środa, 2 grudnia 2015

Apetiblock hit czy kit?

Przedwczoraj podjęłam kolejne wyzwanie anty - cukrowe. Poprzednio udało mi się nie jeść słodyczy sklepowych przez całe 8 dni. Z czego 3 pierwsze dni przeszły lajtowo, 4-6 dzień spędziłam na rozmyślaniu co by tu upichcić zdrowego słodkiego, w siódmy dzień pochłonęłam podwójna porcję "zdrowych" słodyczy a ósmego dnia... pomimo starań poległam. :-( Od rana chodziłam jak bomba zegarowa choć dzień rozpoczęłam od aktywności fizycznej a ta podobno pomaga na "nie jedzenie" słodyczy. Wściekłam się na wszystkich i wszystko dookoła po czym... zaczęłam chodzić po domu i szukać słodkiego. Najpierw porcja zdrowych "słodyczy" jogurt z orzechami i owocem, potem 4 kostki gorzkiej czekolady. Jednak było mi mało i.. zeżarłam  mojej młodej czekoladowy cookies ( po czym poleciałam do sklepu odkupić bo sama osobiście kazałam jej przede mną chować słodycze i było mi się wstyd przyznać, że jej zeżarłam ;-) ) No a potem byłam na siebie tak zła, że się złamałam, że z tej rozpaczy po kolacji pożarłam loda w czekoladzie
:-(
Jednym słowem poległam na całej linii.


Ale nie ma tego złego... i po jednym dniu upadku podejmuję nową próbę.


Wczoraj dzień pierwszy, czyli znów było łatwo. Ale oto natknęłam się przypadkiem na opinię o tabletkach Apetiblock. Ponieważ uważam, że nic nie dzieje się przez przypadek a ja właśnie szukam sposobu na pozbycie się takich fizycznych objawów odstawienia cukru to zdecydowałam. Co mi tam, spróbuję.Cena nie jest bardzo powalająca bo ok 20  zł w aptece czyli da się znieść.

O działaniu i właściwościach tego specyfiku poczytamy tutaj:


 

Tak więc od wczoraj próbuję i patrzę na efekty i skutki kolejnych „cudownych” tabletek a o efektach będę pisać na bieżąco.


Mój wybór padł na Apetiblock przede wszystkim dlatego, że w swoim składzie ma roślinę o tajemniczej nazwie Gymnea która podobno hamuje odczuwanie słodkiego smaku.
oraz chrom który działa podobno tylko wtedy gdy prowadzi się aktywny tryb życia. W związku z tym, że do tej pory na mnie nie działał ( ale wtedy nie ćwiczyłam) to z ciekawości sprawdzę czy ćwiczenia coś zmieniają w kwestii efektów spożywania chromu.

Generalnie efekt „nie podjadania” mnie nie interesuje bo z tym nie mam problemów, Jednak liczę na to, że nie będę czuła chęci na słodkie. Obym się nie przeliczyła ;-)

Dzień pierwszy

Pierwszą tabletkę zjadłam jak cukierka. Smak fajny wiśniowy. Taki musujący wiśniowy cukiereczek. I nic… nie czułam żadnego działania. Jednak po powrocie do domu byłam dziwnie głodna bardziej niż zwykle. Moja ręka sięgała po orzecha częściej niż zwykle. Hmm, a miałam nie mieć ochoty na podjadanie? Drugą tabletkę zjadłam po kolacji ( a kolację tez zjadłam większą niż zwykle :-( ) i poczułam dziwny posmak w ustach. Jakby cierpkość? O, coś już działa pomyślałam i poszłam spać.

Dzień drugi

Rano obudziłam się z brzuchem wzdętym jak balon. Hmm, czyżby efekt uboczny tabletek? Pożyjemy zobaczymy. Pierwsza tabletka przed drugim śniadaniem i znów ten dziwny posmak w ustach. Język jakby trochę zdrętwiały i suchość w ustach większa więc chęć nawilżania większa. Z jednej strony dobrze, bo nie ma problemów z wypijaniem odpowiedniej ilości płynów dziennie.Jednak ciągle wydaje mi się, że jestem głodna bardziej niż zwykle, hmmm dziwne. Miało być na odwrót.

Dzień 3-6:

Chęć na słodkości nie znika a głód czuję już od rana. Nie poddaję się jednak bo być może na efekty trzeba trochę poczekać :-)

Dzień 7

Nie jem słodyczy już 7 dni ale żeby stwierdzić, że nie mam na nie ochoty to nie mogę powiedzieć. Za to waga mnie zaskoczyła:-) Mam 1 kg... ale na + :-( I odkryłam fenomen mojego zwiększonego głodu. Otóż Gymnema sylvestris zawarta w tabletkach obniża poziom cukru we krwi. I to obniżenie prawdopodobnie  powoduje  u mnie efekty podobne jak u cukrzyka, któremu mocno spadł poziom cukru. Czyli przy bardzo niskim cukrze cukrzykowi wydaje si,ę że jest bardzo głodny. Pomimo zjedzenia posiłku, zanim mózg dostanie informacje o dostarczonej energii z pokarmem cukrzyk zazwyczaj zje więcej niż powinien ( no chyba że jest świadomy tego faktu i uda mu się nad tym zapanować) Właśnie tak ma mój tato który od kilku lat choruje na cukrzycę.

Tak więc na tym zakończyłam moją przygodę z suplementem diety jakim jest Apetiblock i po raz kolejny przekonałam się, że reklamowane suplementy diety po prostu nie działają i odchudzony zazwyczaj pozostaje tylko portfel :D

niedziela, 15 listopada 2015

"Gorzkie, oblicze czekolady"



Po raz kolejny podjęłam wyzwanie. 1, 10, 30, 100 dni bez słodyczy.  Nieważne ile, ważne aby jak najwięcej. Ile się da. A może i nawet pożegnam się z nimi na zawsze? Bardzo bym chciała, ale na razie udało mi się wytrzymać 8 dni i poległam :-(

Dlaczego?

Otóż, jestem słodyczoholiczką czyli osobą uzależnioną od słodyczy i wcale nie jest mi z tym dobrze. Być może myślicie teraz: "przesadza,  nie ma nic złego w tym że od czasu do czasu zjem coś słodkiego, ba nawet jeśli codziennie coś zjem albo i nawet codziennie się nim obżeram, Przecież "każdy" lubi słodkie" 

Jednak nie każdy i nie wszyscy jedzą go codziennie, Znam wiele osób które jedzą słodycze od czasu do czasu ale też i takich którzy ich nie lubią.  

Dlaczego nie warto ich jeść? Myślę, że ten krótki wierszyk bardzo dobrze oddaje moje wątpliwości co do korzyści ze spożywania cukrów prostych zawartych w jakże słodkich słodyczach. 


czy cukier szkodzi?

Problem z jedzeniem słodyczy jest bardziej złożony niż nam się wydaje. Bo w zasadzie dlaczego je tak lubimy i dlaczego tak często po nie sięgamy gdy mamy zły nastrój, chandrę, depresję?

Otóż z kilku powodów:

Po pierwsze cukier jest dla naszego organizmu nie mniej narkotyczny niż kokaina. "Obie substancje podobnie oddziałują na nasz mózg i powodują podwyższenie poziomu serotoniny i dopaminy, czyli hormonów wywołujących uczucie szczęścia i pobudzenie. Organizm z czasem przyzwyczaja się jednak do pierwszych dawek i kolejne takie uczucie daje tylko dawka większa. Wtedy zaczyna się uzależnienie. Tak działają narkotyki i tak samo oddziaływać maja słodycze". Powodują one nałóg nie tylko psychiczny, objawiający się ochotą na batona lub lody, ale także fizyczny – organizm domaga się ich coraz więcej. Niestety tak szybko jak nam poprawiają nastrój psują nam naszą sylwetkę i zdrowie :-(

Po drugie dlatego, że od dziecka jesteśmy "karmieni" fałszywymi przekonaniami dotyczącymi słodyczy. Na przykład dostawaliśmy od rodziców słodycze "w nagrodę" lub "na pocieszenie" gdy mieliśmy swoje małe dziecięce smuteczki. Dlatego w dorosłym życiu wydaje nam się że cukierek czy czekolada rozwiążą nasze problemy. A czy jest to możliwie? Oczywiście każdy logicznie myślący człowiek wie, że to niemożliwe. 

A co się dzieje w naszym organizmie tak na prawdę, kiedy najemy się słodkiego? Owszem, może i na chwilę poprawi nam się nastrój, i zrobi nam się błogo. Może i teoretycznie na moment zapomnimy o smutkach i kłopotach. Jednak chwilę później poczujemy się ospali, znużeni i senni a do tego źli na siebie, że znów nam pójdzie w biodra ( najbardziej odczują to osoby będące na diecie, gdy choć jeden słodyczowy dzień zniweczy im efekty całego tygodnia diety)

Żeby się uzależnić, czekoladka musi wprowadzać w stan, który daje nam coś ważnego. Ten stan dla każdego człowieka może być inny.  Prawda jest taka, że jak rozważymy wszystkie za i przeciw jedzenia cukru okaże się, że straty są niewspółmiernie wysokie od korzyści. 




Jeśli już zrobimy pierwszy krok i uświadomimy sobie, że jedzenie słodkiego nie jest tylko naszym widzimisię tylko sposobem na regulowanie emocji, nudę itp. Kiedy zdamy sobie sprawę, że tak na prawdę nie rządzimy naszym życiem tylko rządzi nami batonik czy tabliczka czekolady, nadejdzie czas na zmiany. Jestem tego pewna.


Na koniec jeszcze jedno zdjęcie które bardzo przypomina mi jak będę wyglądać gdy nie przestanę jeść słodyczy :-) No i oczywiście oprócz wyglądu przypominającego twarz Homera Simsona mogę spodziewać się cukrzycy i próchnicy

czwartek, 12 listopada 2015

Na pohybel hejterom !!!

A ja dziś napiszę post mało dietetyczny, aczkolwiek związany z tzw. 'psychodietetyką".

Jak wiecie dość często zdarzają się w rożnych forach dyskusyjnych tzw. hejterzy, czyli ludzie którzy próbują dowartościować się poniżając innych. I absolutnie nie jest to konstruktywna krytyka tylko obrażanie tekstami poniżej pasa , a nawet wymyślonymi w chorej głowie historiami. Tacy ludzie są i będą, wpływu na to nie mamy. Z tym się zapewne zgodzicie.

Czasem jednak taki hejter trafia na bardzo podatny grunt, czyli na osoby których poczucie wartości jest też w jakiś sposób zaniżone, czegoś się wstydzą w swoim życiu lub boją. Przykładem takich osób podatnych na ataki hejterów są np. osoby z nadwagą, które źle się czują w swoim ciele a nie zawsze potrafią to zmienić :-( Jeśli taki hejter trafi w ich czuły punkt to osoba która czuje się zaatakowana zaczyna się bronić również często bardzo agresywnie czyli też atakując.  

Teoretycznie reakcja całkiem naturalna. Alee....

Uwierzcie mi tu na słowo - nie warto wdawać się w dyskusję z hejterami bo podsycamy ich do wojny słownej ( w której zazwyczaj jesteśmy przegrani bo on trenuje hejtowanie od dawna :-P a my czujemy się rozwaleni na łopatki gdy dotyka naszych bolączek). Jednak aby nas to nie dotykało, abyśmy nie czuli się urażeni MUSIMY pracować nad poczuciem własnej wartości!!!

poczucie wartości
źródło: demotywatory.pl


 Nie, nie musimy byś super laskami czy modelami żeby to poczuć. Wystarczy, NA PRAWDĘ UWIERZYĆ w siebie. W to że wszystko potrafię, że wszystko mogę zmienić, że walczę i się nie poddam, że osiągnę cel, i przede wszystkim to że "w dupie mam to co myślą o mnie inni" bo ja ZNAM SIEBIE I SWOJĄ WARTOŚĆ !!!! :-D

Jestem w stu procentach  przekonana, że zmieniając swoje podejście do siebie, swoje przekonania na swój temat takie teksty "hejterów" po prostu przejdą niezauważone bo NIKT na nie nie odpisze, gdyż nie poczuje się urażony i nie da pożywki hejterowi. 

Tego życzę wszystkim moim czytelnikom ( i nie tylko ) - Poczuć 100 % PEWNOŚCI SIEBIE

źródło.motywujemy24.pl

 Tak więc jeśli postanowiłeś zrobić coś dla swego ciała aby stało się zdrowsze czy ładniejsze to zadbaj też o swoją duszę i umysł :-) Stań się człowiekiem sukcesu a porażkę zostaw hejterom!!



wtorek, 3 listopada 2015

Jestem Panią swojego losu i "czasu"

A dziś trochę z innej beczki.

Prawie dwa lata temu postanowiłam zrobić "coś" dla siebie. To "coś" próbowałam już robić wiele razy i za każdym razem odpuszczałam. 

Dlaczego? 

Po prostu. Najzwyczajniej w świecie nie wierzyłam, że mi się uda. Taki życiowy paradoks : Chcę ale się boję.

 Boję się zacząć, bo boję się porażki !!

 Boję się zacząć bo nikt we mnie nie wierzy, a  już tym bardziej ja sama !!

 Boję się  zacząć, bo boję się że zawiodę innych i siebie !!

Boję się zacząć, bo... boję się poczuć mój lęk !!

Mówię tu teraz o odchudzaniu, zmianie nawyków żywieniowych i stylu życia na bardziej FIT i bardziej Heathly Lifestyle ale ten lęk dotyczył wielu innych dziedzin mojego życia i nie pozwalał mi się rozwijać. 

Cóż, nie każdy miał dzieciństwo usłane różami i wpojono mu wielką wartość siebie samego. Ja akurat tę wartość  musiałam zbudować sobie sama. A brak poczucia wartości wyniesionego z domu rodzinnego jest bardzo często ogromną przeszkodą w osiąganiu celów. 

Kiedy ktoś od młodych lat nie ma w swoim życiu nic pewnego, kiedy nie wie w jakim humorze przywita go dziś mama czy tata?  Kiedy nie wie czy rodzic ucieszy się  dziś z czwórki czy za nią zgani?  Kiedy nie wie, czy w domu będzie miła atmosfera czy też trzeba będzie się zająć sobą bo rodzice znów będą "szarpać" się między sobą o swoje "dorosłe" problemy? Kiedy ktoś od małego nie ma nic pewnego to,  nie będzie potrafił co najmniej jednego. PLANOWAĆ. 
http://ewaszpila.blogspot.com


Planować a potem zrealizować swoje plany. 

Bo kiedy "plany" małego człowieka często rozsypują się jak domek z kart to uczy on się "Żyć dniem dzisiejszym i przetrwać. Nic nie planować bo i tak się nie spełni" 

Tylko potem w dorosłym życiu, kiedy okazuje się że mamy już swoje rodziny i chcemy dać przykład swoim dzieciom to musimy nabyć   te nowe umiejętności nie wyniesione z domu. 

A taka umiejętność jak planowanie chociażby przy odchudzaniu jest nieunikniona.
Bo aby schudnąć w pierwszej kolejności trzeba wyznaczyć sobie cel, na przykład ile i do kiedy chcemy schudnąć, jakimi sposobami a także mieć plan awaryjny, co zrobimy jeśli wydarzy się po drodze "coś" niespodziewanego co może nam zaszkodzić w osiągnięciu celu. 
I tu się pojawia problem? Skąd czerpać wiedzę na tematy które nas interesują? 

Możliwości jest wiele. Różnego rodzaju, fora tematyczne, grupy wsparcia czy też bardziej oficjalnie terapie czy też psycholog.

 I nie boję się tu użyć słowa TERAPEUTA lub PSYCHOLOG bo to lekarz jak każdy inny tylko leczy .... dusze  :-)

Mnie się udało :-) Dziś jestem panią swojego czasu i losu. Wiem, że to czy osiągnę założone sobie cele zależy TYLKO ODE MNIE i od ilości pracy włożonej w jego osiągnięcie. Wystarczy poszukać narzędzi a potem nauczyć się je wykorzystywać.  I wierzę, bardzo wierzę w to, że KAŻDY to potrafi :-D 



Ja osobiście na swojej drodze życia poznałam wiele osób od których czerpię wiedzę i motywację. 
Jedną z takich osób jest Ola  - Pani swojego czasu :-)  fantastyczna kobieta która od kilku lat dzieli się swoją wiedzą na temat zarządzania czasem przez kobiety ( głównie :-) )

 Więc jeśli i Ty chcesz nauczyć się zarządzać bardziej efektywnie swoim czasem nie tylko po to aby osiągać swoje cele ale też i  znaleźć w ferworze 'walki" dnia codziennego czas tylko dla siebie zajrzyj czasem do Pani swojego czasu  .
Mam nadzieję, że i Was  zainspiruje Ola i inne Panie swojego czasu :-D

#‎planerpaniswojegoczasu‬
http://www.paniswojegoczasu.pl/

 

poniedziałek, 26 października 2015

Czy można ćwiczyć podczas przeziębienia?


Ostatnie dwa lata dzielnie trzymałam się z daleka od różnych chorób zwłaszcza tych typowo jesienno/wiosennych czyli bakterii i wirusów. Niestety moje dziecię przywlekło do domu jakąś zarazę która już drugi tydzień za nic nie chce jej odpuścić i mało tego rozrasta się na resztę rodziny , czyli na razie mnie :-D

Zaczęło się niewinnie rano w pracy od bólu gardła i  łamania w kościach i  już wiedziałam, że w domu przywita mnie termometr z co najmniej stanem podgorączkowym :-(

Tak więc po powrocie do domku i upewnieniu się, że jednak moje zmysły przytępiła gorączka zapakowałam się w ciepły szlafrok i wskoczyłam do łóżka. Oczywiście najpierw zaaplikowałam sobie mega dawkę witaminy C ;-)

Wiedziałam już, że z wieczornego treningu wyjdzie lipa choćby nawet temperatura spadła.


źródło: fotolia.pl
Bo czy warto ćwiczyć podczas choroby?

Lekarz powiedział tak: "Jeśli jesteś w stanie ćwiczyć, ćwicz a jeśli nie to odpuść trening"

Generalna zasada jest taka, że należy rozróżnić w jakiej części ciała czujemy objawy choroby i dopiero wtedy decydować co z treningiem.

A objawy dzielimy na te:
  • od szyi w górę
  • od szyi w dół
Jeśli jedynymi objawami gorszego samopoczucia jest kochanie, katar i ból gardła lub głowy  to spokojnie można wykonać trening. Niekoniecznie bardzo mocny, wytrzymałościowy ale z pewnością lekkie ćwiczenia nie pogłębią choroby. Wręcz przeciwnie, wiele ostatnich badań wykazuje, że ćwiczenia fizyczne mogą nawet przyspieszyć nasz powrót do zdrowia.

Dlaczego?

Otóż, badania wykazują, że "podczas  wysiłku komórki odpornościowe szybciej przepływają po organizmie, a ten wytwarza więcej makrofagów, czyli komórek atakujących bakterie."

A co ćwiczyć podczas "lekkiego" przeziębienia? 
Poleca się:
  • ćwiczenia z małym obciążeniem,
  • marsz, trucht,
  • joga, pilates
Jeśli jednak objawy choroby przenoszą się poniżej szyi czyli odczuwamy:
  • bóle mięśni,
  • dreszcze,
  • mamy wysoką temperaturę,
  • bóle brzucha,
  • biegunkę,
  • wymioty 
 to  ćwiczenia należy odłożyć na bok !!!

źródło: polskabiega.sport.pl


Ćwicząc w takim stanie  możemy nasilać objawy choroby i wydłużyć czas powrotu do zdrowia.

Warto pamiętać tez o tym, aby podczas choroby "słuchać" swojego ciała. jeśli poczujemy że stan chorobowy się rozwija koniecznie przerwijcie ćwiczenia!!!

Ponownie do ćwiczeń po chorobie można wrócić po ustąpieniu objawów jednak zaleca się aby nie ćwiczyć co najmniej tydzień.

sobota, 17 października 2015

Co zrobić z tymi zakwasami?

Znów miałam gorszy dzień. 

Gorszy dlatego, że  po pierwsze zapomniałam do pracy torby ze śniadaniem i przez to musiałam się posiłkować piekarnią dostępną koło pracy. No i oczywiście co wybrałam? Drożdżówkę z serem a jakże. No cholewcia tak ciężko wyjść z takiej piekarni bez jakichś smakołyków zwłaszcza na głodnego :-)

No dobra, to na śniadanie była drożdżówka więc wiedziałam, że dzisiejszy dzień nie będzie należał do tych dietetycznych, gdyż u mnie mało wartościowe śniadanie = mało wartościowe posiłki przez resztę dnia.  I choć mam to doskonale sprawdzone, to jak widać takie różne wpadki i mnie się zdarzają. 

Potem już było w miarę dobrze bo warzywka, owoce i same "zdrowości" a na obiad pyszny hamburger z bułą fitness i kotletem z kalafiora.. To  znaczy dobrze było do obiadu bo po nim... zeżarłam DWA lody w czekoladzie. Nie jeden, nie pół a dwa i to naraz. 


Normalnie w piątki chodzę na Zumbę ale po zjedzeniu tych lodów postanowiłam iść na dodatkową godzinę ćwiczeń bo wiem, że przesadziłam i jedna godzina nie starczy na spalenie tych dwóch lodów.  Tak więc wybrałam się na interwały a tam niespodzianka. Zastępstwo z jedną najbardziej cisnących instruktorek fitness w moim klubie. 

Pomyślałam sobie: "No ładnie, to jest kara za te lody :-) Ale nie ma zmiłuj, jak powiedziałam dwie godziny to dwie godziny" . Oczywiście na Zumbie ledwo miałam siłę poruszać nogami ale dałam radę. Za to wczoraj...

No cóż, był duży wysiłek to i są duże zakwasy :-) Uda, łydki, ręce, boczki itd :-)  I choć ich nie znoszę bo chodzę jak pokraka zwłaszcza po schodach ( a mieszkam na  5 piętrze bez widny ;-) ) to z drugiej strony wiem, że porządnie poćwiczyłam. Moja instruktorka to zawsze powtarza :-) 

 

A co takiego te zakwasy i dlaczego je mamy?

Zakwasy są spowodowane mikrouszkodzeniami mięśni, które nie były przygotowane na intensywne rozciąganie, i mogą dokuczać nawet przez 5-7 dni. Jest to prawidłowy proces - w tym czasie mięśnie się nie tylko regenerują, lecz także wzmacniają.

http://wformie24.poradnikzdrowie.pl/cwiczenia/sposoby-na-zakwasy-jak-pozbyc-sie-zakwasow_37477.html
Zakwasy są spowodowane mikrouszkodzeniami mięśni, które nie były przygotowane na intensywne rozciąganie, i mogą dokuczać nawet przez 5-7 dni. Jest to prawidłowy proces - w tym czasie mięśnie się nie tylko regenerują, lecz także wzmacniają.

http://wformie24.poradnikzdrowie.pl/cwiczenia/sposoby-na-zakwasy-jak-pozbyc-sie-zakwasow_37477.html

Zakwasy to nic innego jak mikrouszkodzenia mięśni, które nie były przygotowane na intensywne ćwiczenia czy rozciąganie. Mogą nam dokuczać nawet przez 5-7 dni. jest to prawidłowy proces, gdyż w tym czasie mięśnie się regenerują oraz wzmacniają. 
Zakwasy są spowodowane mikrouszkodzeniami mięśni, które nie były przygotowane na intensywne rozciąganie, i mogą dokuczać nawet przez 5-7 dni. Jest to prawidłowy proces - w tym czasie mięśnie się nie tylko regenerują, lecz także wzmacniają.

http://wformie24.poradnikzdrowie.pl/cwiczenia/sposoby-na-zakwasy-jak-pozbyc-sie-zakwasow_37477.html
Zakwasy są spowodowane mikrouszkodzeniami mięśni, które nie były przygotowane na intensywne rozciąganie, i mogą dokuczać nawet przez 5-7 dni. Jest to prawidłowy proces - w tym czasie mięśnie się nie tylko regenerują, lecz także wzmacniają.

http://wformie24.poradnikzdrowie.pl/cwiczenia/sposoby-na-zakwasy-jak-pozbyc-sie-zakwasow_37477.html
Zakwasy są spowodowane mikrouszkodzeniami mięśni, które nie były przygotowane na intensywne rozciąganie, i mogą dokuczać nawet przez 5-7 dni. Jest to prawidłowy proces - w tym czasie mięśnie się nie tylko regenerują, lecz także wzmacniają.

http://wformie24.poradnikzdrowie.pl/cwiczenia/sposoby-na-zakwasy-jak-pozbyc-sie-zakwasow_37477.html
akwasy są spowodowane mikrouszkodzeniami mięśni, które nie były przygotowane na intensywne rozciąganie, i mogą dokuczać nawet przez 5-7 dni. Jest to prawidłowy proces - w tym czasie mięśnie się nie tylko regenerują, lecz także wzmacniają.

http://wformie24.poradnikzdrowie.pl/cwiczenia/sposoby-na-zakwasy-jak-pozbyc-sie-zakwasow_37477.html
akwasy są spowodowane mikrouszkodzeniami mięśni, które nie były przygotowane na intensywne rozciąganie, i mogą dokuczać nawet przez 5-7 dni. Jest to prawidłowy proces - w tym czasie mięśnie się nie tylko regenerują, lecz także wzmacniają.

http://wformie24.poradnikzdrowie.pl/cwiczenia/sposoby-na-zakwasy-jak-pozbyc-sie-zakwasow_37477.html

No dobra ale jak możemy sobie pomóc aby te zakwasy złagodzić i szybciej zregenerować mięśnie?  

Uszkodzone mięśnie dobrze jest rozgrzać, dlatego sauna po treningu jest dobrym pomysłem. Niektórzy polecają też solarium ale jak wiadomo szkodzi ono naszej skórze więc osobiście nie popieram takiego sposobu. Wysoka temperatura rozluźnia naciągnięte mięśnie i redukuje bolesność.

Klin klinem czyli na pozbycie się zakwasów po wysiłku zaleca się inny wysiłek. Najlepszy jest basen, gdyż też pozwala rozluźnić mięśnie ale polecam też pół godziny treningu wytrzymałościowego np. jazdy na rowerze. Nie zaleca się natomiast  treningu siłowego. 

Można stosować maści łagodzące bóle mięśni i stawów jak np. Massage Miracle.

Dobrym pomysłem są również delikatne masaże z wykorzystaniem na przykład rollera piankowego.
Jak wykorzystać taki wałek znajdziecie na filmiku poniżej: 


źródło: napieramy.pl

wtorek, 13 października 2015

Pizza z kalafiora czyli Fast Food na zdrowo

 Jak już ostatnio pisałam w związku  z koniecznością przygotowania dziecku na festyn wymyślnych potraw z kalafiora postanowiłam pójść w zdrowe fast foody :-)

Tak oto natknęłam się na przepis z pewnością warty wypróbowania przez wszystkich miłośników pizzy.

Nie będę rozpisywać się nad cudownością smaku tej pizzy bo to kwestia gustu aczkolwiek powiem tak. Moja pizza zniknęła z naszego stanowiska w mgnieniu oka:-) Kiedy pierwsi odważni jej spróbowali i pochwalili to skusili się następni i tak oto dla większości jej zabrakło :-) No cóż, kto pierwszy ten lepszy a mieliśmy tylko 2 pizze czyli ok 12 porcji :-)

Musze przyznać, że przepis jest dość pracochłonny a to za sprawą konieczności odciśnięcia kalafiora z nadmiaru wody. Po tym odciskaniu sama się zdziwiłam, że z główki kalafiora została tylko taka spora pięść :-) Myślę, że to najlepszy obrazowy przykład tego, że warzywa i owoce zawierają dużo wody i nawet jak zje się 1/2 kg warzyw to po oddzieleniu od nich wody zostanie w żołądku niewiele do strawienia :-)

Pizza jest o tyle dobra, że nie zawiera grama mąki czyli jest bezglutenowa. Jest więc super alternatywą dla tych którzy unikają lub są uczuleni na gluten.

A tak oto powstała  moja cudowna pizza:

Pizza z kalafiora

składniki: 


spód do pizzy: 
spora główka kalafiora
około 1 szklanki startego sera mozarella
1 jajko
sól, pieprz, bazylia i oregano do smaku

sos do pizzy:
puszka krojonych pomidorów bez skóry
mała cebula
2 ząbki czosnku
po 1 łyżeczce  bazylii i oregano  
sól, pieprz do smaku
łyżka oleju rzepakowego do smażenia

inne dodatki do pizzy wg uznania

Przygotowanie:

spód pizzy:
Kalafior umyć, podzielić na różyczki i ugotować na parze ok 15-20 minut. Po ugotowaniu ugnieść jak ziemniaki i poczekać do ostygnięcia. Przestudzony kalafior odcisnąć porcjami przez gazę (pieluszkę tetrową lub inny materiał który pozwoli na odciśnięcie z nadmiaru wody) 
Uwaga! Jest to najbardziej  pracochłonną część wykonania dania :-). 
Odciśnięty kalafior łączymy w misce z serem, jajkiem, doprawiamy do smaku przyprawami. 

Piekarnik rozgrzewamy do temperatury 190-200 stopni. Wykładamy blachę papierem do pieczenia i rozsmarowujemy równomiernie ciasto kalafiorowe na kształt placka wys. ok 1 cm. Podpiekamy w piekarniku ok. 30 minut ( aż się ciasto zarumieni) a w tym czasie przygotowujemy sos. ( Ja piekę ciasto do momentu, gdy podważając je łopatką czuję, że jest upieczone a nie ugotowane )

sos:
Na patelni rozgrzewamy olej i podsmażamy na nim pokrojoną w kostkę cebulę. Kiedy cebula się zeszkli dodajemy pomidory z puszki i dusimy. Dodajemy dwa wyciśnięte ząbki czosnku i przyprawiamy do smaku. Dusimy, tak długo aż pomidory się rozgotują, woda praktycznie odparuje i zostanie gęsty sos. 

Sosem smarujemy podpieczoną pizzę. Dodajemy dodatki według uznania. (U mnie były to pieczone kawałki piersi z kurczaka, pomidory koktajlowe, ser mozarella i sałata roszponka). Pieczemy jeszcze ok 5-10 minut aż składniki się zagrzeją a ser rozpuści. 

Podajemy natychmiast po wyjęciu z pieca !!

Smacznego 


  Zachęcam również do wypróbowania przepisu na zdrowe hamburgery z kalafiora który znajdziecie tu:; hamburgery z kotletem kalafiorowym

 

zdrowa alternatywa dla pizzy
pizza z kalafiora


poniedziałek, 12 października 2015

Kalafiorowo - fast foodowo



Moje dziecię miało ostatnio w szkole festyn pro- zdrowotny. Dyrektor organizuje taki festyn co roku aby zwiększyć wśród dzieci i dorosłych aktywność fizyczną czy też zachęcić do zdrowego odżywiania.  W tym roku tematem przewodnim były warzywa i owoce a nasza klasa wylosowała kalafior. Osobiście uwielbiam kalafiora ale zazwyczaj jem go ugotowanego na parze bez dodatków ewentualnie z odrobina masła i bułki tartej. A tu trzeba było wymyślić coś innego i to coś co dzieciaki chętnie zjedzą. 

Tak więc trochę poszperałam po sieci, dodałam do tego garść własnej inwencji i oto proszę, powstały dwa przepyszne dania fast foodowe zupełnie zdrowe bo kalafiorowe. 

Pierwszy przepis to:

Hamburgery z kotletem kalafiorowym

Składniki na kotlety:  
średnia główka kalafior 
2 jajka
200 gr płatków owsianych ( górskie)
2 ząbki czosnku
1/2 natki pietruszki
1/2 pęczka szczypiorku
sól, pieprz wg uznania

otręby pszenne do panierowania oraz olej rzepakowy do smażenia

Przygotowanie:  
Kalafior myjemy, dzielimy na różyczki i gotujemy ok 10 minut w lekko osolonej wodzie lub ok 15 minut na parze. Odcedzamy i ugniatamy jak ziemniaki. Jak wystygnie to dodajemy jajka, płatki owsiane, wyciśnięte ząbki czosnku, posiekana natkę i szczypiorek. Doprawiamy do smaku. Formujemy kotlety, panierujemy w otrębach i smażymy na niewielkiej ilości oleju. ( ja daję 2 łyżeczki oleju na ok 6 smażonych kotletów)

Sos jogurtowy:
1/2 opakowania jogurtu
3 łyżki ketchupu ( najlepiej z obniżona zawartością tłuszczu :-) )
1 łyżka musztardy sarepskiej
2 ząbki czosnku

Przygotowanie:
Do jogurtu dodać ketchup, musztardę, wyciśnięte ząbki czosnku, wymieszać i voila' gotowe

Hamburgery przygotowanie:
Bułę przekroić na pół, posmarować jedną stronę przygotowanym sosem. Z drugiej strony kotlecik (lub dwa) z kalafiora i do tego warzywa według uznania kto co lubi :-)
U mnie była sałata, papryka, ogórek, pomidor 

Pychotka :-D

A oprócz hamburgerów możemy się pokusić na zrobienie przepysznej pizzy na spodzie z kalafiora bez grama mąki :-) Przepis na pizzę znajdziecie tu:  pizza na spodzie z kalafiora
 



Dzieci i dorośli zajadali się, aż im się uszy trzęsły :-)

Nie mniej jednak i tak hitem została Pizza której spód był zrobiony z kalafiora. Samokowo... lepsza niż niejedna kupiona w pizzerii a o ile zdrowsza :-) 

Przepis na pizzę znajdziecie tu: 


czwartek, 8 października 2015

Najgorsze co mozna zrobić - to poddać się przed metą


Ale mi się wczoraj nie chciało iść na trening obwodowy :-(

 Chodzi mi coraz bardziej po głowie zmiana klubu albo rodzaju ćwiczeń. Demotywuje mnie ten wzrost wagi.

Najbardziej czuję różnicę oczywiście w udach i pomyślałam sobie, że może warto wrócić do ćwiczeń na rowerze? Jakoś gdy więcej jeździłam niż rzeźbiłam mięśnie to były jakieś takie smuklejsze. Co prawda moja trenerka powiedziała, że trening obwodowy jest lepszy ale chociaż zamienię jeden ABS na rowery. 

 Oczywiście po treningu obwodowym byłam szczęśliwa aczkolwiek zmęczona, czyli jak zawsze :-)
Od poniedziałku staram się ograniczyć spożycie kalorii tak, aby waga ruszyła lekko w dół. Na razie idzie ok. Choć nie wyobrażam sobie teraz jak ja mogłam przetrwać na początku diety na 1200 kal?

Znów liczę kalorie i pilnuję aby nie było ich więcej niż 1800 dziennie :-) To liczenie pomaga mi w niepodjadaniu słodkiego :-) Strasznie szybko rośnie dzienny licznik kalorii po wpisaniu przekąski w postaci batonika lub ciastka i taka tabelka daje mi informacje "no kochana jak zjesz jeszcze jedno ciastko to będziesz musiała obyć się bez kolacji lub znów nie dotrzymasz danego sobie słowa i zjesz więcej niż spalisz.
 A potem będziesz mogła sobie pojęczeć że tyłek rośnie :-)"

Znalazłam kilka fotek z zajęć treningu obwodowego. Jest to jedyny trening który daje mi tak popalić. formułą przypomina chyba trochę CrossFit choć pewnie nie jest tak ciężki. Niestety teraz w klubie jest on tylko raz w tygodniu nad czym bardzo ubolewam bo zmęczyć się tak dwa razy w tygodniu to jest coś.
 




środa, 30 września 2015

Jak to jest naprawdę z tą dietą i niepaleniem

Minęły już dwa miesiące kiedy jestem wolna od papieroska. Można by było powiedzieć, że dziś czuję się tak jakbym nigdy nie paliła ale było by to kłamstwo.

Po pierwsze dlatego, że dopiero teraz dopadła mnie jakaś chrypa i zaczęło się .. hmm. chrząkanie i że tak brzydko powiem wypluwanie tego co się w płucach przez lata zalęgło - czyli płuca zaczęły się oczyszczać - Fujj

Po drugie w różnych kryzysowych momentach albo w takich gdy zazwyczaj sięgałam po papieroska czyli np podczas imprezy głód nikotynowy wciąż się pojawia. Nie jest on odczuwalny silnie i nie jest to typowa "chęć na papieroska" tylko jakby odczuwanie fizycznego głodu. Ba powiedziałabym nawet, że jest to taki wilczy  głód na słodkie rzeczy.

Dowiedziono naukowo że osoby uzależnione od jakieś substancji bardzo często zwalczając jeden nałóg zastępują go drugim. U mnie uzależnienie od papierosa zastąpiłam słodyczami :-(
źródło: motywujemy.pl
( od których notabene też przecież jestem uzależniona ale przez ostatnie 1,5 roku udawało mi się dzielnie je ograniczać )
Pomimo mojej całej wiedzy na temat odżywiania, uzależnień,  pozytywnego myślenia i błędnych przekonań poległam. Cóż, jak to mówią szewc bez butów chodzi ;-)

Ale nie poddam się!!!!
Pomimo kilku dodatkowych kilogramów ani przez chwilę nie żałuję swojej decyzji. Czuję się wolna, szczęśliwa i ogromnie się cieszę że znów wygrałam ze swoim "nie chce mi się" "nie mogę" i "nie potrafię" 

A co do diety?

Zasady znam. Wystarczy je wdrożyć w życie i to już jest czas najwyższy bo teraz już czuję się silniejsza ( nie boję się że nałóg nikotynowy mnie pokona ,a znam siłę wroga).

 A więc do dzieła:

1. Pozbądź się z domu słodyczy. 

2. Jeśli już musisz i  głód dopadnie Cię w sklepie kup sobie jakąś małą słodką przekąskę i ABSOLUTNIE nie kupuj dużych opakowań na zapas.

3. Kup więcej warzyw i owoców które lubisz ( nawet jeśli niektórzy twierdzą, że nie można jeść bezkarnie owoców to i tak lepsze jest zjedzenie 3-4 x dziennie owocu niż batonika. (W końcu owoc to cukier który da nam energię do życia a batonik oprócz ogromnej ilości cukru ma jeszcze masę niezdrowych tłuszczów)

4. Miej przy sobie zawsze butelkę wody mineralnej. Gdy poczujesz głód w pierwszej kolejności napij się wody a potem zjedz posiłek czy przekąskę.



źródło: demotywatory.pl



Dlaczego sami się oszukujemy?


Dlaczego tak bardzo sami się oszukujemy??

 Od jakiegoś czasu na zajęcia przychodziła nowa Pani. Taka dość puszysta. Widać że dawno nie ćwiczyła i kondycja jej leży. Nie mniej jednak starała się, choć na moje oko za szybko odpuszczała :-)

Po miesiącu ćwiczeń postanowiła zmienić ciężarki do ćwiczeń z 1,5 kg na 2 kg. No o i oczywiście zamiast 30 powtórzeń robiła ich 10 i na więcej nie miała siły. Notabene wcześniej pracując z 1,5 kilogramowymi też nie wykonywała wszystkich powtórzeń a jak już nawet jej się to udawało,  to technika była tak słaba że obciążała kręgosłup zamiast ćwiczyć biceps i triceps.
 Pomyślałam ,że zapytam dlaczego zmieniła ciężar hantli i podpowiem, że być może lepsze by były te lżejsze. W odpowiedzi usłyszałam :
" No przecież chodzę już miesiąc to wypadało by ćwiczyć cięższym ciężarkiem"
Odparłam  że ja już ćwiczę 1,5 roku i zdarza mi się nadal używać lżejszych ciężarów ale za to wykonać ich całą serię.
Zrobiło mi się jej trochę żal. Pomyślałam, że z takim podejściem za długo nie pochodzi bo organizm za bardzo umęczony  po prostu się zniechęci i odmówi posłuszeństwa. No bo ile można chodzić na fitness i po każdych ćwiczeniach mieć zakwasy i ból pleców?
 Długo nie musiałam się zastanawiać. Pani już nie przychodzi do klubu od miesiąca :-(
 I tu mi się pojawiło pytanie?
Dlaczego oszukujemy siebie, że potrafimy więcej niż faktycznie możemy kiedy inni na nas patrzą? Czy zwiększając ciężar hantli kobieta pomyślała że jest bliżej swojego celu?
 Odpowiedzi już od niej raczej nie uzyskam, a szkoda bo miała jeszcze sporo do zrobienia ze swoim ciałem. 

Poza tym rozmawiałam ze znajomą, która przytyła dość sporo i chciała zasięgnąć u mnie porady dietetyczno-coachingowej dotyczącej powrotu do dawnej wagi.
 Kiedy powiedziała mi jak funkcjonuje na co dzień, czyli że do obiadu zjada niewielkie posiłki a od obiadu zaczyna się prawdziwe jedzenie za nic nie dała się przekonać, że właśnie to czas zmienić.
 Ciągle powtarzała, że ona tak nie może bo wraca z pracy o tej i o tej. Ale MUSI schudnąć ale nie za bardzo ma możliwość. I tak w ogóle to niedawno brała leki i po nich tak tyje, i jeszcze zatrzymuje jej się strasznie woda.
Pomyślałam. O co więc chodzi? Wiesz że masz nadwagę ale za obecny stan rzeczy obwiniasz leki, gospodarkę hormonalną i brak mikrofalówki w pracy do podgrzewania obiadów? A  nie chcesz zobaczyć, że najzwyczajniej w świecie się niezdrowo odżywiasz? I nawet jeśli leki powodują zatrzymanie wody czy też obniżają przemianę materii to nie powinniśmy biernie się temu poddawać tylko od razu zacząć się ograniczać nie czekając na dodatkowe 20 kg?

Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego nasze cele przestają być dla nas istotne gdy ich osiągnięcie wymaga wysiłku? Otóż, według mnie jest to najzwyczajniej mechanizm obronny: racjonalizacja, zaprzeczenie, humor(żart, ironia).

Czy to jest dobre? Z jednej strony ułatwia życie, uwalniamy się od wyrzutów sumienia oraz wszelkich rozmyślań o naszym wyborze. Z drugiej jednak strony ogranicza nasza motywację do zdobycia celu, poprzez usprawiedliwianie samego siebie, wymyślanie wymówek. 

Może jednak czasem warto przestać się samemu oszukiwać tylko wziąć się do roboty?


piątek, 11 września 2015

Żyj tak jak radzisz- czy to jest możliwe?

Dziś przeczytałam fajny tekst który dał mi sporo do myślenia.

" Naucz się kierować swoim życiem i stosować do rad jakie dajesz innym" 

No właśnie czyż  nie jest tak, że lepiej wiemy co powinni robić inni  podczas gdy sami nie za bardzo potrafimy stosować się do dawanych rad?

Najlepszym tego przykładem może być właśnie odchudzanie i dieta. Bardzo często czytam  na różnych forach o odchudzaniu jak ( głównie) kobiety  radzą sobie co i jak najlepiej jeść, w jakich godzinach, jak często w jakich ilościach itp. Ciśnie mi się wtedy na usta pytanie. Skąd Wy to kurka wiecie? Z własnego doświadczenia czy z wiadomości przeczytanych w google? 

Po pierwsze prawda jest taka, że to co jest dobre dla jednego może być złe dla drugiego więc dawanie super rad można sobie włożyć często w .....
A po drugie czy my jako osoby dające super rady sami się do nich stosujemy? Kiedy mówimy innym jak mają żyć i co jest dla nich dobre czy świecimy wtedy przykładem?  
Zapewne są takie osoby ale jest ich niewiele :-(

Sporo ludzi przynajmniej "stara się" tak żyć jak radzi ale gro osób to tylko teoretycy i Ci mnie wkurzają najbardziej. Bo jeśli mówisz innym, że aby schudnąć trzeba odstawić słodycze i tłuste jedzenie a sama odchudzasz się na "forum" od dwóch lat i ciągle masz do zgubienia prawie tyle samo co na początku diety to coś jest chyba nie tak. Kiedy co chwila piszesz że się złamałaś i znów zjadałaś schabowego czy tort na imieninach mamy a potem przez pół roku jęczysz że waga co tydzień idzie w górę lub ewentualnie stoi to jakim przykładem jesteś dla nowych 'odchudzających  się"? 

Sama jestem tego najlepszym przykładem. Przez półtora roku udawało mi się żyć tak jak głosiłam wszem i wobec. Wydawało mi się, ze pozjadałam wszystkie rozumy i że teraz już nic nigdy tego nie zmieni. A wystarczył miesiąc nieprzychylnych dla utrzymania swoich postanowień zdarzeń ( remont, wakacje, nowe obowiązki) , żeby wrócić na tory przez które szłam przez ponad 30 lat. 

No bo jak teraz radzić klientce która mówi że nie ma czasu żeby jeść regularnie 5 posiłków dziennie?
 Powinnam powiedzieć "kochana" jak się chce to wszystko można. Wystarczy że ustalisz priorytety i zdrowe odżywianie będzie dla Ciebie od dziś najważniejsze.
Super, tylko dlaczego ja teraz po odpuszczeniu sobie i rozregulowaniu swojego zegara tez nie mogę się znów zebrać w sobie?  Dlaczego sama nie jem regularnie posiłków choć wiem, że jak nie zjem o 14.00 zdrowego obiadu tylko przekąszę batona w biegu to już do wieczora będę jechała na "słodkim"?

  Sama czuję, że moje zachowanie jest niewłaściwe. I nie ma tu żadnego znaczenia fakt, że jak to mówią "dobrze wyglądam".

 Chodzi o zasady. Jeśli mówisz innym jak mają żyć i że coś jest dla nich dobre, to pokaż im to na własnym przykładzie. I nie mam nic na swoje usprawiedliwienie :-( No cóż, pozostaje mi szukać motywacji na  zewnątrz, gdyż najzwyczajniej dziś ja potrzebuję pomocy. Obym szybko ją odnalazła ;-)
źródło: temysli.pl


piątek, 14 sierpnia 2015

Urlop od ćwiczeń

Mój spadek formy psychicznej i fizycznej jest coraz bardziej widoczny. Coraz trudniej utrzymać zdrową dietę. Coraz bardziej podjadam słodkie. 

W związku z tym coraz więcej ćwiczę ale to nie przynosi oczekiwanego rezultatu  Ćwiczenia staja się coraz nudniejsze i trudniejsze.  A ćwiczę od poniedziałku do piątku . Kiedy wychodzę z domu  na ćwiczenia myślę sobie: "Jejku jak mi się nie chce" A przecież mamy środek lata to co to będzie w zimę?

Pomimo zwiększenia aktywności fizycznej waga idzie w górę. Dlaczego tak się dzieje? No nie oszukujmy się:

Po pierwsze dlatego że spożywam dziennie więcej kalorii niż spalam. Skąd to wiem skoro nie liczę kalorii? 

A no stąd że przez ponad rok liczyłam i dziś wiem że cała czekolada + baton to ponad połowa mojego dziennego wyżywienia. A przecież jeszcze jem jeszcze 4-5 innych "normalnych" posiłków.

 Poza tym jak nie zjem zdrowego pełnowartościowego posiłku na obiad tylko zapcham się byle czym to mój wieczorny trening nie jest efektywny a po nim mam ochotę zjeść konia z kopytami i zazwyczaj jem za dużą po treningową kolację ( a czasem jeszcze kolacje po kolacji :-( ).

Po drugie kiedy człowiek rzuca palenie to trochę zwalnia mu metabolizm, czyli mój organizm spala mniej niż dotychczas a ja mu dostarczam więcej, to jak ma niby reagować?

No i w końcu przyczyną nabywania dodatkowych kilogramów i braku efektywności ćwiczeń może być zbyt mała ilość wypijanej wody, co paradoksalnie powoduje zatrzymywanie wody w ciele i powstawanie opuchlizny.

No cóż, jutro kończy mi się karnet do klubu fitness i postanowiłam zrobić sobie mały restart. W przyszłym tygodniu  i tak wyjeżdżam na urlop więc zrobię sobie przerwę od ćwiczeń na zregenerowanie sił.

Jedyny sport jaki w tym czasie mam zamiar uprawiać to plażing i smażing :-)

Objadać się jakoś strasznie oczywiście nie zamierzam ale odmawiać sobie wszystkiego tez nie ma sensu.

Sama jestem ciekawa czy taka przerwa w aktywności dobrze mi zrobi?

Czy waga wreszcie ruszy w dół? Czy może pójdzie w górę po urlopie?

W każdym razie na ten moment robię sobie pauzę.

Kolejne przełamywanie barier po urlopie :-D 

źródło: Dematowytory.pl

wtorek, 11 sierpnia 2015

Chwilowy brak natchnienia

Ostatnio coraz rzadziej piszę i to nie dlatego że mam mniej do pisania. Po prostu po namowach kilku osób postanowiłam upublicznić blog. Niektórzy mówią, że jest fajny i że dobrze by było podzielić się swoją historią z innymi. Być może ktoś na tym skorzysta :-)

Tak więc ostatnio czytam ten mój blog od początku i sprawdzam czy to oby wstydu nie będzie :-)

Śmiać mi się chce momentami gdy czytam o początkach swojego odchudzania. Niezdrowo i głupio zaczęłam. Na szczęście szybko się zreflektowałam.

Oczywiście zjada mnie trochę stres, zwłaszcza że  mam tak: albo robię coś perfekcyjnie albo wcale. Jednak w związku z tym, iż ostatnio staram się pracować nad tą moją nadperfekcyjnością upublicznię  ten blog. Trudno, co mi tam, niech się dzieje wola nieba :-) No przecież za to co pisałam  mnie nie zamkną. Jedynie będę się musiała zmierzyć być może z krytyką osób czytających. A nie wszystkim się musi podobać co pisałam :-)

Oczywiście wraz z lękiem pojawia się stres a z tym wraca kompulsywne jedzenie. Staram się jak mogę nad tym zapanować ale przyznaję, że nie zawsze mi wychodzi. Waga ruszyła troszkę w górę więc się ograniczam i więcej ćwiczę, czyli robię to co dotychczas kiedy zaczynało się coś w tym moim organizmie rozregulowywać.

 Jeszcze dużo pracy przede mną, ale mam nadzieję że kiedyś uda mi się rozładowywać napięcie i nieprzyjemne emocje w inny, zdrowszy sposób niż podjadanie. Już dziś jest i tak sto razy lepiej. Moja świadomość siebie pozwala mi na panowanie nad sobą w 80 % a to już i tak wielki sukces.

 źródło: https://subtelnaidealistka.wordpress.com/
Poza tym nie oszukujmy się, to że nie palę tez ma wpływ na spadek mojej formy. Czuję się zmęczona, niewyspana, rozdrażniona i nic mi się nie chce. Czuje się dokładnie tak jak diecie w pierwszych dniach jej trwania zwłaszcza gdy była ona głodówką. Jestem tego świadoma. Wiem, że trzeba to przeżyć.

 Mówię sobie - Monika głowa do góry. Z każdym dniem będzie lepiej.
 - A jak nie będzie tylko będzie jeszcze gorzej? - pyta zaraz druga strachliwa strona mojego Ja.
To nie szkodzi - odpowiada ta lepsza połowa -czasem warto pocierpieć bo po tym zawsze przychodzi satysfakcja że wytrwałaś, nie poddałaś się. A to wzmacnia, i to jak cholera. I dobrze o tym wiesz A dzień w którym miną objawy odstawienia na 100 % nadejdzie tylko jeszcze trochę wytrwaj"

I tego się trzymam
źródło: http://babskietabu.pl/daj-sobie-luksus-3-sposoby-na-spadek-formy/












poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Dieta kontra rzucanie palenia

Od dwóch tygodni nie palę ( no dobra raz się złamałam  ) :-D

Jestem z siebie mega dumna. Kto pali lub palił wie jaki to wyczyn zacząć nie palić i jeszcze większy nie zapalić ponownie.

 Sama jestem niestety przykładem powrotu do palenia po 3 latach. Choć mam dużą świadomość na temat uzależnień i schematów ich działania to dałam się wciągnąć na blisko dwa lata ponownie w nałóg.

Codziennie powtarzałam sobie od jutra nie palę.  Czasem rano już o tym nie pamiętałam a czasem udawało się wytrzymać dzień czy dwa. Potrzebowałam wsparcia, a że nie ma u nas terapii uzależnień od nikotyny postanowiłam zadziałać sama.

 Nabyłam Tabex ( kiedyś się udało na nich rzucić to może i teraz się uda ) oraz wypożyczyłam książkę Allena Carre " Prosta metoda jak skutecznie rzucić palenie" 

Jak ją czytałam to w kółko myślałam o paleniu ( zresztą zgodnie z tym co on pisze w swojej książce :-) ). Męczyłam ją strasznie długo jakbym podświadomie nie chciała jej skończy a wraz z nią palenia. Ale się udało. Zgodnie z wskazówkami zapaliłam swojego "ostatniego" papierosa i powiedziałam do siebie głośno i wyraźnie " Od dziś jestem szczęśliwą osobą niepalącą"

Trochę się martwię o swoją wagę bo już po tygodniu było kg więcej a teraz już blisko 2 kg :-( 

Mam nadzieję że to jednak efekt zatrzymywania wody. Wiem jednak, że samo zaprzestanie palenia powoduje taki szok dla organizmu, że metabolizm spowalnia. Czyli nawet jakbyśmy jedli dokładnie tyle samo co przed rzucaniem palenia to waga zawsze trochę wzrośnie.

Czy podjadam więcej? Chyba trochę tak i piszę to bez oszukiwania siebie i innych. Dzieje się tak przede wszystkim dlatego, że głód nikotynowy w początkowej fazie nie daje się niczym odróżnić od zwykłego głodu. Nie mniej jednak mając tego świadomość pozwalam sobie jeść częściej ale nie obżeram się i nie są to raczej niezdrowe rzeczy.

Odchudzając się rok temu schudłam poniżej swojego planu i właśnie teraz jest okazja wykorzystać tę nadwyżkę. Spodziewałam się, że jak rzucę palenie to trochę przybiorę nie będę rozpaczać z tego powodu :) 

No i właśnie nadszedł taki moment :-)

Mam nadzieję, że uda mi się napisać za jakiś czas "Rzuciłam palenie i nic nie przytyłam a raczej trochę przybrałam i zaraz zrzuciłam nadmiar kg :-)"

Ćwiczę 4x5 razy w tygodniu i nie odpuszczam a pomaga mi to oprócz dobrego samopoczucia i utrzymaniu wagi w walce z moim nałogiem. Po prostu jak poćwiczę to zapominam o papierosie na jakiś czas :-)


Tu kilka cennych wskazówek jak rzucanie palenia bez przybrania na wadze

 

poniedziałek, 20 lipca 2015

Rzucam palenie i ....łaaa jak chce mi się palić

źródło: demotywatory.pl
Podjęłam decyzję. Rzucam palenie. Od dziś chcę być szczęśliwą niepalącą osobą. Chcę znów czuć zapachy, nie mieć zadyszki na rowerach i być WOLNĄ od tej trującej substancji. Zdaję sobie sprawę że jestem od niej uzależniona ale wiem że MOGĘ i CHCĘ!!! się od niej uwolnić.

No do cholery kto w końcu rządzi moim życiem, Ja czy jakiś tytoniowy potworek?

Skoro udało się schudnąć to z fajkami też się uda!!!

Ale zaraz zaraz, od razu pojawia się myśl, "A jak przytyjesz" Nie chcesz tego - to może nie rzucaj? A poza tym, to przecież papieros łagodzi twój stres - Jak  bez tego  przeżyjesz? Jak sobie poradzisz inaczej?
Dziś jednak wiem, że to przerażony mały potworek na samą myśl o braku zaspokojenia jego głodka podsuwa mi do mózgu te fałszywe przekonania.

Ja jednak go nie słucham i od dziś walczę. Na razie jest strasznie. Od rana myślę tylko o tym żeby nie zapalić !!! Czyli myślę o fajkach, hahaha. Ale dam radę, bo CHCĘ TEGO!!!!!!


środa, 10 czerwca 2015

Mój diet coaching

Ostatnio jakoś mnie tu nie było a to dlatego, że dużo czasu poświęcam przygotowaniom do szkolenia :-)

Pomyślałam sobie ostatnio, że po coś te szkolenie z coachingu w końcu zrobiłam i może czas wykorzystać swoje umiejętności do budowania samoświadomości u innych.

 Skoro mi pomogło dlaczego nie podzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem z innymi. Jakiś czas temu znajoma która postanowiła spróbować takich sesji powiedziała do mnie "Wiesz co, ta twoja metoda to trochę jakieś czary -mary ale działa :-)"

 Dało mi to do myślenia. W końcu sama wiele razy próbowałam chudnąć metodą silnej woli i zawsze z marnym skutkiem.
Dopiero pytania coachingowe i ustalenie sobie konkretnego celu a potem po kolei go realizowanie pozwoliło na osiągnięcie sukcesu. To było tak trudne a zarazem tak proste. Takich kilka pytań, np.

1) Co zmieni się w twoim życiu gdy schudniesz? i co się zmieni gdy nie schudniesz?
2) Przypomnij sobie sytuację w której odniosłaś sukces - Co dawało Ci wtedy siłę?
3) Czy tak na prawdę kochasz siebie i swoje ciało odżywiając się tak jak teraz?
4) Czy jesz tylko wtedy gdy jesteś głodna czy też w innych sytuacjach?

 Odpowiedź na te i wiele innych pytań zmusiła mnie aby przestać oszukiwać samą siebie, że robię wszystko aby żyć zdrowo i szczęśliwie. Zgodnie z mapą zdrowego życia mogłam wybrać drogę życia lub drogę chorób i bólu. Postanowiłam wybrać to pierwsze i dobrze mi z tym ;-)


sobota, 30 maja 2015

Weekend zabawy :-D

Ubiegły weekend upłynął mi na mega zabawie :-)

W sobotę jechałam z moimi ukochanymi Zumbaludkami na Mega Maraton Zumby w Gorzowie Wielkopolskim.
 
Cały autobus śpiewał i tańczył zarówno w drodze do Gorzowa jak i z powrotem ( z powrotem nawet głośniej :-) ) 

Pomimo że chodzimy do różnych klubów i do różnych instruktorów Zumby okazuje się, że taniec łączy ludzi i podczas takich wyjazdów zawiązują się nowe przyjaźnie i znajomości :-)
Tak więc w sobotę wieczorem wróciłam:
1. Mega zmęczona
2. Mega spocona
3. Mega naładowana energią na co najmniej 2 tygodnie
4. Mega szczęśliwa :-D

A oto nasz szczeciński układ :-) 1 z 45 fantastycznych które dane było mi w ten weekend tańczyć :-)

Na prawdę nie wiem jak mogłam żyć kiedyś bez aktywności fizycznej :-)

A poniżej trochę wspomnień :-)



 


A i wracając z maratonu spotkała mnie dziwna aczkolwiek (chyba) miła sytuacja. Pod domem zatrzymało się auto, mężczyzna opuścił szybę i powiedział do mnie dzień dobry. Zatrzymałam się więc i również się przywitałam ;-) Byłam pewna że chce spytać o drogę. Tymczasem On przyjrzał mi się uważnie, po czym przeprosił, że chyba mnie z kimś pomylił.
 I wtedy  słyszę "Bo wie Pani, jest pani podobna do tej babki z telewizji, jak jej tam? o Chodakowskiej :-) Nie wiem czy miał to być komplement ale ja się poczułam extra. Okazało się, że po mojej figurze można mnie pomylić z Chodakowską i to już po 1,5 roku ćwiczeń :-)


No i oczywiście waga z dziś - 60,30 :-)

czwartek, 21 maja 2015

Nowe badanie składu ciała

Dziś po raz drugi poszłam na badanie składu ciała do gabinetu La Vita.  Badanie wykonane  urządzeniem Jawon Medical IOI 353.

 Wybrałam się na nie po pierwsze dlatego, że od listopada minęło pół roku i nadszedł czas kontroli a po drugie 2-3 kg poszły mi w górę. Postanowiłam sprawdzić czy te 3 kg to obrośnięcie w tłuszczyk czy zmieniła się również waga moich mięśni :-) Jakaż była moja radość kiedy okazało się że z tych 3 kg- 1,2 kg to przyrost masy tłuszczowej a 1,8 kg to przyrost mięśni :-D 

Zważywszy na to, że przez operację miałam miesiąc przerwy w ćwiczeniach i wypadały w ciągu tego pół roku święta Bożego narodzenia i Wielkanocne, wynik uważam za bardzo dobry :-)
Według zestawień wciąż ważę za mało :-) ale ten kilogram tłuszczyku przerzucił mnie w zestawieniu tabeli z sylwetki mocno umięśnionej mało odtłuszczonej do sylwetki w idealnej normie :-)

Bardzo lubię La Vita nie tylko dlatego, że można u nich zrobić badanie składu ciała i skorzystać z porad dietetyka ale przede wszystkim dlatego, że mogę tam kupić mnóstwo zdrowych, dietetycznych produktów których nie dostanę w pierwszym lepszym sklepie. Dlatego też, z czystą przyjemnością mogę zrobić im tu darmową reklamę :-) La vita - sklep ze zdrową żywnością Szczecin

poniedziałek, 18 maja 2015

Zielono mi :-)

Ostatnio czytałam o cudownych właściwościach czarnuszki. Dziś dostałam właśnie przesyłkę z tym magicznym olejem a także czarnuszkę w formie przyprawy więc od jutra zaczynam sprawdzać te jej cudowne właściwości.

Moja znajoma niedawno dała mi przepis na zupę krem z jarmużu ( nigdy go nie jadłam) z mlekiem kokosowym i z dodatkiem właśnie czarnuszki do smaku. Pomyślałam że kiedyś go wypróbuję. 

Wracając z pracy zastanawiałam się co dziś wymyślić na obiad tak żeby jak zwykle było smacznie i dietetycznie :-) Weszłam do sklepu i pierwsze co rzuciło mi się w oczy na lodówkach to jarmuż :-) Pomyślałam, że to znak :-) W torbie trzymam właśnie czarnuszkę a tu proszę i jarmuż się  do mnie uśmiecha :-)

Niewiele myśląc dokonałam zakupu i oto dziś na obiad pyszna Zupa z Jarmużem i zielonym groszkiem z dodatkiem mleka kokosowego :-) 




Przepis na zupę można znaleźć tu: zupa z jarmużu i groszku. Muszę przyznać, że smak ma dosyć orientalny. Taka nutka słodkości mleka i ostrości przypraw. Z przepisu wychodzi około 4 porcji więc zapewne mam teraz obiad na 4 dni :-) 

Dziś jako dodatek do zupy było jajko w koszulce i 20 gr. grzanek czosnkowych. Jutro może dodam sera na próbę żeby nie było monotonnie :-) 

Ja osobiście następnym razem dam mniej wody niż w przepisie, bo jak dla mnie zupa wyszła za rzadka. Mimo tego że była taka raczej do picia to porcją ok 500 gr. spokojnie się najadłam :-)

Jedna porcja takiej zupy  (500 gr) to ok 260 kal. ( w tym białko 9,3 gr węglowodany 16 gr i tłuszcz też 16 gr.) Jeśli jednak dodamy do niej jajko w koszulce to kaloryczność porcji wynosi ok 350 kal. Jak widzimy i to niewiele :-)

sobota, 16 maja 2015

Nadmiarowa aktywność fizyczna

Dość często spotykam na różnych forach i grupach osób odchudzających zjawisko nadmiarowego zapału do ćwiczeń. Podobne zresztą zachowania osób z nadwagą można zaobserwować na siłowni i w  klubach fitness. Polega ono na tym, że osoby zaczynające walkę z nadwagą postanawiają ćwiczyć.

 I o dziwo nawet jeśli ich wcześniejsza aktywność fizyczna była zerowa to teraz postanawiają ćwiczyć codziennie. Tak też robią. Ci co mają karnet to siedzą codziennie po 1-2 h na zajęciach i wylewają siódme poty a Ci którzy nie chodzą do klubów wynajdują coraz to i nowe filmiki Chodakowskiej, Mel B i tudzież innych a do tego 2 x dziennie bieganie lub orbitrek :-) 

Skutek jest taki że po miesiącu diety czyli próby zagłodzenia organizmu przy takiej dawce aktywności ten się oczywiście buntuje i motywacja do ćwiczeń spaaaada.

Przyplątują  się różne choroby, dochodzi do urazów, bólów stawów, kości itp. I znów aktywność równa się zero a i do diety jakoś tak bardziej podchodzimy jak do jeża. I osoby takie wracają do punktu wyjścia. Zazwyczaj po miesiącu, dwóch znikają z forum i na siłowni też ich przez dłuższy czas nie zobaczymy. 

Dlaczego tak się dzieje? Po prostu przetrenowują organizm!!

A więc czy warto ćwiczyć codziennie ?

Wszystko zależy od tego jaki efekt chcemy osiągnąć. Jeśli jednak zależy nam w pierwszej kolejności na zgubieniu paru kilogramów zacznijmy ćwiczyć np. dwa, trzy razy w tygodniu. Wykonujmy lżejsze wersje ćwiczeń. Dzięki temu łatwiej wyrobić sobie nowe nawyki.

Spróbujmy znaleźć ćwiczenia które będą sprawiały nam przyjemność. Znalezienie tego, co sprawia  przyjemność, to klucz do sukcesu! Wtedy jest o wiele większe prawdopodobieństwo, że będziemy ćwiczyć regularnie. Jeśli lubimy tańczyć – idźmy na zumbę, bokwę lub aerobik z elementami salsy. 






 






Jeśli lubimy wolne i spokojne ćwiczenia, a nie jesteśmy fanką ćwiczeń kardio – wybierzmy jogę lub pilates. Ćwiczenia wykonujmy przez 2-3 dni i zróbmy 1 dzień przerwy. 





Kiedy już uda nam się nabrać trochę wprawy i zgubimy parę kilogramów być możne najdzie nas ochota na ujędrnienie ciała. Do tego najlepsze są ćwiczenia z obciążeniem. 
Trening z obciążeniem = jędrne ciało.
 Jeśli wykonujemy ćwiczenia wzmacniające i od jakiegoś czasu efektów już prawie nie ma, czas wziąć hantle/sztangę w dłoń.
Pamiętajmy jednak, że połączenie drastycznie niskokalorycznej diety i treningów z obciążeniem nie ma najmniejszego sensu. Żeby efekty takich ćwiczeń się pojawiły (nazwijmy je w uproszczeniu zagęszczeniem wiotkiego ciała), musimy dostarczać do organizmu odpowiednią ilość węglowodanów, białek (!) i tłuszczy.
Dobrym pomysłem jest wykonywanie treningu siłowego
2 dni z rzędu / 1 dzień treningu aerobowego / 1 dzień odpoczynku

Dlatego też o wiele lepiej jest zacząć swoją przygodę z aktywnością od ćwiczeń 2-3 razy w tygodniu. W miarę upływu czasu, być może tak nam się to spodoba, że będziemy chcieli więcej i więcej.

 U mnie tak właśnie było :-) Zaczynałam od ćwiczeń w piątki i niedziele. Dziś trenuję 4-5 razy w tygodniu i kondycja rośnie z każdym treningiem. Z każdym treningiem mam też ochotę na więcej :-) 

 Tak więc odpuść sobie codzienne ćwiczenia a przekonasz się że na dłużej starczy Ci siły i będziesz ćwiczyć dłużej niż 2-3 miesiące. Może nawet całe życie?