpowiadała - możesz sobie bezkarnie leżeć na kanapie. Nic nie robić tylko czytać, oglądać, pisać, spać czy co ci się tam rzewnie podoba. I nikt Ci nie powie żeś leń. W końcu nie musisz iść na trening pocić się, męczyć, sapać stękać, wychodzić spocona na wiatr, mieć czerwonej gęby i jeszcze pisać post, że jest mega fajnie i też zachęcasz do tego innych :P

No bo nie ma co ukrywać. W 95 % ludzie NIE LUBI SIĘ MĘCZYĆ. Serio, poznałam w swoim życiu tylko kilka osób które świadomie mówiły, że lubią WYCHODZIĆ na trening :) Bo takich co lubią ćwiczyć znam wielu :D Jednak jest zasadnicza różnica pomiędzy samą aktywnością a zebraniem się do niej :) Dlatego jeśli twierdzisz, że nie lubisz ćwiczyć to spójrz na osoby  w swoim otoczeniu które ćwiczą, biegają lub uprawiają nawet zawodowo jakąś dyscyplinę sportową. Pomyśl, że  praktycznie niczym się od nich nie różnisz i możesz osiągnąć to samo co oni. Różnica między tymi co ćwiczą i nie ćwiczą jest tylko jedna:


"Ci pierwsi dokonują wyboru, ustalają w życiu priorytety. Wybierają zdrowie nad lenistwo. Wybierają pokonanie słabości nad wygodę" 


źródło jpg: kobieciarnia.pl


No więc...wybór pozostawiam Tobie i sobie. Kiedy tylko przyjdzie czas, żeby zdrowie pozwoliło wrócić do aktywności fizycznej. Mam nadzieję, że dokonam dobrych wyborów.

A ty??

Jeśli chcesz śledzić moje poczynania i zostać tak jak ja Panią swojej wagi dołącz do mnie na facebook Pani swojej wagi .
Jeśli ciągle się wahasz czy warto zmienić swój styl życia na zdrowy, to może razem uda nam się zmienić twoje przekonania i obawy :)


wtorek, 7 listopada 2017

Śniadanie na słodko z jaglaną poproszę

Moje śniadania od dawien dawna są dość przewidywalne. Niektórzy twierdzą, że wręcz nudne ale ja tak nie uważam. No a w końcu komu jak nie mi to ma smakować, nie? :)  W tygodniu zazwyczaj jem owsiankę z jogurtem i owocami lub po prostu 2 kromeczki dowolnie przystrojonego żytniego chlebka :) Cóż, za każdym razem inny owoc lub inny zestaw na kanapce to chyba nie jest nudno, nie? ;)
Niedziela  jest dniem z rodzinną jajecznicą i dużą ilością warzyw.
Ot takie moje rytuały :)

Jednak kiedy w mojej głowie pojawia się hasło "ograniczam słodkie", natychmiast  w magiczny sposób moje kubki smakowe domagają się na śniadanie słodkiego ;) Od razu zaczynam kombinować, jak tu zrobić, żeby było i słodko i zdrowo :) No i tak w ostatnią niedzielę zamiast jajecznicy powstały "Jaglane pancakes".

Dlaczego właśnie jaglane?? Otóż, po pierwsze mam te jagły już wypróbowane, iż sprawdzają się w wypiekach a po drugie kasza jaglana ma nieprzecenione właściwości odżywcze. Dlatego też, królowa jaglanka rządzi na moim stole dość często. Ostatnio właśnie najczęściej w formie mąki,  która to od jakiegoś czasu  jest  dostępna nawet w wielu dyskontach spożywczych :)


Jeśli zapytacie mnie co mnie w niej urzekło odpowiem krótko:

  1. Po pierwsze słodko-gorzkawy orzechowy smak, jedyny w swoim rodzaju ( bije na głowę mąkę kokosową która nie przypadła mi do gustu pomimo mojej miłości do Bounty ;) ) 
  2. Po drugie ma właściwości odkwaszające organizm a u mnie z objawami zakwaszenia, takimi jak brak energii, sucha skóra i zapalenie dziąseł dość często się mierzę. 
  3. Po trzecie jest wyjątkowo lekkostrawna i nie zawiera glutenu czyli w sam raz dla osób cierpiących na jego nietolerancję ( ja jej u siebie nie zauważam ale ponoć im mniej glutenu w diecie tym lepiej ;).  
  4. Po czwarte jest bardzo sycąca, zawiera duużo błonnika i przede wszystkim jest dobrym źródłem białka. Choć ma dość wysoki indeks glikemiczny nie powinno się jej unikać w diecie. W niewielkich ilościach jest idealna w diecie odchudzającej  zwłaszcza w zimne jesienne dni.
  5.  Po piąte ma właściwości kosmetyczne, gdyż zawiera krzemionkę a ten nieorganiczny związek chemiczny bardzo korzystnie wpływa na kondycję naszych włosów, paznokci, kości i stawów ale krzem też ponoć podnosi przemianę materii.
W zasadzie jeszcze dużo dobrego o jaglance można by pisać ale miało być krótko. Jak dla mnie wystarczająco dużo, żeby się do niej przekonać :)



A tak w ogóle to miało być o przepisie :) Otóż aby powstało idealnie słodkie śniadanie potrzebujemy:

Składniki:

50 gr mąki jaglanej

ok 50 ml mleka 1,5 %

1 małe jajo

10 gr. masła

płaska łyżka ksylitolu

łyżeczka proszku do pieczenia  

 

Przygotowanie:

Jajka i mleko i roztopione masło roztrzepać w miseczce.  Dodać suche składniki i wymieszać do połączenia obu. Konsystencja ciasta powinna być mniej więcej jak gęsta śmietana. Rozgrzewamy patelnię i formujemy łyżką niewielkie placuszki. Smażymy krótko z obu stron na suchej patelni.  Układamy w stosik i polewamy łyżką miodu. Jak mamy to możemy zrobić amerykańską wersję placków i polać syropem klonowym :) Można też dodać odrobinę ulubionych owoców :)

Z jednej porcji wychodzą nam 4 większe lub 8 mniejszych placków.  
1 porcja dostarcza nam ok 415 kal w tym ( 16 gr białka, 55 gr węglowodanów i 16 gr tłuszczu) 

No to, pozostaje życzyć Was smacznego :) 

 A wy jakie macie pomysły na kaszę jaglaną?  Podzielcie się w komentarzu swoim przepisem lub doznaniami kulinarnymi gdy wypróbujecie mój przepis :) 

Po więcej pomysłów i motywacji zapraszam na facebooka, znajdziesz mnie na  Pani swojej wagi  a jeśli jesteś na diecie lub prowadzisz blog, fanpage związany ze zdrowym stylem życia i chcesz się dzielić swoim doświadczeniem to  zapraszam do zamkniętej grupy Odchudzanie dla kobiet od FAT do FIT



poniedziałek, 23 października 2017

Dieta idealna dla Pani Gruszki

Z pewną wrodzoną genetyką się rodzimy i nie mamy, żadnej możliwości pewnych zmian w swoim wyglądzie. Jedną z takich cech jest budowa ciała. Jeśli od małego masz chude nóżki i leciutko wystający brzuszek to niemalże na 100 % w dorosłym życiu wykształtuje się w tobie figura jabłka. Natomiast jeśli będąc młodą panienką leciutko okrągliły  Ci się uda i bioderka, to spodziewać się mogłaś figury typu gruszka. 
Ta druga ponoć jest bardziej pożądana przez mężczyzn :) Jednak myślę, że Pani Gruszka już taka zadowolona nie jest  ;) 
Patrząc ze swojej perspektywy i moich klientek Pani Gruszce ciężej się ubrać. Zwłaszcza tę dolną część ciała. Dysproporcje  między talią a kolanami są na tyle spore, że spodnie albo nie włażą na tyłek albo z niego spadają bo są dużo za duże w pasie :) Fakt, lepiej wyglądamy w obcisłych kieckach od Pań od jabłuszek. No ale błagam Was, kto na co dzień biega non stop w obcisłych kieckach ?? :P 


Dlatego też, Pani Gruszka co i rusz szuka sposobów i diety na to, aby zgubić nadmiar ciałka w newralgicznych miejscach.
Ostatnio natknęłam się na artykuł w którym dietetyk dawał wskazówki co jeść kiedy jesteś gruszką a trener co ćwiczyć żeby spalić tłuszcz w udach. No i się w 100 % musiałam z nimi zgodzić. 

Kiedy trzy i pół roku temu przeszłam na dietę, zupełnie nieświadomie ( choć ponoć ciało zna odpowiedź tylko my go nie słuchamy ;) ) stosowałam wszystkie te zasady i ćwiczyłam odpowiednie ćwiczenia :) I Eureka!! Udało się mieć nóżki jak milion dolarów bez grama cellulitku. No powiedzcie, czy to nie marzenie każdej kobiety??

No więc jeśli jesteś gruszką i szukasz magicznych sposobów na schudnięcie w dolnej partii ciała czytaj dalej ...

A więc Pani gruszka w diecie potrzebuje więcej białka i dobrych węglowodanów, za to tłuszczy powinna unikać. Proporcja odpowiednia dla gruszki to 45 % białka  + 45 % węglowodanów i 10 % tłuszczy. Tak wiem, że teraz powiecie no super, gdzieś już to słyszałam ale jak to cholerstwo liczyć?? Więc odpowiem Wam.. nie liczyć. 

Po prostu zapamiętać zasady. Aby dostarczyć takiej ilości białka i węglowodanów należy spożywać praktycznie w każdym posiłku produkty bogate w białko czyli:
pixbay/luckyLife11


  • ryby ( chude!!) 
  • piersi, z kurczaka i indyka, 
  • chuda wołowinka, 
  •  chudy nabiał 
  • jaja  (najlepiej same białka). 



Jeśli chodzi o dobre węglowodany to można jeść:
źródło:pixbay/citaochel
  •  kasze,
  •  brązowy ryż, 
  • rośliny strączkowe ( fasole,  bóg, groch, soczewica max. ok 100 gr suchego dziennie) ,
  • pieczywo pełnoziarniste ( 2-4 kromki dziennie). 
  • niezbyt słodkie owoce (najlepiej jedzone do południa)


Praktycznie zupełnie, należy wyeliminować z diety tłuszcze. W związku z tym, że w  prawie każdym posiłku znajdziemy trochę tłuszczy to aby zachować odpowiednie proporcje czyli te 10 % staramy się:
  • nie używać tłuszczu do smarowania
  • nie smażyć potraw ( piec w piekarniku)
  • nie używać majonezów, ketchupów, gotowych sosów ( to musimy a nie tylko staramy się!! ;) )
  •  dodawać do potraw na prawdę niewielkie ( do smaku) ilości dobrych tłuszczów takich jak oliwa z oliwek, olej lniany, orzechy
  •  sery ( żółte, peleśniowe, brie i inne ) dodawać tylko jako dodatki np. do sałatek i w minimalnych ilościach a kiedy już użyjemy ich w potrawie nie dodawać oliwy z oliwek czy innego tłuszczu!!  
  • do przyrządzania potraw można używać niewielkich ilości oleju kokosowego który przyspieszy przemianę materii
No i oczywiście eliminujemy cukry które zamieniają się w magiczny sposób podczas trawienia w żołądku w tłuszcze. A które to, tak bardzo nam utrudniają zgubienie tłuszczu z ud!!

Ponieważ Pani gruszka ma skłonności do osteoporozy powinna w swojej diecie znaleźć miejsce na produkty bogate w wapń czyli:
  • tofu, mleko sojowe,
  • jarmuż, kapustę,
  • brokuły, 
źródło: pixbay/sterelbp
A w związku z tym, że dodatkowo Pani gruszka ma tendencje do zatrzymywania się wody powinna unikać soli. Za to ( o ile ma zdrową wątrobę) polecam przyprawy wspierające odchudzanie: chili, paprykę, kurkumę, curry, cynamon, imbir, bazylię, oregano, tymianek, rozmaryn lubczyk


No to jak już Pani Gruszka wie co jeść. No to może się dowie, co ćwiczyć??

Pani gruszka powinna nie zapominać o treningu cardio czyli :
  • dynamiczny marsz, 
  • taniec, 
  • bieganie, 
  • jazdę na rowerze, 
  • stepper,
  • skakanie na skakance,
  •  pajacyki itp.  
(ok 30-40 minut 2-3 x w tygodniu)

 Jednak Pani gruszka potrzebuje też 2 -3 razy w tygodniu treningu siłowego, gdyż ten pozwoli podkręcić jej spowolniony metabolizm.  Trening siłowy zrobicie zarówno na siłowni na maszynach jak i na sali fitness ( np sztangi, cross fit) jak i bez sprzętu tylko z wykorzystaniem ciężaru własnego ciała. Mogą to być ćwiczenia typu:
  • plank, 
  • przysiady, 
  • wykroki, 
  • wznosy bioder leżąc na macie 
  • i wiele, wiele innych które spokojnie znajdziecie w sieci
                                                                                                                                                                                                          

Ot i cała filozofia odchudzania gruszki.  Ten system działa bo sprawdziłam na sobie :) Tylko wtedy gdy trzymałam się tych zasad w 100 % moje uda i biodra wyglądały tak, jak nie wyglądały nawet  za czasów kiedy byłam nastolatką. Wystarczył jednak tylko niewielki spadek formy, ograniczenie ilości treningów  ( w proporcji 2 siłowe i 2 cardio) a także zwiększenie ilości tłuszczy w diecie aby moje bioderka się zaokrągliły. No ale cóż, już wiem co robić i działam. Może znów wkrótce moje nogi będą gotowe na sezon letni :) Ty też zacznij dbać o nie już dziś, to latem sezon bikini otworzysz prawie jak miss polonia :D

Na koniec będzie trochę mniej przyjemnie bo chciałabym zwrócić Waszą uwagę, na aspekt zdrowotny a nie tylko wizualny figury typu gruszka. Otóż "Gruszki charakteryzują się wysokim poziomem żeńskiego hormonu, estrogenu, co przejawia się spowolnioną przemianą materii oraz tendencją do odkładania się tłuszczu pod skórą (głównie na pośladkach, udach i biodrach). Na szczęście nie jest to tak groźne dla zdrowia jak otłuszczenie organów wewnętrznych (częste u jabłek). Jednak kobiety o takiej figurze mają skłonność do osteoporozy, cellulitu, ciężkiego przechodzenia menopauzy, żylaków i zaburzeń w samoocenie („jestem taka gruba”). A wszystko to za sprawą kobiecych hormonów, których gruszkom nie brakuje. Właścicielki tej figury muszą więc dbać o sylwetkę z jednego ważnego powodu – po menopauzie, gdy poziom estrogenu znacznie spada, mogą być narażone na te same schorzenia co jabłka. Jeśli odpowiednio wcześnie zadbają o zdrowie, łatwiej uporają się z tym zagrożeniem w przyszłości." No i tym mniej optymistycznym akcentem zachęcam Was do zadbania o swoje zdrowie poprzez zdrową dietę i aktywność fizyczną. 














Ot taka zmiana w wyglądzie dzięki zastosowaniu tych zasad :)

środa, 4 października 2017

Chcesz schudnąć? Pod żadnym pozorem nie idź na dietę!!

Przeczytałaś tytuł i myślisz "No zwariowała" Jak mam nie iść na dietę kiedy chcę schudnąć? Przecież to zawsze idzie w parze!!

Ha no właśnie. Bo nie doprecyzowałam w tytule pytania. Powinno brzmieć:
"Czy chcesz TRWALE schudnąć? Jeśli tak, to nie idź na dietę."

Piszę to całkiem serio. Najgorszą rzeczą którą zrobiłaś w swoim życiu, to to że poszłaś pierwszy raz na dietę.
Pamiętasz ten dzień??

Zapewne miałaś lekką nadwagę, szykowałaś się do ważnego życiowego wydarzenia np. ślubu czy wymarzonych wakacji. Dotychczas jadłaś co popadnie, głównie słodycze, słone przekąski, szybkie jedzenie i tak zebrało się trochę nadprogramowych kilogramów. No więc na krótko przed tym ważnym dla Ciebie wydarzeniem, spięłaś się, zaczęłaś jeść jak wróbelek,  trenować, pić wodę itp. Być może wybrałaś monotematyczną dietę w której ograniczałaś potrzebne do życia składniki np.  dietę dukana ( białkową), a że byłaś młoda to waga poleciała w dół jak szalona. Pamiętasz ile zajął Ci powrót do dawnej sylwetki?
Miesiąc, dwa?

dieta
Photo credit: <a href="http://foter.com/re/79b4c6">Foter.com</a>

Jednak wydarzenie było, minęło a ty wróciłaś do rzeczywistości i do dawnych nawyków. Zanim sim się obróciłaś ciało wróciło do rozmiarów przed dietą a nawet dawne szmatki jakby skurczyły się w szafie. Przed kolejną dietą miałaś już zapewne dobre parę kilo więcej niż przed pierwszą.  

Tak minęło kilka lat i znów w twoim życiu szykowało się wydarzenie, na którym chciałaś wyglądać jak milion dolarów. Twoje lustro nie zachęcało jednak do radości. Przeszłaś więc na dietę drugi raz. 
Być może miałaś już w międzyczasie za sobą nawet trochę kilkudniowych dietek ale raczej nie traktowałaś ich jeszcze na poważnie. Za to ta druga dieta była całkiem serio.

 Nakupiłaś warzyw, owoców, 3 zgrzewki wody, pół torby suplementów diety bo chciałaś schudnąć szybko tak jak za pierwszym razem. Różnica może być teraz taka, że masz trochę mniej czasu, chęci do ćwiczeń, więcej obowiązków domowych czy zawodowych, więc i czasu na dietę mniej. No i znów schudłaś. Jednak tym razem szło Ci to oporniej, suplementy średnio działały, czas diety się wydłużał więc skończyłaś ją trochę przed terminem osiągnięcia wymarzonej wagi. Zapewne uznałaś:  - No trudno nie mam już nastu lat i nie muszę wyglądać jak Miss Polonia. Zeszłaś z otyłości do nadwagi lub z nadwagi do wagi mieszczącej się w normie. Lustro już całkiem przychylnie na Ciebie patrzyło a ty w nagrodę za swój wysiłek poszłaś  świętować swój sukces lodami z bitą śmietaną lub kebabem z  frytkami w zależności kto co  lubi ;)
Photo credit: CRE@!V!TY via Foter.com / CC BY-NC-ND

I znów wpadłaś w wir pracy, obowiązków i nie w głowie Ci było zdrowe jedzenie. No więc klasycznie dopadło Cię jojo i samoocena spadła o 200 %. Owszem jeszcze przed znajomymi i samą sobą próbowałaś przyjmować maskę, że lubisz siebie, swoje ciało, że kochasz jeść, że dziewczyny z nadwagą są sympatyczniejsze itd, itd.

Jednak w twojej głowie pojawiała się coraz częściej myśl o zmianie nawyków żywieniowych. Coraz częściej podejmowałaś kilkudniowe próby przejścia na dietę ale efekty przychodziły coraz trudniej i były coraz bardziej znikome. Ciągle chciałaś chudnąć szybko i dobrze, tak jak to było za pierwszym razem. A tu dupa. Za to te wszystkie kilkudniowe diety powodowały coraz większe jojo i twoją coraz większą frustrację.
 Aaaaa, chciałoby się krzyczeć. Gdzie popełniam błąd!!! Dlaczego nie chudnę??!! Zadajesz sobie te pytania i  rownie szybko sobie na nie odpowiadasz:
"No bo nie mam czasu jeść regularnie"  ,
 "No bo nie lubię ćwiczyć",
"Bo tak kocham ciastka",
"Bo metabolizm już nie ten"
 i pewnie znajdujesz jeszcze tysiąc innych powodów.

A ja ci powiem gdzie popełniłaś błąd!! Dokładnie tam gdzie ja kilkanaście lat temu!! Tym błędem było twoje pierwsze przejście na dietę. Dietę monotematyczną, dietę o zbyt niskiej kaloryczności, dietę połączoną z aktywnością a potem zwyczajnie powrót do starych nawyków. Nie obraź się, że to napiszę ale "głupotą jest robić ciągle to samo i oczekiwać różnych rezultatów" (Albert Eistein. ) Dlatego właśnie z pełną stanowczością twierdzę, że jeśli chce się trwale schudnąć NIE MOŻNA IŚĆ NA DIETĘ tylko ZMIENIĆ NAWYKI :)
Jestem w 200 % przekonana, że jeśli zmienisz w głowie myślenie na "Chcę być zdrowa i piękna więc będę się zdrowo odżywiać i będę aktywna fizycznie", to zmiany przyjdą i będą trwałe :) Skąd to wiem?? Sprawdziłam na sobie i kilkudziesięciu moich klientkach coachingowych :) 


najlepsza dieta na świecie
Photo credit: <a href="http://foter.com/re/79b4c6">Foter.com</a>
No dobra. Łatwo powiedzieć gorzej zrobić pomyślisz. O czego zacząć? To dla mnie za dużo - powiesz.
A ja Ci powiem zacznij od maleńkich kroków. Być może od wyeliminowania z codziennej diety całej masy słodkości które uwielbiasz i zamień je na zdrowe słodycze i jedz je maksymalnie jako jeden posiłek. Być może od picia wody z którą dotychczas miałaś na bakier bo jej "nie lubisz". Być może zamiast morderczych treningów na siłowni od których na samą myśl robi Ci się słabo, zaczniesz od szybkich spacerów  2-3 razy w tygodniu po 30 minut. Tylko ty wiesz od czego możesz zacząć zmianę, żeby było to dla Ciebie wyzwanie, ale takie które  Cię nie przeraża. Gdy zmiana tego jednego maleńkiego nawyku wejdzie Ci w krew jestem przekonana, że nabierzesz chęci na więcej. :D A potem to wystarczy już tylko odrobina samodyscypliny. Jak ją u siebie wyzwolić i trenować przeczytasz tu: Jak trenować samodyscyplinę?

Więc teraz już nie bocz się i nie obrażaj. Trudno, nie wiedziałaś. Poszłaś na tę cholerną dietę, mleko się wylało i nic nie da się z tym zrobić. Możesz jednak zawsze w każdym momencie swojego życia, zacząć "chudnąć" inaczej. Zdrowo :) Owszem teraz będzie już wolniej i trudniej,.Owszem będziesz miała chwile zwątpienia ale DASZ RADĘ!!! Wierzę w Ciebie :D
A jaka będzie radość z sukcesu?? :D :D 
motywacja do diety
Dodaj napis


A jaka jest twoja historia "diet"?? Może się z nią ze mną podzielisz?? Napisz  w komentarzu lub prywatnej wiadomości. A jeśli szukasz wsparcia, bo chcesz podjąć wyzwanie i zacząć zmianę od "głowy" zapraszam dołącz do mojej grupy  na facebooku Odchudzanie dla kobiet od FAT do FIT lub dowolnej innej (np. Codziennie lżej tracimy kilogramy ;) ) i zmień swoje nawyki raz na zawsze :D
Będzie mi również miło, gdy zajrzysz i polubisz mojego fp Pani swojej wagi a otrzymasz ode mnie garść motywacji :D

poniedziałek, 25 września 2017

Tarta malinowo kokosowa fit

Jak większość ludzi na świecie jestem słodyczowym łasuchem. Bez ciast i ciasteczek nie wyobrażam sobie życia ( a zwłaszcza moje biodra ;) ). Jednak te sklepowe ciasteczka zawierają za dużo tłuszczów utwardzonych i innych świństw dlatego też, co i rusz wyszukuję nowych pomysłów na słodkie smaki.

Ostatnimi czasy zaopatrzyłam się w sklepie ze zdrową żywnością "Zmień to" w mąkę kokosową i eksperymentowałam :)
A że zawsze po lecie mam zamrożone sporo malin, to wyszła mi taka oto tarta kokosowo malinowa :)
Od razu przyznam, że jakaś mega słodka to ona nie jest, gdyż nie zawiera grama czystego cukru ale z pewnością przypadnie do gustu miłośnikom zdrowej żywności.

ciasto z mąki kokosowej

Składniki:

150 gram mąki kokosowej
 6 jaj
300 gr jogurtu greckiego ( ja dodałam Piątnicy 0 % tłuszczu bo już sama mąka kokosowa zawiera go sporo)
5 łyżek syropu z agawy lub miodu
3 łyżeczki żelatyny
300 gram malin ( mogą być mrożone i ja takich użyłam )
Na polewę:
łyżka oleju kokosowego, 4 kostki gorzkiej czekolady

tarta kokosowo malinowa
tarta malinowo kokosowa

Przygotowanie:

 W misce wymieszaj dokładnie mąkę z jajami. Dodaj 3 łyżki syropu z agawy i jogurt grecki. Miksuj wszystko aż do uzyskania jednolitej masy ( konsystencja będzie nieco grudkowata ze względu na mąkę kokosową).

 Surowe ciast rozłóż na małej blaszce wyłożonej papierem do pieczenia ( im większej blaszki użyjesz tym ciasto będzie bardziej płaskie).

Wstaw do nagrzanego piekarnika i piecz przez ok 30 min w temperaturze 190-200 st. Ciasto dość mocno się przyrumieni.

 W tym czasie w rondelku zagotuj maliny z odrobiną wody. Dodaj 3 łyżeczki żelatyny (ewentualnie substancji agar agar) i pozostałe dwie łyżki syropu z agawy ( lub miodu). Zagotuj mieszając do momentu gdy masa zacznie lekko tężeć. Ostudź.

Gotową masą polej przestudzone ciasto.
Wlej wodę do rondelka i wstaw do niej miseczkę. Zagotuj wodę. Kiedy miska się ogrzeje wodą rozpuść w niej łyżkę oleju kokosowego i 4 kostki gorzkiej czekolady. Zamieszaj. Gotową polewą polej ciasto. Wstaw do lodówki aby wszystko dobrze stężało.


Smacznego :)

Jeśli podoba Ci się u mnie na blogu, będzie mi miło gdy dodasz mnie do obserwowanych lub polubisz mój fanpage na fb Pani Swojej Wagi
























sobota, 23 września 2017

Rozwijam firmę z inteligencją finansową

Od kilku lat jestem drobnym przedsiębiorcą. Takim wiecie, samozatrudnionym co to etatu nie ma a siedzi w pracy po 10 godzin ;) No i tak od kilku lat myślę nad rozwojem tej swojej firmy i ciągle brakuje mi odwagi rzucić się na głębszą wodę.
Dlaczego?
No najzwyczajniej w świecie dlatego, że brak mi wsparcia finansowego. Ktoś powie weź kredyt. Drugi powie weź "niepierdol" i zacznij działać ;)
Ha, jednak łatwiej powiedzieć, gorzej zrobić. Ja po prostu nigdy o sobie nie myślałam w kategorii "Biznesmenka" tudzież "Bizneswomanka" bo nigdy nie wiem co bardziej poprawne politycznie :D



Mam jednak koleżankę, która od wielu lat odnosi sukcesy w sferze finansowej. Swoją wiedzą, jak zarabiać pieniądze, jak zostać biznesmenem czy inwestorem dzieli się na organizowanych od dawna szkoleniach pt. "Inteligencja Finansowa"
Kasia wielokrotnie zapraszała mnie na skorzystanie ze swojego szkolenia. Jednak zawsze było mi jakoś nie po drodze. A to termin nie pasował, a to tą stówkę wolałam wydać na wydawało mi się wtedy pilniejsze potrzeby. A tak na prawdę, to chyba czułam, że to nie dla mnie ta cała inteligencja finansowa. Ja jej po prostu nie mam i już. Kiedy ostatnio znów przy kawie padł temat rozwoju mojej firmy, i ja znów marudziłam, że boję się zainwestować no bo przecież gwarancji zwrotu z inwestycji w swój biznes nie ma. A ja jestem po prostu cykor. Kasia po raz n-ty powiedziała. Przyjdź, w sobotę. Posłuchaj, podziałaj i jak Ci się nie uda, to powiesz, że ta cała inteligencja finansowa jest do dupy.

Kurczę, pomyślałam. A niech tam, najwyżej stracę te parę złotych, idę. Tak więc dziś byłam i jestem.....zaskoczona. Oczywiście pozytywnie. Okazało się, że  cały filar tej inteligencji finansowej to żadne tam indeksy giełdowe, akcje, obligacje czy inne aktywa lub pasywa. To po prostu przeprogramowanie myślenia :) Wiem, że niektórzy pewnie uważają, że to czary mary i w ogóle. Zresztą sama dotychczas tak myślałam i myślę. Wiecie, w końcu od wielu lat jestem twardo stąpającą po ziemi księgową gdzie 2+2 musi się równać 4 :D Jednak Kasia opowiada o tym tak przekonująco, pokazując prawdziwość teorii w autentycznych historiach biznesowych, że  i mnie przekonała.  Przynajmniej do tego, że warto spróbować myśleć i działać według jej metod. Przypomniały mi się moje własne słowa, że wszystko zaczyna się w głowie" Dotknęłam dziś przekonań które mnie blokują i czas się z nimi zmierzyć :)
kasiaczyz.pl

Najcenniejsze dzisiejsze odkrycie, to moje fundamentalne wartości. Dziś wiem, że są spójne ze mną, z moją wizją rozwoju firmy. Dziś wiem, że idę w dobrym kierunku tylko jeszcze chcę nauczyć się "widzieć" już te pieniądze i sukces :D 

Wierzę że Pani Swojej Wagi zacznie się rozwijać i znajdą się pieniądze, osoby i sposoby na realizację moich celów :D Wiem też, że samo się nic nie zrobi i zaczynam działać. 

www.kasiaczyz.pl
Tak więc dziś w przestrzeń i wszechświat daję Wam część mojej energii :) I niech wróci potrójnie :D 
A Wy jaki macie stosunek do tzw. szkoleń miękkich? Chodzicie? Stosujecie wiedzę w życiu codziennym? Jak się sprawdza? Jestem ciekawa waszych opinii? :D 

A ja.. pewnie za jakiś czas napiszę, czy teoria w praktyce działa :D
www.kasiaczyz.pl

poniedziałek, 11 września 2017

A ty biegniesz czy spacerujesz w swoim maratonie życia??

Jakieś 1,5 roku temu postanowiłam zmienić klub fitness. Wtedy po raz pierwszy miałam okazję korzystać z treningu o wdzięcznej nazwie green fitness. Normalnie pewnie bym nie poszła bo nazwa kojarzyła mu się z naturą, jakąś jogą czy innym rozciąganiem. A w tamtym czasie większość moich treningów to były zajęcia typu cross fit czyli siłowo interwałowe. Jednak znajoma zachęcała. - " Byłaś na Green Fitness u Ani Harłukowicz -Niemczynow?? Nie?? To żałuj. Nie wiesz co tracisz. Ta to potrafi dać taki wycisk, że zakwasy masz przez tydzień. Ale robi to z takim wdziękiem, że chce się do niej wracać. Do tego ta osobowość!! No wspaniała i ciepła kobieta" 

Pomyślałam, co mi szkodzi.? :) I jak raz poszłam, to nie chciałam już chodzić nigdzie indziej :D Wszystko co mówiła Kaśka się sprawdziło. Ancia była cudowna!! Nie mówiła do nas inaczej jak "moje robaczki" i jak nikt inny do tej pory, potrafiła motywować do kolejnego powtórzenia ćwiczenia. Widać było, że jest mega emocjonalną kobietą i w trening wkłada mnóstwo pracy, energii i emocji. Praktycznie na każde zajęcia przynosiła własnoręcznie pieczony przez siebie chleb lub ciasteczka, tudzież słoiczek domowej nutelli i na koniec zajęć losowała uczestniczkę którą tymi pysznościami obdarowywała :D Niestety jak to mówią, wszystko co dobre szybko się kończy. Klub w którym pracowała Ania przez kilka lat rozwiązał z nią umowę i skończyły się moje treningi z Ancią :(

Jednak pozostał mi do niej sentyment i śledziłam jej życiowe poczynania na oficjalnym profilu Facebookowym Anna Harłukowicz - Niemczynow   Im bardziej ją poznawałam tym bardziej się do niej przekonywałam :D  I choć nie jesteśmy sobie bliskie czułam, że wiele mnie łączy z tą śliczną filigranową dziewczyną z cudownymi włosami. :) I nie chodziło tu bynajmniej o wygląd ;) Ania daje się poznać jako kobieta niezwykle wrażliwa, sentymentalna, uczuciowa, ciepła a przy okazji bardzo radosna ( to też nie te wspólne cechy :P ) . Praktycznie w każdym jej poście był albo cudowny uśmiech albo łzy jak grochy. Jednak łzy były tylko wzruszenia :) Bo czego jak czego ale tak ogólnie powszechnego "narzekactwa" zarzucić jej nie można. Wręcz przeciwnie. Swoją osobą pokazuje, że warto być sobą, warto być naturalnym, nie można wstydzić się emocji i trzeba w życiu wierzyć i walczyć o szczęście.  Dla mnie, jej 35 letnia życiowa mądrość przewyższała niejednego 60-latka. Dziś wiem, że to co nas łączyło to trudne życiowe doświadczenia. To konieczność podniesienia się z kolan po upadku z wielkiej życiowej góry... 
Anna Harłukowicz Niemczynow
źródło: Anna Harłukowicz Niemczynow oficjalnie

Pewnego dnia Ania napisała, że rezygnuje z treningów i spełnia swoje marzenie. Chce napisać i wydać książkę. Jak postanowiła tak zrobiła i w sierpniu tego roku hucznie a zarazem skromnie zakomunikowała, że oto już jest. Cieplutka, wręcz jeszcze gorąca nowość wydawnictwa Videograf pt. "W maratonie życia" którego jest autorską. W pierwszej chwili pomyślałam sobie, że jest to powieść romantyczna. Bo Ania wydawała mi się niepoprawną romantyczką ;) Taka o wielkiej miłości a ja za takim gatunkiem literackim nie przepadam. Kiedy jednak Ania napisała, że na jej powieść jest aktualnie promocja w Empiku, pomyślałam - raz się żyje. To tylko 20 zł. Człowiek więcej na głupoty wydaje. Zamówiłam, odebrałam i ... pochłonęłam w 3 dni :)

Powieść Ani pt. "W maratonie życia" owszem jest o miłości. Ale jest to miłość trudna i zarazem piękna. Autorka pokazuje w niej oblicze miłości zakazanej, miłości młodzieńczej, miłości do dziecka, miłości do biegania i miłości do świata i siebie samej. Główna bohaterka Matylda to młoda kobieta która dość szybko zakłada rodzinę. Jej pierwszy mąż i ojciec dziecka jak to w życiu bywa okazuje się nieodpowiedzialnym bawidamkiem i młodej Matyldzie przychodzi zmierzyć się z samotnym macierzyństwem oraz ranami w sercu zadanymi przez ukochanego niegdyś męża. Jest jednak jeszcze na tyle ufna wobec mężczyzn, że podejmuje drugą próbę "zakochania się". A w zasadzie spływa na nią ta miłość jak grom z jasnego nieba. I choć Matylda wie, że to miłość zakazana i próbuje z nią walczyć to jak to pisze sama autorka "Z miłością jak ze sraczką - czasem nie można jej powstrzymać" :) W bieganiu Matylda odnajduje ukojenie swoich emocji i właśnie temu bieganiu poświęca część swojej książki. Jak się skończy "maraton" Matyldy przekonasz się czytając powieść. Czy będzie Happy End??

recenzja w Maratonie życia
"W maratonie życia" Anna Harłukowicz Niemczynow


Książkę polecam każdej kobiecie która poznała trudy samotnego macierzyństwa, zdrady, rozwodu. Każda z Was odnajdzie tam cząstkę siebie. Bo choć jak pisze autorka na swoim funpagu powieść jest fikcją literacką to "ślepy o kolorach nie napisze" Utwór jak dla mnie, ma mega szczery i prawdziwy przekaz. Jest naładowany czystymi emocjami autorki. Nawet ja, ta która łzy uznaje za słabość zryczałam się jak głupia podczas jej czytania. A to znaczy, że książka jest mocna :D 


Matylda biegnąc maraton ma mocne przemyślenia odnośnie swojego życia. Jednak jej przemyślenia dotyczą większości kobiet, zwłaszcza tych mieszkających w Polsce. I są im potrzebne do życia jak powietrze. Bo dają siłę i wiarę w lepsze jutro :)

 Oto kilka z nich:

 " Zanim kogoś ocenisz spróbuj założyć jego buty.."

" Bo w życiu jest jak w pierwszym maratonie - na początku wszystko wydaje się proste. Kiedy biegniesz trzeci kilometr nie jesteś w stanie przewidzieć co czeka cię na trzydziestym.."

" Biegnąc maraton musisz rzetelnie postawić każdy krok. Jeden po drugim, noga za nogą... jak to w życiu. Każda decyzja rodzi swoje konsekwencje...Los często nie daje nam drugiej szansy"

"Proces przygotowania do maratonu był niezwykle inspirujący i wręcz terapeutyczny. Odkryłam, że bieganie umacnia moje ciało i przesyła impuls do mojego umysłu, zmuszając do oczyszczenia. W ten oto sposób, było mi łatwiej radzić sobie z tym co mnie spotkało"
 
"Szczęścia trzeba szukać w sobie. Nie zdobędziemy go poprzez działania innych"

"Kiedy stoisz na starcie maratonu życia, zwanego małżeństwem, nie wyobrażaj sobie, że jego zakończeniem będzie puenta "I żyli długo i szczęśliwie" Zarówno w biegu jak i w życiu niczego nie da się przewidzieć. Jedyne, co pewne, to zmiana. Na nią trzeba być zawsze gotowym"

"Jeśli w  coś wierzymy i pracujemy na nasze marzenia, nie ma innej możliwości - musi się udać!! "

                                  Anna Harłukowicz Niemczynow
                                              "W maratonie życia"

Ach, no całkiem bym zapomniała :) W książce znajdziecie również przepisy Matyldy. Między innymi na przepyszną, zdrową i domową nutellę  co jest niewątpliwie dużą wartością dodaną ;)


I jeszcze wiecie co??  Po przeczytaniu książki postanowiłam, że zacznę biegać. A dlaczego?? .... O tym w innym poście ;)