środa, 29 czerwca 2016

Szybka przekąska z jabłka pieczonego w... mikrofalówce.

Naszła nas w pracy ochota na małe słodkie co nieco do kawki. Oczywiście mogłyśmy wyskoczyć do pobliskiego sklepu lub cukierni po coś słodkiego. Jednak dziś zdecydowanie poszłyśmy w zdrowe przekąski :)

Postawiłyśmy się na jabłko pieczone w  ... mikrofalówce :D 
Pomysł był mojej szefowej ale myślę że często będę z niego korzystać :D 

Przygotowanie takiej przekąski to 3 minutki a smak obłędny :D

JABŁKO PIECZONE W MIKROFALI

jabłuszko z mikrofalówki
małe co nieco w pracy

Sposób przygotowania:

Umyte jabłuszko nakłuwamy widelcem żeby nam nie wybuchło w mikrofalówce podczas pieczenia i wstawiamy na 3-5 minut w zależności od mocy mikrofali. Oczywiście wstawiamy na talerzyku bo jabłko puści nam sok :D
 Po tym czasie wyciągamy jabłko i odstawiamy na chwilę do przestygnięcia.  Można je po upieczeniu posypać cynamonem co według mnie daje jeszcze lepszy smak i oczywiście wspiera odchudzanie. :D

przekąska z jabłkiem
jabłko pieczone w mikrofali


Takie upieczone jabłko jest o wiele słodsze od surowego i skutecznie zaspokaja chętkę na słodycze. 
Ja takie jabłko jem wraz z pestkami które jak wiemy zawierają najwięcej pektyny  i ponoć mają właściwości chroniące przed nowotworami.

O właściwościach jabłek możemy pisać wiele. Jabłka dzięki swojemu składowi oraz strukturze działają w organizmie wielokierunkowo a mianowicie:
– zmniejszają apetyt
– obniżają poziom cholesterolu (spożywane ze skórką)
– obniżają ciśnienie tętnicze krwi
– zwalczają przeziębienia i infekcje dróg oddechowych
– zmniejszają napięcie psychiczne
– zmniejszają bóle reumatyczne
– leczą zaburzenia jelitowe w tym zarówno zaparcia jak i biegunki
– poprawiają przemianę materii
– przeciwdziałają nowotworom
-
 dlatego zachęcam was do sięgania po zdrowe i smaczne przekąski prosto z naszych rodzimych sadów :D

przekąska z mikrofali
jabłko pieczone w mikrofali

piątek, 24 czerwca 2016

Odkryj w sobie piękno

Jeszcze 2,5 roku temu byłam zwyczajną babką. Czasem ponarzekałam jak większość na swoją niedolę i niesprawiedliwość społeczną. Czasem cieszyłam się z drobiazgów które zadziały się w moim życiu. Gdybyście spytali mnie wtedy jaka jestem? Odpowiedziałabym bez wahania
- Jaka? -Ot, zwyczajna  - taka O.K.

Natomiast gdybyście spytali czy jestem piękna bez wątpienia powiedziałabym, że NIE!!!

Nie lubiłam swojego ciała i to nie tylko dlatego, że nie podobał mi się galaretowaty cellulit ale też dlatego, że było wiotkie,  moja postawa była przygarbiona a uśmiech przygaszony. 

Wtedy wydawało mi się, że jestem po prostu jedna z milionów takich jak ja :) Ni brzydka, nie piękna. Żartowałam często, że jak Pan Bóg rozdawał urodę i talenty to stałam w kolejce po rozum.



Minęło  2,5 roku i wiele zmieniło się w moim życiu. I nie stało się to jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, bo takie kochani nie istnieją ( chyba, że w filmie o Harrym Potterze ;) )

Zmieniło się nie tylko moje ciało ale i dusza :) Zaczęłam się sobie podobać. Moje ciało nabrało siły, sprężystości. Chodzę bardziej wyprostowana, uśmiechnięta :) 
Ćwiczenia dodały mi siły a ukochana Zumba gracji :D

Gdybyście jednak znów spytali czy jestem piękna, nadal twierdziłbym, że nie. Czułam jednak, że gdzieś w środku drzemie we mnie nieodkryte piękno i to nie tylko wewnętrzne ale i zewnętrzne :D 

Potrzebowałam tylko kogoś kto je we mnie odkryje i..... wreszcie  mam, znalazłam :D 

W związku z tym, że latka lecą i młodsza już nie będę postanowiłam zachować w pamięci swój obraz, wysportowanej, szczupłej Moniki :) Zdecydowałam się na profesjonalną sesję w studio Red Room   i Panu Arkowi, fotografowi skutecznie udało się wydobyć moje piękno  :D

Dziś spytajcie mnie jaka jestem? 
Odpowiem... PIĘKNA.. Jedna na MILION :D

Oto cała JA :D










Dlatego każdej z Was z osobna niezależnie od tego ile ma lat, czy jest chuda czy też walczy z nadmiarem kilogramów,  Czy jest zdrowa czy chora,  Czy jest ładna czy brzydka ( oczywiście tak o sobie myśli ;) ) gorąco polecam znaleźć fotografa który odkryje i zachowa Wasze piękno w pamięci na zawsze :D 




środa, 8 czerwca 2016

Czy da sie pogodzić pracę w nadgodzinach z prowadzeniem domu, dietą oraz ćwiczeniami?

Dawno mnie tu nie było.

A to wszystko za sprawą nowego wyzwania zawodowego którego podjęłam się jakieś dwa miesiące temu. Jeszcze całkiem niedawno pracowałam sobie spokojnie do 13-14 i po przyjściu do domu miałam czas spokojnie na poczytanie nowinek o fitnessie i dietach, zrobienie obiadu na godzinę 15.00, posprzątanie, napisanie posta na blogu czy FB oraz oczywiście na ćwiczenia :)

Niektóre osoby z którymi pracowałam podczas diet coachingu zarzucało mi wtedy " No tak, bo ty to masz czas na ćwiczenia i gotowanie" Jako koronny argument za tym, że za nic nie mogą sobie pozwolić na dietetyczne gotowanie i ćwiczenia był właśnie brak czasu.  Owszem miałam bardziej zorganizowany harmonogram dnia od większości z nich i nie mogłam w 100 % podważyć tego argumentu. Owszem mogłam przekonywać ich do tego, że zawsze mogą sobie znaleźć taką prace jak ja ale wtedy popukali by się zupełnie w głowę ;)  Zamiast tego jednak nadarzyła się okazja aby się z tym argumentem skonfrontować :)

Tak więc dwa miesiące temu podjęłam nową pracę i mój dotychczasowy plan dnia runął w gruzach. Nowy plan dnia wygląda tak:

Poniedziałek, środa i piątek pobudka ok 5.40 gdyż na 7.00 trzeba być w pracy. W domu jestem ok 16.00 lub 16.30 jeśli po drodze robię zakupy. W te dni moja córka ma popołudniowe zajęcia na które trzeba ją wozić. Zajęcia najczęściej zaczynają się o 17.00-18.00 więc niewiele czasu zostaje  przed wyjściem na gotowanie i sprzątanie. Wracam więc do domu około 19-20 i mam czas na to co do moich obowiązków jako mamy i gospodyni należy :)

Wtorek i czwartek pobudka odrobinę później bo o 6.30. Na 8.00 do pracy w której z racji poznawania specyfiki firmy nie udawało mi się wyjść o 16.00. W te dni wracam więc do domu około 19-20 robiąc po pracy późne zakupy.

Od razu zaznaczę, że nie mam mamy, babci, teściowej ani fajnej sąsiadki która mogła by trochę odciążyć w obowiązkach. A mąż?... mąż pracuje jeszcze dłużej niż ja ale taka specyfika jego pracy, no cóż.

W pierwszej chwili bardzo się tego wystraszyłam, bo przez pierwsze dwa tygodnie zrobił się lekki chaos i ewidentnie nie było mowy o regularnych zdrowych posiłkach i ćwiczeniach. Obiad jadłam w biegu i to najczęściej jakieś przetworzone szybkie jedzenie a na ćwiczenia nie miałam po prostu siły.  Do tego cześć pracy wykonuję w domu więc miałam zajęte pracą również weekendy :(

Pomyślałam sobie jednak szybko:
-No tak nie może być !!!! Nie po to tyle pracowałam nad zbudowaniem nowych nawyków fundamentalnych jakimi są zdrowe odżywianie i aktywność fizyczna żeby to teraz zaprzepaścić przez nową pracę!! Co mi po tych pieniądzach gdy zdrowia nie będzie!!

Tak więc usiadłam sobie pewnej niedzieli i postanowiłam się "zorganizować"
 I tak oto ustaliłam:
  •  Obiad gotuję na dwa dni
  • Gotuję go wieczorem po to aby zabrać do pracy w pojemniku i w porze obiadowej zjeść w pracy 
  • Mam zawsze w zamrażarce pierś z kurczaka i warzywa na patelnię więc nawet jak się coś wydarzy i nie zdążę zrobić obiadu lub zakupów to na danie kurczak+warzywa na patelnię 5-10 minut znajdę. 
  • Jeśli jednak z różnych powodów nie uda mi się ugotować obiadu poprzedniego dnia a mogę przypuszczać, że następnego dnia będę w domu później niż o godzinie16.30 nie jem obiadu w ogóle a do pracy zabieram więcej przekąsek typu warzywa i owoce i biorę bardziej pożywne drugie śniadanie.
  • Choćby nie wiem co, staram się jeść regularnie po to aby wieczorem nie rzucać się na zawartość lodówki jak opętana. Pal licho lodówkę, żeby nie rzucać się w sklepie po drodze na półkę ze słodkościami :)
  • W pierwszej kolejności pamiętam w sklepie podczas zakupów spożywczych o kupnie zdrowych posiłków na śniadanie, obiad i kolację i to takich które przygotuję od ręki w chwila moment czyli warzywa, owoce, jogurty, serek wiejski, ciemne pieczywo, łosoś, kurczak na kanapki.
  • Ćwiczenia organizuję sobie przynajmniej 4 razy w tygodniu  i przynajmniej w te dni i o tej porze co wiozę córkę na zajęcia. Zamiast chodzić po sklepach czy siedząc na FB czekając na córkę wiozę ją 10 minut wcześniej i biegnę na zajęcia do klubu fitness.  No i obowiązkowo w niedzielę rano zajęcia żeby mieć energię na cały dzień :)                                                   Oczywiście nie obyło się bez zmiany klubu z tego do którego miałam sentyment i serce,  na ten który jest blisko miejsca w które muszę wozić córkę. Było mi przykro opuszczać ulubionych trenerów ale coś za coś ;)

pomysł na krewetki
takie oto cuda jadam na wyjazdach kiedy nie mogę sama gotować :D
Czy mi się to udało?
po treningu :D

W 99 % tak, choć wiadomo, jak to w życiu bywa mam potknięcia i upadki. Nie zawsze wszystko układa się tak jak sobie to zaplanujemy i zdarzają nam się różne nieprzewidziane sytuacje na które nie mamy wpływu.
Co się jednak zmieniło w moim życiu?

Żyję trochę bardziej w biegu. Mam w domu bałagan ale nie przejmuję się tym bo wybieram to co jest dla mnie ważniejsze. To mój bałagan i nic nikomu do tego. Wolę mieć bałagan w domu niż bałagan w głowie :D Wiem, że nie da się pogodzić idealnej pani domu z praca zawodową i do tego z ćwiczeniami, dietą i wychowywaniem dzieci.
Ja wybrałam; dziecko, praca, dieta + ćwiczenia a dopiero potem prowadzenie domu :) W końcu jeszcze nikt nie umarł od tego, że poszedł do szkoły lub pracy w wygniecionej spódnicy :D


weekendowy trening na powietrzu z ulubioną killer trenerką Anią Niemczynow

 Tak więc teraz gdy na coaching przyjdzie "zapracowana" mama nie dam się zwieść argumentom w stylu " Ja niestety nie mam czasu"

Kochani wszystko jest po prostu kwestią organizacji !!!



A jeśli nie umiecie się zorganizować szukajcie kursów, szkoleń w tym zakresie. Ja wam w tej materii polecam zajrzeć do Oli Budzyńskiej Pani Swojego Czasu   która zajmuję się zawodowo prowadzeniem szkoleń w zakresie zarządzania sobą i organizacji własnego czasu :D