środa, 30 września 2015

Dlaczego sami się oszukujemy?


Dlaczego tak bardzo sami się oszukujemy??

 Od jakiegoś czasu na zajęcia przychodziła nowa Pani. Taka dość puszysta. Widać że dawno nie ćwiczyła i kondycja jej leży. Nie mniej jednak starała się, choć na moje oko za szybko odpuszczała :-)

Po miesiącu ćwiczeń postanowiła zmienić ciężarki do ćwiczeń z 1,5 kg na 2 kg. No o i oczywiście zamiast 30 powtórzeń robiła ich 10 i na więcej nie miała siły. Notabene wcześniej pracując z 1,5 kilogramowymi też nie wykonywała wszystkich powtórzeń a jak już nawet jej się to udawało,  to technika była tak słaba że obciążała kręgosłup zamiast ćwiczyć biceps i triceps.
 Pomyślałam ,że zapytam dlaczego zmieniła ciężar hantli i podpowiem, że być może lepsze by były te lżejsze. W odpowiedzi usłyszałam :
" No przecież chodzę już miesiąc to wypadało by ćwiczyć cięższym ciężarkiem"
Odparłam  że ja już ćwiczę 1,5 roku i zdarza mi się nadal używać lżejszych ciężarów ale za to wykonać ich całą serię.
Zrobiło mi się jej trochę żal. Pomyślałam, że z takim podejściem za długo nie pochodzi bo organizm za bardzo umęczony  po prostu się zniechęci i odmówi posłuszeństwa. No bo ile można chodzić na fitness i po każdych ćwiczeniach mieć zakwasy i ból pleców?
 Długo nie musiałam się zastanawiać. Pani już nie przychodzi do klubu od miesiąca :-(
 I tu mi się pojawiło pytanie?
Dlaczego oszukujemy siebie, że potrafimy więcej niż faktycznie możemy kiedy inni na nas patrzą? Czy zwiększając ciężar hantli kobieta pomyślała że jest bliżej swojego celu?
 Odpowiedzi już od niej raczej nie uzyskam, a szkoda bo miała jeszcze sporo do zrobienia ze swoim ciałem. 

Poza tym rozmawiałam ze znajomą, która przytyła dość sporo i chciała zasięgnąć u mnie porady dietetyczno-coachingowej dotyczącej powrotu do dawnej wagi.
 Kiedy powiedziała mi jak funkcjonuje na co dzień, czyli że do obiadu zjada niewielkie posiłki a od obiadu zaczyna się prawdziwe jedzenie za nic nie dała się przekonać, że właśnie to czas zmienić.
 Ciągle powtarzała, że ona tak nie może bo wraca z pracy o tej i o tej. Ale MUSI schudnąć ale nie za bardzo ma możliwość. I tak w ogóle to niedawno brała leki i po nich tak tyje, i jeszcze zatrzymuje jej się strasznie woda.
Pomyślałam. O co więc chodzi? Wiesz że masz nadwagę ale za obecny stan rzeczy obwiniasz leki, gospodarkę hormonalną i brak mikrofalówki w pracy do podgrzewania obiadów? A  nie chcesz zobaczyć, że najzwyczajniej w świecie się niezdrowo odżywiasz? I nawet jeśli leki powodują zatrzymanie wody czy też obniżają przemianę materii to nie powinniśmy biernie się temu poddawać tylko od razu zacząć się ograniczać nie czekając na dodatkowe 20 kg?

Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego nasze cele przestają być dla nas istotne gdy ich osiągnięcie wymaga wysiłku? Otóż, według mnie jest to najzwyczajniej mechanizm obronny: racjonalizacja, zaprzeczenie, humor(żart, ironia).

Czy to jest dobre? Z jednej strony ułatwia życie, uwalniamy się od wyrzutów sumienia oraz wszelkich rozmyślań o naszym wyborze. Z drugiej jednak strony ogranicza nasza motywację do zdobycia celu, poprzez usprawiedliwianie samego siebie, wymyślanie wymówek. 

Może jednak czasem warto przestać się samemu oszukiwać tylko wziąć się do roboty?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz