środa, 20 kwietnia 2016

Kolacjo, ile cię cenić trzeba ten tylko sie dowie kto cię nie zjadł - czyli jeść czy nie jeść kolację

„Kolacjo, ulubiony posiłku ty mój, ile cię cenić trzeba, ten tylko się dowie kto cię nie zjadł”  czyli dziś trochę o kolacji.

Odkąd mój rozum wreszcie doszedł do głowy zauważyłam to,  że mój sposób odżywiania jest do kitu a w zasadzie można go nazwać „żarciem wszystkiego co pod ręką” a na pewno nie zdrowym odżywianiem.  Postanowiłam  więc zadbać bardziej o to co i ile jem w myśl zasady „Jesteś tym co jesz :)”

Największym problemem okazało się  nie to co mam jeść, bo teraz w sieci możemy znaleźć miliony pomysłów na dania dietetyczne czy gotowych diet ale to kiedy jeść, jak jeść i ile czasu potrzeba na sporządzenie posiłku. Tak więc moja praktyka pokazała mi dotychczas że najważniejsze zasady to

1. Śniadanie zjeść najpóźniej 2 godziny po przebudzeniu i musi być ono solidne. Tylko to mnie uratuje przed  popołudniowym lub jeszcze gorzej wieczornym rzuceniem się na jedzenie ( oczywiście raczej niezdrowe typu słodkości czy fast foody)

2. Zbyt mała ilość wypitej wody mineralnej spowoduje zastoje tegoż samego płynu w moich mięśniach i komórkach a tym samym wzrost wagi (co nie jest miłe dla oczu nawet kiedy wiem, że to tylko woda a nie tłuszcz). I mam tu na myśli WODĘ i tylko wodę. Żadne broń Boże kawy, czarne herbaty czy słodzone soki nie wchodzą u mnie do bilansu płynów. Próbowałam już pić różne ziołowe herbatki zamiast wody i na nic to się nie zdało ( no może oprócz pokrzywy która działa moczopędnie :) ) . No tak, ale żeby wypić 2 litry płynów a tyle wody staram się pić codziennie) musiałabym wypić 10 takich szklanek herbatki czyli nic nie robić cały dzień tylko siedzieć i pić :D

3. Kolacja musi być koniecznie bo inaczej nie zasnę :)  A jak nie zasnę to się nie wyśpię. Jak się nie wyśpię to wpłynie to na mój układ hormonalny  a to będzie utrudniać utrzymanie lub nawet sprzyjać wzrostowi wagi. No ewentualnie wstanę i zajrzę do lodówki. Potem wyciągnę z niej coś co akurat będzie pod ręką i dopiero taka najedzona pójdę spać a tłuszczyk odłoży się zapewne w udach :D

No właśnie kolacja. Taki najbardziej kontrowersyjny posiłek. Znam wielu przeciwników jedzenia kolacji ale też i takich dla których jest ona  najbardziej treściwym posiłkiem w ciągu dnia. No i owszem, jeśli jesteś osobą pracującą ciężko fizycznie po 10-12 godzin na dobę i twoim jedynym posiłkiem są kanapki na śniadanie i obiado-kolacja po powrocie z pracy, to możesz sobie pozwolić nawet na dużą porcję wcale nie fit jedzenia. Twój organizm wie, że jutro będzie potrzebował energii z tej kolacji i ją spokojnie spali. Tylko uwaga, takie podejście wcale nie oznacza, że po obfitym posiłku będzie ci lekko i przyjemnie zasnąć a twój sen będzie spokojny i głęboki. Każdy ale to każdy kogo znam twierdzi, że po zjedzeniu przed snem zbyt dużej ilości jedzenia ma w nocy niespokojny sen a często i dolegliwości ze strony układu pokarmowego.
Tak więc jeśli nie jesteś pracownikiem fizycznym  i do tego zjadłeś/aś już dziś przynajmniej śniadanie,  i obiad to twoja kolacja powinna być jak najmniej kaloryczna a do tego raczej nie ciężkostrawna.


fit kolacjaDlatego ja jadam kolacje. Zawsze. Przede wszystkim z powodów o których pisałam wyżej ale  też innym bardzo ważnym powodem jest to, że zazwyczaj wieczorami trenuję. Tak więc po treningu mój organizm wręcz krzyczy o porcję posiłku a ja nie udaję, że tego nie słyszę ponieważ dbam o swoje ciało i staram się dawać mu to co dla niego najlepsze jak dobra matka :D
Ułożyłam tak swój plan dnia i treningów aby kolację zjadać maksymalnie 2-3 godziny przed snem. Jeśli nie mam takiej możliwości, to moim posiłkiem jest porcja odżywki białkowej. Czasem się to zdarza bo  na przykład trening kończy się o 21.30 a zgodnie z zegarem biologicznym koło 23.00 czas iść spać żeby rano o 6.00 nie wyglądać jak Zombi. Wtedy  jest już za późno na „normalną” kolację. Białko jest najlepszym źródłem pożywienia dla mięśni zmęczonych  treningiem. Staram się jednak aby nie było to regułą, i zazwyczaj szykuję sobie kolację białkowo – węglowodanową.

 I jeszcze jedna, być może najistotniejsza dla mnie rzecz.  Czas przeznaczony na sporządzenie posiłku. Czasem gdy mi się nudzi lubię sobie poeksperymentować w kuchni ale zazwyczaj jestem leniuszkiem i osobą niecierpliwą więc zależy mi na tym aby moje posiłki były gotowe w kilka minut ( no dobra, na obiad jestem w stanie poczekać kilkanaście :) ) Dlatego też, na kolację najczęściej jadam sałatki. Otwieram  lodówkę, wyciągam z niej  wszystko co jest akurat pod ręką i może się nadać na sałatkę (oczywiście mając w głowie, że ma być ona niskokaloryczna dlatego omijam żółte sery, biały ryż, czy tłuste kiełbaski ;) ).  W mojej lodówce znajdziecie zawsze ulubione warzywa czyli sałaty, ogórki, korniszony, paprykę, pomidory, szczypiorek, natkę pietruszki, kiełki a także przyprawy takie jak czosnek, chili, bazylię, oregano czy zioła prowansalskie.  Oprócz tego zawsze mam jogurt naturalny, musztardę, oliwę z oliwek  i źródło białka czyli mozarella, łosoś, kurczak wędzony, filet z piersi kurczka ( indyka) , drobiową wędlinę itp. Tak więc wybieram zawsze zgodnie z zasadą 75 % warzyw, 20 %  białko i 5 % sosy. Mieszam dowolnie tak jak akurat mam ochotę. Nie patrzę za bardzo czy składniki  do siebie pasują. Jeśli okaże się że nie,  to następnym razem nie użyję takiego samego połączenia. Choć przyznam szczerze, że jak dotąd nie zdarzyło mi się wyrzucić sałatki do kosza :) Być może dlatego, że wybieram produkty które mi smakują. Tym właśnie różni się nasza samodzielnie obrana dieta, od takiej ułożonej przez dietetyka. Jemy to , na co mamy ochotę w danym momencie a nie to co akurat jest w menu na dzisiejszy dzień. Czyż nie jest od razu smaczniej i przyjemniej gdy robimy coś co chcemy a nie to co ktoś nam kazał?  

co jeść na kolację Tak więc obieram, kroję, mieszam i mogę się delektować posiłkiem oddając ulubionej lekturze czy rozmowie z bliskimi :) Ten system sprawdza się u mnie dlatego że:

Po pierwsze podczas przygotowywania sałatki nic się nie stanie gdy podjem jej poszczególne produkty przed  przygotowaniem całości  ( a zdarza się to gdy w porze kolacji jestem wyjątkowo głodna lub trening był ciężki ) :)
Po drugie, że porcja takiej sałatki jest zazwyczaj mega duża ( każda porcja posiłku to około 500 gram czyli duża micha :) ) i nawet gdy jestem strasznie głodna w porze kolacji, to zanim zjem tę wielką górę sałatki mój ośrodek sytości w mózgu zdąży dostać informację, że się najadł i tym samym stracę ochotę na podjadanie po kolacji.

  Sami spróbujcie. Odchudzanie i zdrowe odżywianie naprawdę może być przyjemne, smaczne i kolorowe :)

A jeśli szukasz motywacji do zmiany stylu życia to dołącz do społeczności Pań swojej wagi i zamkniętej grupy Odchudzanie dla kobiet od FAT do FIT  lub Codziennie lżej ..tracimy kilogramy  




Jak przygotowuję i mieszam sałatki możecie przeczytać tu:
lub tu:
sałatkowo

zdrowa sałatka
sałatka z tuńczykiem

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Pozbądź się "misiów" siedzących w głowie

Czy wiecie jakie są najczęściej spotykane "misie" w Polsce?

Powiedzielibyście zapewne, że miś ( niedźwiedź) brunatny :) A ja jednak uważam że nie macie racji. Najczęściej spotykanie misie w Polsce to... MISIE NIECHCE.

Ciągle słyszę:
Powinnam poćwiczyłam ale mi się nie chce.
Chciałabym trochę schudnąć  ale nie chce mi się specjalnie dla siebie gotować ( szczególnie uwielbiana wersja przez mamy i żony :) )
 Chciałabym zmienić pracę ale nie chce mi się robić kursów aby się przebranżowić/ doszkolić itp.
Chciałabym/chciałbym..... ale mi się nie chce :(

A właśnie, że Ci się CHCE :) Pozbądź się z głowy myśli o tym, że jesteś leniuszkiem i ci się czegoś nie chce. Stań przed lustrem i powiedz do Siebie. Dziś mi się CHCE!!! Chce mi się trzymać diety! Chce mi się ćwiczyć! Chce mi się szukać pomysłów na nową pracę!  Chce mi się pobawić/porozmawiać z dzieckiem! Chce mi się zrobić coś tylko dla SIEBIE!!! itd. Sam wiesz najlepiej czego ci potrzeba :D

Spróbuj, to nic nie kosztuje. Mów to do siebie codziennie przez 5 minut. Powtarzaj wytrwale i obserwuj zmiany. A ja ci gwarantuję, że nadejdą. Tylko się nie poddawaj!!! To tylko 5 minut z 24 godzin twojego życia, a może zmienić kolejne lata na lepsze. Pomyśl, o ile lepsze będzie twoje życie będzie gdy Ci się będzie CHCIEĆ :D



najczęściej spotykane misie w Polsce
Dodaj napis

piątek, 1 kwietnia 2016

Kasza bulgur z humusem - czyli nowowści w "Robaczku"



Znana sieć sklepów dyskontowych ma obecnie bogatą ofertę zdrowej żywności. Tak więc jeśli jesteście na diecie, lub staracie się zdrowo odżywiać to zapraszam na zakupy :)

Pomimo tego, że zmieniłam nawyki żywieniowe już dwa lata temu, jak dotąd nie spróbowałam pewnych dań i produktów z prostej przyczyny. Nie było pod ręką żadnego sklepu w którym mogła bym je nabyć a poza tym, nie znałam ich smaków więc nie wiedziałam wcale czy mi zasmakują :)
Ponieważ jednak jestem osobą lubiącą poznawań nowe smaki ( w końcu jestem byłym grubasem więc to zrozumiałe że lubię jeść ;) ) mając je pod ręką (a w zasadzie pod domem )  pomyślałam, co mi tam :)

kruszone ziarno kakaowcaTak oto zostałam posiadaczką :
Kruszonego ziarna kakaowca
Całkiem fajna sprawa, dodałam dziś rano do musli i nadały mu smak gorzkiej czekolady. Są dość chrupiące i myślę, że super pasowały by  jako posypka do ciasta.

 
 3 rodzajów kaszy w jednym czyli kaszy bulgur, pęczak i zielonej soczewicy
Jeszcze nie próbowałam ale myślę, że fajnie skomponuje się z gulaszem z piersi z kurczaka, cebuli, papryki a do tego buraczki :)





papryka, hummus, fasolaJednak najbardziej przypadła mi do gustu  Sałatka z kaszy bulgur, z sosem pomidorowo - paprykowym, czerwoną fasolą i humusem :)


 Smak humusu odkryłam też zupełnie niedawno i nawet zakupiłam pastę tahini której do zrobienia humusu się używa. Zapewne więc niedługo powstanie post humusowy. :) Humus ma taki orzechowo-paprykowy ( jeśli się doda papryki ) posmak i jak da mnie smakuje jak... całkiem niezły pasztet :) Jest bogatym źródłem białka roślinnego zawartego w cicierzycy Tak więc, gdy zobaczyłam owo danie wiedziałam co dziś zjem na kolację, Co prawda w diecie niekoniecznie polecam to jako danie kolacyjne ( raczej na śniadanie) gdyż porcja ( 220 gram)  zawiera ok 400 kal w tym aż 22 gramy tłuszczu. ( jestem zwolenniczką kolacji białkowo - węglowodanowych aniżeli tłuszczowych) . Bardzo dobrze skomponował się z tym daniem pomidor i czerwona papryka co widać na załączonym obrazku. Całość świetnie przyprawiona na ostro czyli tak jak lubię :D

 pomidor, papryka, hummus paprykowy


Powyższe danie z pewnością zagości na moim stole częściej aczkolwiek postaram się aby zostało w całości zrobione przez mnie, wtedy mam pewność że unikam środków spożywczych przedłużających trwałość produktu a poza tym wiadomo. Zrobione przez siebie lepiej smakuje i taniej kosztuje :)