wtorek, 29 marca 2016

Sałatkowy misz masz z tuńczykiem

No to zaczynamy poświąteczną dietkę :) Jak się pogrzeszyło to teraz trzeba znów podjeść zdrowo. Co prawda w tym roku święta spędziłam aktywnie ( rowery, spacery i biegi) ale z pewnością zjadłam więcej kalorii niż spaliłam. Dlatego też, dziś wieczorem sałatkowy misz -masz z tego co akurat miałam w lodówce. Wyszło całkiem nieźle a przede wszystkim smacznie, zdrowo i kolorowo :D

sałatka z groszkiem

Uwielbiam takie posiłki które mogę zrobić w kilka minut i nie muszę tracić zbyt wiele czasu na ich przygotowanie a już tym bardziej na oczekiwanie na danie. Takie posiłki są dla mnie dobre przede wszystkim po treningu na kolację, kiedy to organizm dopomina się jedzenia. Gdybym musiała czekać długo na kolację po treningu to z pewnością głód urósł by do tego stopnia, że zjadłabym więcej niż powinnam i to w porze kolacji, gdyż zawsze ćwiczę wieczorami.

Sałatka misz-masz z tuńczykiem

Składniki:
1/2 opakowania - mix sałat ok 150 gr
1/2 opakowania tuńczyka w sosie własnym ok 80 gr
3 łyżki groszku konserwowego  ok 40 gr
2 kawałki papryki konserwowej  ok 40 gr
2 korniszony chili  ok 40 gr
1/2 ogórka świeżego  ok 80 gr
1/2 opakowania kiełków na patelnię ok 75 gr
natka pietruszki ok 1/3 pęczka
szczypiorek  ok. 1/2 pęczka
niecała łyżka oleju sezamowego 7 gr 
3 łyżki jogurtu naturalnego ok 30 gr
łyżeczka musztardy sarepskiej ok 5 gr
pieprz czosnkowy, papryka ostra do smaku

Przygotowanie:
Na patelni rozgrzać olej sezamowy i wrzucić kiełki. Chwilę podsmażać na patelni. Mix sałat wrzucić do miski, dodać pokrojone w kostkę warzywa, posiekany szczypiorek i pietruszkę, groszek i rozgniecione kawałki tuńczyka. Jogurt wymieszać z musztardą oraz przyprawami i dodać do sałatki. 

Smacznego!! :D

sałatka z groszkiem
Dodaj napis

Porcja tej sałatki ok 500 gr ( czyli mega wielka miska ;) ) to tylko 350 kal w tym:
Białko 30 gram
Węglowodany 33 gramy
Tłuszcze 11 gram

Jest ona źródłem dużej ilości białka dlatego też jest świetnym posiłkiem po treningu.

wtorek, 22 marca 2016

"Zobacz" siebie w nowym wydaniu

Kiedy idziemy na dietę? 

Kiedy do głowy dochodzi głos rozsądku który mówi nam, że jak nic ze sobą nie zrobimy to:...
- nie pokażemy się w tym roku w bikini na plaży,
- nie będziemy  podobać  się sobie i partnerowi,
-  nadwaga czy otyłość zagrozi naszemu zdrowiu a nawet życiu
itp, itd ....

Powód za każdym razem może być inny . Efekt zazwyczaj taki sam. Stwierdzamy, że idziemy na dietę i zaczynami ćwiczyć. Na początku wszystko idzie pięknie i ładnie ale w miarę jak kilogramy spadają, spada tez nasza motywacja. Pojawia się chęć podjadania, znużenie i zniechęcenie. Stwierdzamy nagle, że te nasze piękne i wymarzone ciało nie jest nam w zasadzie do niczego potrzebne i... wracamy do starych nawyków a wraz z nimi wraca stara waga :(
Znacie ten schemat?
źródło: zwierciadlo.pl



I tu pojawia się pytanie. Co  możemy zrobić inaczej niż dotychczas, gdy pojawia się pierwszy etap zniechęcenia? 




 Moja propozycja być może Was zaskoczy ale chce Wam zaproponować ćwiczenie mocno budujące wewnętrzną motywację a mianowicie WIZUALIZACJĘ. Jest to jedno z najsilniejszych i najskuteczniejszych  narzędzi jakie do tej pory udało mi się stosować do budowania motywacji. A konkretnie na czym polega ta metoda? 
Jak się łatwo domyślić, polega ona na "wyobrażaniu sobie" naszego wymarzonego efektu lub celu. Być może wielu z Was pomyśli teraz - "Wariatka, każe mi sobie bajki wymyślać, przecież to głupota i tak nic nie da" Sama osobiście, gdy pierwszy raz o niej usłyszałam to taka właśnie była moja reakcja ;) 

wzmacniamy motywację
źródło: demotywatory.pl


A jednak zanim to stwierdzicie to sprawdźcie sami :D  Co Wam szkodzi. Potrzebne Wam na to kilka lub kilkanaście minut. Codziennie o wiele więcej czasu marnujemy siedząc na różnych portalach, grając w gry, oglądając TV lub przegadując go ze znajomym więc dlaczego nie mielibyście go "zmarnować" na takie właśnie ćwiczenie? 




 Jest tylko jedna zasada aby ćwiczenie zadziałało, należy je robić w odpowiednich dla siebie warunkach. Musi to być chwila tylko dla Ciebie. Kilkanaście minut w których nic i nikt nam nie przeszkodzi w skupieniu na swoich myślach. 


Już? Gotowi?  To do dzieła

wizualizacja a odchudzanie
Wyobraź sobie że jesteś na plaży, łące lub w innym dowolnie przez siebie ulubionym miejscu. Opalasz się lub relaksujesz w cieple letniego słońca. Wyobraź sobie, że twoje ciało jest idealnie piękne. Jest dokładnie takich rozmiarów jakich sobie wymarzyłaś/eś?  Powiedz na głos jak się czujesz? Jakie uczucia przychodzą Ci to głowy w związku z tym widokiem? Teraz rozejrzyj się w myślach dookoła. Kto jest wokół ciebie w tym miejscu? Partner, rodzina, przyjaciele, znajomi? Patrzą na ciebie -  Co mówią? Co myślą?  Jak się czujesz kiedy słyszysz to co mówią do ciebie i jak patrzą na ciebie ? Pobądź jeszcze chwilę w tym miejscu. rozkoszuj się tym widokiem i tym co usłyszałaś/eś. A potem otwórz oczy i .... walcz dalej do osiągnięcia swojego ideału :D

W związku z tym, iż na początku uciążliwe jest czytanie co i jak po kolei mam sobie wyobrazić dobrym rozwiązaniem jest praca nad wizualizacją z bliską osobą. Ktoś bliski czyta po kolei pytania a ty po prostu się relaksujesz i starasz się to jak najbardziej "poczuć" . Jeśli nie udało Ci się nic zobaczyć podczas pierwszego ćwiczenia, nie martw się. To się często zdarza. Nie poddawaj się jednak i spróbuj drugi i trzeci. gwarantuje, że gdy spróbujemy kilkukrotnie to za którymś razem zadziała :D Najlepsze efekty jednak daje ćwiczenie tego codziennie aż do osiągnięcia celu, jakim w naszym przypadku ma być idealna figura :D  

Ale uwaga!!! Sama wizualizacja nic nie da, gdy nie będziemy trzymać się diety lub nie będziemy ćwiczyć :D Ma ona za zadanie podtrzymać nasza motywację i "poczuć" się świetnie w swojej skórze już teraz, gdy nie do końca przypomina ona jeszcze w realu nasze wymarzone kształty :D

sobota, 19 marca 2016

Śniadanie na słodko czyli placki bananowo twarogowe.

Zazwyczaj w tygodniu na śniadanie jadam owsiankę z owocami za to w weekendy mam rano więcej czasu, to mogę sobie poeksperymentować. Od wczorajszego wieczoru chodzi za mną coś słodkiego i wpadłam na pomysł upieczenia pysznych placków twarogowo bananowych.

 Niestety mój rozum ze względu na  ich kaloryczność nie pozwolił mi ich zjeść wieczorem ( no mogłabym zjeść pół porcji ale jak siebie znam, to chodziła bym tak długo wkoło tej drugiej połowy aż w końcu  i tak bym ją  zjadała  i to przed samym snem a wyrzuty sumienia jakoś mi się nie uśmiechały ;) ) 


Na szczęście na śniadanie jest jak najbardziej wskazana taka porcja posiłku węglowodanowo - białkowego, dlatego też od rana wzięłam się z zapałem do pracy i po 15 minutach rozkoszowałam się smakiem tych placuszków.

pożywne śniadanie
placki bananowo twarogowe
A oto mój prościutki przepis:

Składniki:
1 banan
150 gram twarogu ( ja dałam półtłusty)
1 jajko
łyżka miodu
3 łyżki mielonych na mąkę płatków owsianych górskich ( lub 2 łyżki mąki osianej)
olej kokosowy lub rzepakowy do smażenia

Przygotowanie:
W misce rozgnieść banana widelcem. Dodać twaróg, jajko i miód i ponownie wszystko razem rozgnieść. Można użyć blendera do utarcia na gładką masę ale nie jest to konieczne. Na koniec dodać zmielone płatki i wszystko wymieszać. Smażyć na niewielkim ogniu z obu stron, najlepiej prawie bez tłuszczu. 

Smacznego!! :)

 
zdrowe śniadanie

Ja do swojej porcji dodałam jeszcze łyżeczkę dżemu z czarnej porzeczki i kleksy z jogurtu naturalnego :D

I pamiętajcie, nie bójcie się dużych kalorycznie śniadań :) Nawet jeśli śniadanie ma 600 kal jak to nasze, to będziecie po nim syci długo. Być może nawet do obiadu a już na pewno nie rzucimy się jak wściekli na jedzenie w porze kolacji :)

A oto makro tych placków :

Wartości odżywcze

Przykładowa porcja: 1 porcja - 375 g

 w 100 gw porcji 375 g
Wartość energetyczna672 kJ
160,52 kcal
2519 kJ
601,95 kcal
Białko10,34 g38,77 g
Węglowodany14,95 g56,06 g
Tłuszcz6,37 g23,89 g

niedziela, 6 marca 2016

I odpuść nam nasze grzechy.....siłownio.

 Wczoraj znajomi zupełnie spontanicznie zorganizowali imprezę. Kazali przynieść jakieś przekąski i siebie :D

Wracając z treningu wpadłam szybko do sklepu i zrobiłam zakupy na fit sałatkę gyrosową z kurczaka. Żadnych szaleństw tylko kurczak, trochę kukurydzy, cebuli, ogórek i sałata a sos oczywiście jogurtowy.

 Jednak moi znajomi nie są zbyt fit i przynieśli swoje smakołyki. A więc była sałatka ze zdrowego tuńczyka ale niestety jako dodatek był majonez i ser żółty a także przepyszny bigosik który też do najlżejszych dań nie należy.  Zdecydowałam się również na drinka a ponieważ jak piję alkohol to dużo jem to... popłynęłam. Zrobiłam sobie taki nieplanowany Cheat Day.

W nocy kładąc się spać czułam się fatalnie. Pomimo dużego zmęczenia nie mogłam zasnąć. Czułam, że mój organizm zamiast odpoczywać mobilizuje wszystkie siły aby strawić jedzenie. Rano oczywiście wstałam tylko pozornie wyspana za to z pewnością przejedzona.

źródło:vitalia.pl



No cóż, z pewnością popełniłam wczoraj grzech obżarstwa i dziś powinnam się z tego wyspowiadać. Niektórzy zapewne poszli by w takiej sytuacji do konfesjonału. Pewnie nawet po takiej spowiedzi i odmówieniu zadanej pokuty poczuli się lżejsi ale na duchu.

Ja dla odmiany postanowiłam odpokutować.... na siłowni. Wstałam rano, wypiłam kawę, zabrałam banana ( w razie jakby mi jednak opadły siły bez śniadania podczas treningu) i poszłam na Bike Power czyli 60 min intensywnego pedałowania na rowerze. I absolutnie nie oszczędzałam się na treningu. W końcu jak pokuta to pokuta :) Po godzinie intensywnej pracy wyszłam mokra, zmęczona i szczęśliwa. I ja również poczułam się lżejsza, ale fizycznie :D


źródło:1080.plus

Dlatego jeśli popełnimy grzech obżarstwa i postanowimy się z niego rozgrzeszyć niech każdy wybierze dla siebie najlepszą pokutę :)
Amen

środa, 2 marca 2016

Co odchudzanie zmieniło w moim życiu?

Minęło już na prawdę sporo czasu odkąd postanowiłam raz na zawsze zmienić swoje życie. W 2014 roku rozpoczęłam swoją przygodę z odchudzaniem, a zrobiłam to, bo moje życie stało się dla mnie nieznośne. 
Czy mogę powiedzieć, że odchudzam się cały czas? Właściwie i tak i nie. Tak, dlatego, że zdrowe jedzenie stało się moim przyjacielem i moje posiłki bardzo często przypominają te, które stosują osoby na diecie. I nie, ponieważ zdarza mi się zjeść zarówno za dużo jak i  niezdrowo a to nie sprzyja utracie wagi :)



Właściwie zaczynałam tak jak większość ludzi. Czyli od chaosu. Wiem, że nic nie wiem ;) Kompletnie nie wiedziałam jak i co jeść dlatego zakupiłam dietę w internecie i chyba po raz pierwszy w życiu moja determinacja była tak duża, że pilnie się do niej stosowałam :) 
 Postanowiłam też ćwiczyć co początkowo wychodziło mi nieudolnie, zresztą tak jak u większości osób, które nie uprawiają żadnej aktywności przez ładnych kilka lub kilkanaście lat. Zdecydowałam się na Zumbę , gdyż jak byłam młoda to trenowałam taniec i bardzo to lubiłam. Pomyślałam...spróbuję co mi szkodzi. Po pierwszym szoku okazało się, że Zumba stała się moją pasją i sposobem na stres a moja miłość do niej zaprowadza mnie nawet na drugi koniec polski :)

źródło: kobiece inspiracje
Oczywiście podczas odchudzania nie obyło się bez kryzysów. Organizm się buntował, kolana odmawiały posłuszeństwa ale się nie poddałam. Po pewnym czasie zaczęłam się zastanawiać ile w zasadzie  dziennie jem tych kalorii? 1000? 1500? 2000? I postanowiłam to liczyć. Okazało się to o wiele prostsze niż by się wydawało.
Przetrwałam też święta Wielkanocne i to nie tylko nie tyjąc podczas nich ale i nawet trochę chudnąc. Udowodniłam więc samej sobie, że wszystko siedzi w głowie i zależy tylko od nas i naszej motywacji. Po czterech miesiącach osiągnęłam swój cel i stworzyłam swój własny nowy dekalog dbania o siebie który zamieszczam tu: Mój dekalog dietetyczny. 

źródło:temysli.pl
Od początku diety, pisałam tego bloga ale traktowałam go jako rodzaj swoistego pamiętnika. Był dla mnie rodzajem wsparcia emocjonalnego. Mogłam mu się "wygadać" a o mnie nie ocenił i zrozumiał :D Niektórzy potrzebują do tego innego człowieka. Ja takiej osoby wokół siebie nie mogłam znaleźć dlatego wybrałam taką formę do wygadania się. Po pewnym czasie założyłam też stronę na Facebooku , gdyż czułam dużą potrzebę dzielenia się moją motywacją z innymi. Po jakimś czasie uznałam, że i ten blog może komuś pomóc :D  Jest w końcu moją prawdziwą historią
 i mam nadzieję, że napawa optymizmem, iż nie wszystko jeszcze stracone i można zmienić swoje życie o 180 stopni. :D W pewnym momencie uświadomiłam sobie jak ważny jest  aspekt psychologiczny  w odchudzaniu. Dziś mylę, że nawet najważniejszy.

Podczas mojej ponad dwuletniej wędrówki mierzyłam się z coraz to nowymi wyzwaniami, takimi jak na przykład miesiąc bez słodyczy  które są moim nałogiem czy też rzucanie palenia. Oczywiście dzieliłam się z Wami swoimi spostrzeżeniami co do skutków walki z tymi nałogami a także swoimi sukcesami i obawami.  a także porażkami . Ciągle szukałam i szukam pomysłów na to aby być dla samej siebie coraz lepszą Panią swojego czasu i losu :)


Poza tym poznawałam coraz to  nowe smaki a przepisami chętnie się z Wami dzieliłam na przykład tu:




Tak więc po 35 latach powstałam na nowo jak Feniks z popiołu. Z wiecznie smutnej  i zakompleksionej dziewczyny stałam się pewną siebie, dojrzałą emocjonalnie kobietą. Która czuje się świetnie nie tylko w swojej skórze ale ma także siłę "emocjonalną". (Oczywiście na zewnątrz dla otoczenia  nawet mając nadwagę sprawiałam pozory wesołej, krzykliwej i pewnej siebie osoby ale wracając do domu i patrząc w lustro widziałam w swoich oczach morze niepewności. Przejawiało się to tkwieniem w miejscu w karierze zawodowej jak i tkwienie w toksycznych związkach i znajomościach)

Na swojej drodze poznałam wspaniałych ludzi, którzy potrafią zarażać swoją pasją. Którzy mają mega energię do życia i dzielą się nią z innymi. Ludzi trochę "szalonych" jak moje ukochane Zumbaludki z którymi można się świetnie bawić ale i porozmawiać o "życiu" na poważnie. Jak i osoby wyważone, z cudownymi pokładami spokoju i energii życiowej ( takich jak np. annaniemczynow.pl  ), które dzielą się swoją energią poprzez uśmiech i wiarę w to, że każdy potrafi przekraczać swoje granice wytrzymałości

I całkiem niedawno odkryłam dzięki cudownej osobie pewną mądrość z którą się utożsamiam.
 "Ciało jest piękne w każdym rozmiarze ale pod warunkiem, że jest silne i zadbane" - Autorem tych słów jest moja obecnie ulubiona trenerka autorskiego treningu Green Fitness Anna Niemczynow. ( notabene trening zabójczy :P )

Dlatego nie liczą się już dla mnie tak bardzo kilogramy. Dziś cieszę się z każdego treningu, z każdego dodatkowego powtórzenia ćwiczenia które uda mi się wykonać. Za to, że moje ciało dziękuje mi  codziennie za to, że o nie dbam pozwalając wnosić zakupy na 5 piętro bez zadyszki a także "biegać" przy astmie.  A więc co zmieniło odchudzanie w moim życiu? Dało mi siłę. SIŁĘ nie tylko fizyczną ale przede wszystkim psychiczną a to dużo więcej niż bym sobie życzyła. Codziennie podejmuję nowy trening. Nie tylko na siłowni ale i w życiu prywatnym na przykład trenując samodyscyplinę. 

Staram się żyć według zasady " Wymagaj od siebie, choćby inni od ciebie nie wymagali"  .
Różnie z tym bywa ale się nie poddaję. Nawet jak mam chwilę słabości, to podnoszę się z kolan, otrzepuję i walczę dalej. Trening, trening i jeszcze raz trening zarówno ciała jak i umysłu. Uczucie które się pojawia po osiągnięciu kolejnego nawet maleńkiego sukcesu jest nie do opisania. Po prostu musicie to przeżyć. 
A ja wierzę, że każdy z Was to potrafi i mówi Wam to blisko 40 letnia kobieta która przez ponad 35 lat lat siedziała na tyłku i narzekała, że nic jej się nie udaje w życiu. 
A więc do dzieła :D

O oto moja metamorfoza . Od szczupłej małolaty do smutnej i nieszczęśliwej kobiety z nadwagą po moje nowe życie :D
moje odchudzanie

 
Postanowiłam też, zmienić swoje życie zawodowe i wreszcie robić coś co sprawia mi przyjemność a nie coś co potrafię ale nie lubię. I tak oto z księgowej, stałam się instruktorem Zumba, ba nawet Strong by Zumba :D ( tak, tak Ja -ta która zawsze mówiła że NIENAWIDZI ćwiczyć ;)  Ostatnio próbuję też swoich sił jako diet-coach z całkiem niezłym rezultatem. Szkolenia coachingowe i psychologiczne zrobiłam już dawno a obecnie skupiam się na szkoleniach i studiach z psychodietetyki abym mogła pomóc ludziom nie tylko zmienić ich nastawienie ale i nauczyć zdrowego odżywiania. Tym co będzie mnie różniło od innych dietetyków, to indywidualne podejście do człowieka w sensie jego dotychczasowych doświadczeń życiowych ale wcale niekoniecznie związanych z dietą. Według mojej teorii sposób odżywiania jest tylko odzwierciedleniem naszych przekonań i emocji. Dlatego, spróbujemy z klientami zajrzeć trochę dalej niż do przysłowiowej lodówki :)

Jeśli chcesz wiedzieć na bieżąco co tam u mnie aktualnie w tej duszy gra. To polub mnie na na facebook Pani swojej wagi zaglądaj na blog czytaj, komentuj, inspiruj czy nawet konstruktywnie hejtuj ( o ile można konstruktywnie hejtować ;) ) Bo jestem tu w sieci dla siebie ale też przede wszystkim dla Ciebie :)