niedziela, 15 listopada 2015

"Gorzkie, oblicze czekolady"



Po raz kolejny podjęłam wyzwanie. 1, 10, 30, 100 dni bez słodyczy.  Nieważne ile, ważne aby jak najwięcej. Ile się da. A może i nawet pożegnam się z nimi na zawsze? Bardzo bym chciała, ale na razie udało mi się wytrzymać 8 dni i poległam :-(

Dlaczego?

Otóż, jestem słodyczoholiczką czyli osobą uzależnioną od słodyczy i wcale nie jest mi z tym dobrze. Być może myślicie teraz: "przesadza,  nie ma nic złego w tym że od czasu do czasu zjem coś słodkiego, ba nawet jeśli codziennie coś zjem albo i nawet codziennie się nim obżeram, Przecież "każdy" lubi słodkie" 

Jednak nie każdy i nie wszyscy jedzą go codziennie, Znam wiele osób które jedzą słodycze od czasu do czasu ale też i takich którzy ich nie lubią.  

Dlaczego nie warto ich jeść? Myślę, że ten krótki wierszyk bardzo dobrze oddaje moje wątpliwości co do korzyści ze spożywania cukrów prostych zawartych w jakże słodkich słodyczach. 


czy cukier szkodzi?

Problem z jedzeniem słodyczy jest bardziej złożony niż nam się wydaje. Bo w zasadzie dlaczego je tak lubimy i dlaczego tak często po nie sięgamy gdy mamy zły nastrój, chandrę, depresję?

Otóż z kilku powodów:

Po pierwsze cukier jest dla naszego organizmu nie mniej narkotyczny niż kokaina. "Obie substancje podobnie oddziałują na nasz mózg i powodują podwyższenie poziomu serotoniny i dopaminy, czyli hormonów wywołujących uczucie szczęścia i pobudzenie. Organizm z czasem przyzwyczaja się jednak do pierwszych dawek i kolejne takie uczucie daje tylko dawka większa. Wtedy zaczyna się uzależnienie. Tak działają narkotyki i tak samo oddziaływać maja słodycze". Powodują one nałóg nie tylko psychiczny, objawiający się ochotą na batona lub lody, ale także fizyczny – organizm domaga się ich coraz więcej. Niestety tak szybko jak nam poprawiają nastrój psują nam naszą sylwetkę i zdrowie :-(

Po drugie dlatego, że od dziecka jesteśmy "karmieni" fałszywymi przekonaniami dotyczącymi słodyczy. Na przykład dostawaliśmy od rodziców słodycze "w nagrodę" lub "na pocieszenie" gdy mieliśmy swoje małe dziecięce smuteczki. Dlatego w dorosłym życiu wydaje nam się że cukierek czy czekolada rozwiążą nasze problemy. A czy jest to możliwie? Oczywiście każdy logicznie myślący człowiek wie, że to niemożliwe. 

A co się dzieje w naszym organizmie tak na prawdę, kiedy najemy się słodkiego? Owszem, może i na chwilę poprawi nam się nastrój, i zrobi nam się błogo. Może i teoretycznie na moment zapomnimy o smutkach i kłopotach. Jednak chwilę później poczujemy się ospali, znużeni i senni a do tego źli na siebie, że znów nam pójdzie w biodra ( najbardziej odczują to osoby będące na diecie, gdy choć jeden słodyczowy dzień zniweczy im efekty całego tygodnia diety)

Żeby się uzależnić, czekoladka musi wprowadzać w stan, który daje nam coś ważnego. Ten stan dla każdego człowieka może być inny.  Prawda jest taka, że jak rozważymy wszystkie za i przeciw jedzenia cukru okaże się, że straty są niewspółmiernie wysokie od korzyści. 




Jeśli już zrobimy pierwszy krok i uświadomimy sobie, że jedzenie słodkiego nie jest tylko naszym widzimisię tylko sposobem na regulowanie emocji, nudę itp. Kiedy zdamy sobie sprawę, że tak na prawdę nie rządzimy naszym życiem tylko rządzi nami batonik czy tabliczka czekolady, nadejdzie czas na zmiany. Jestem tego pewna.


Na koniec jeszcze jedno zdjęcie które bardzo przypomina mi jak będę wyglądać gdy nie przestanę jeść słodyczy :-) No i oczywiście oprócz wyglądu przypominającego twarz Homera Simsona mogę spodziewać się cukrzycy i próchnicy

czwartek, 12 listopada 2015

Na pohybel hejterom !!!

A ja dziś napiszę post mało dietetyczny, aczkolwiek związany z tzw. 'psychodietetyką".

Jak wiecie dość często zdarzają się w rożnych forach dyskusyjnych tzw. hejterzy, czyli ludzie którzy próbują dowartościować się poniżając innych. I absolutnie nie jest to konstruktywna krytyka tylko obrażanie tekstami poniżej pasa , a nawet wymyślonymi w chorej głowie historiami. Tacy ludzie są i będą, wpływu na to nie mamy. Z tym się zapewne zgodzicie.

Czasem jednak taki hejter trafia na bardzo podatny grunt, czyli na osoby których poczucie wartości jest też w jakiś sposób zaniżone, czegoś się wstydzą w swoim życiu lub boją. Przykładem takich osób podatnych na ataki hejterów są np. osoby z nadwagą, które źle się czują w swoim ciele a nie zawsze potrafią to zmienić :-( Jeśli taki hejter trafi w ich czuły punkt to osoba która czuje się zaatakowana zaczyna się bronić również często bardzo agresywnie czyli też atakując.  

Teoretycznie reakcja całkiem naturalna. Alee....

Uwierzcie mi tu na słowo - nie warto wdawać się w dyskusję z hejterami bo podsycamy ich do wojny słownej ( w której zazwyczaj jesteśmy przegrani bo on trenuje hejtowanie od dawna :-P a my czujemy się rozwaleni na łopatki gdy dotyka naszych bolączek). Jednak aby nas to nie dotykało, abyśmy nie czuli się urażeni MUSIMY pracować nad poczuciem własnej wartości!!!

poczucie wartości
źródło: demotywatory.pl


 Nie, nie musimy byś super laskami czy modelami żeby to poczuć. Wystarczy, NA PRAWDĘ UWIERZYĆ w siebie. W to że wszystko potrafię, że wszystko mogę zmienić, że walczę i się nie poddam, że osiągnę cel, i przede wszystkim to że "w dupie mam to co myślą o mnie inni" bo ja ZNAM SIEBIE I SWOJĄ WARTOŚĆ !!!! :-D

Jestem w stu procentach  przekonana, że zmieniając swoje podejście do siebie, swoje przekonania na swój temat takie teksty "hejterów" po prostu przejdą niezauważone bo NIKT na nie nie odpisze, gdyż nie poczuje się urażony i nie da pożywki hejterowi. 

Tego życzę wszystkim moim czytelnikom ( i nie tylko ) - Poczuć 100 % PEWNOŚCI SIEBIE

źródło.motywujemy24.pl

 Tak więc jeśli postanowiłeś zrobić coś dla swego ciała aby stało się zdrowsze czy ładniejsze to zadbaj też o swoją duszę i umysł :-) Stań się człowiekiem sukcesu a porażkę zostaw hejterom!!



wtorek, 3 listopada 2015

Jestem Panią swojego losu i "czasu"

A dziś trochę z innej beczki.

Prawie dwa lata temu postanowiłam zrobić "coś" dla siebie. To "coś" próbowałam już robić wiele razy i za każdym razem odpuszczałam. 

Dlaczego? 

Po prostu. Najzwyczajniej w świecie nie wierzyłam, że mi się uda. Taki życiowy paradoks : Chcę ale się boję.

 Boję się zacząć, bo boję się porażki !!

 Boję się zacząć bo nikt we mnie nie wierzy, a  już tym bardziej ja sama !!

 Boję się  zacząć, bo boję się że zawiodę innych i siebie !!

Boję się zacząć, bo... boję się poczuć mój lęk !!

Mówię tu teraz o odchudzaniu, zmianie nawyków żywieniowych i stylu życia na bardziej FIT i bardziej Heathly Lifestyle ale ten lęk dotyczył wielu innych dziedzin mojego życia i nie pozwalał mi się rozwijać. 

Cóż, nie każdy miał dzieciństwo usłane różami i wpojono mu wielką wartość siebie samego. Ja akurat tę wartość  musiałam zbudować sobie sama. A brak poczucia wartości wyniesionego z domu rodzinnego jest bardzo często ogromną przeszkodą w osiąganiu celów. 

Kiedy ktoś od młodych lat nie ma w swoim życiu nic pewnego, kiedy nie wie w jakim humorze przywita go dziś mama czy tata?  Kiedy nie wie czy rodzic ucieszy się  dziś z czwórki czy za nią zgani?  Kiedy nie wie, czy w domu będzie miła atmosfera czy też trzeba będzie się zająć sobą bo rodzice znów będą "szarpać" się między sobą o swoje "dorosłe" problemy? Kiedy ktoś od małego nie ma nic pewnego to,  nie będzie potrafił co najmniej jednego. PLANOWAĆ. 
http://ewaszpila.blogspot.com


Planować a potem zrealizować swoje plany. 

Bo kiedy "plany" małego człowieka często rozsypują się jak domek z kart to uczy on się "Żyć dniem dzisiejszym i przetrwać. Nic nie planować bo i tak się nie spełni" 

Tylko potem w dorosłym życiu, kiedy okazuje się że mamy już swoje rodziny i chcemy dać przykład swoim dzieciom to musimy nabyć   te nowe umiejętności nie wyniesione z domu. 

A taka umiejętność jak planowanie chociażby przy odchudzaniu jest nieunikniona.
Bo aby schudnąć w pierwszej kolejności trzeba wyznaczyć sobie cel, na przykład ile i do kiedy chcemy schudnąć, jakimi sposobami a także mieć plan awaryjny, co zrobimy jeśli wydarzy się po drodze "coś" niespodziewanego co może nam zaszkodzić w osiągnięciu celu. 
I tu się pojawia problem? Skąd czerpać wiedzę na tematy które nas interesują? 

Możliwości jest wiele. Różnego rodzaju, fora tematyczne, grupy wsparcia czy też bardziej oficjalnie terapie czy też psycholog.

 I nie boję się tu użyć słowa TERAPEUTA lub PSYCHOLOG bo to lekarz jak każdy inny tylko leczy .... dusze  :-)

Mnie się udało :-) Dziś jestem panią swojego czasu i losu. Wiem, że to czy osiągnę założone sobie cele zależy TYLKO ODE MNIE i od ilości pracy włożonej w jego osiągnięcie. Wystarczy poszukać narzędzi a potem nauczyć się je wykorzystywać.  I wierzę, bardzo wierzę w to, że KAŻDY to potrafi :-D 



Ja osobiście na swojej drodze życia poznałam wiele osób od których czerpię wiedzę i motywację. 
Jedną z takich osób jest Ola  - Pani swojego czasu :-)  fantastyczna kobieta która od kilku lat dzieli się swoją wiedzą na temat zarządzania czasem przez kobiety ( głównie :-) )

 Więc jeśli i Ty chcesz nauczyć się zarządzać bardziej efektywnie swoim czasem nie tylko po to aby osiągać swoje cele ale też i  znaleźć w ferworze 'walki" dnia codziennego czas tylko dla siebie zajrzyj czasem do Pani swojego czasu  .
Mam nadzieję, że i Was  zainspiruje Ola i inne Panie swojego czasu :-D

#‎planerpaniswojegoczasu‬
http://www.paniswojegoczasu.pl/