sobota, 30 sierpnia 2014

Krótko- długa historia mojego sukcesu :-D

Dziś minęło równo 7 miesięcy odkąd postanowiłam zmienić swoje życie. Właściwie na początku postanowiłam zmienić tylko swoje ciało. Wyszło jednak trochę inaczej.  Czy żałuję? 
Absolutnie nie :-)

W tym krótkim cytacie znalezionym w sieci można ująć całą moją hisorię odchudzania w pigułce. Bardzo mi się on podoba i w całości się z nim utożsamiam :-)

"Motywacja to klucz do pięknego wyglądu. Udowodnij sobie, że potrafisz dotrzeć do celu. Pokaż całemu światu, że masz silną wolę i nie rządzi tobą tłusty, słodki pączek czy miska makaronu. Jeżeli osiągniesz zamierzony cel i zdołasz go utrzymać, wzrośnie twoje poczucie własnej wartości. Po prostu bardziej się polubisz, nabierzesz do siebie szacunku i będzie ci ze sobą lepiej: przecież jeśli byłaś w stanie zmienić swój styl życia, figurę i całą garderobę na kilka rozmiarów mniejszą, to duży i odpowiedzialny projekt w pracy też nie sprawi ci żadnego problemu. Zyskujesz więc podwójnie: piękne ciało i pewność siebie" 
źródło: temysli.pl

Tak więc na początku lutego było mnie 80 kg smutnej i niezadowolonej wiecznie z siebie kobietki. przebierałam się po ciemku bo nie znosiłam swojego widoku w lustrze. Tak wiem, wiem nie byłam wielorybem ( jeszcze :-) ) ale nie chciałam czekać, aż nim zostanę a wszystko na to wskazywało. 
Im bardziej nie lubiłam swojego odbicia w lustrze tym bardziej zajadałam swój stres, frustrację, niezadowolenie, że nie potrafię nic zmienić, że nic mi się nie chce itp. 

Oczywiście na zewnątrz dla ludzi nadal byłam wesoła, uśmiechnięta wiecznie żartująca ( nawet ze swojego wyglądu ) I gdy jadłam na imprezie 3 kawałek tortu to z uśmiechem na twarzy mówiłam, że przecież ja tak uwielbiam torty i jakiś nałóg w końcu trzeba mieć :-) Albo jeszcze bardziej ponurym żartem leciałam typu "na coś w końcu trzeba umrzeć" ( Notabene mówią tak bardzo często ludzie uzależnieniu od papierosów, alkoholu,  narkotyków czy każdej innej substancji chociażby cukru po to aby zminimalizować przed samym sobą skutki nałogu - taki standardowy mechanizm uzależnień czyli minimalizacja, racjonalizacja itp)

Seks dla mnie praktycznie przestał istnieć, gdyż moje libido malało wraz z moim poczuciem wartości czyli z każdym nabytym kilogramem. I choć mąż twierdził, że nadal  jestem dla niego piękna jakoś nie potrafiłam w to uwierzyć. Nasze rozmowy często brzmiały jak w dobrym kabarecie:

Ja- Kochane czy ja Ci się jeszcze podobam
On-Oczywiście że mi się podobasz :-)
Ja- No ale jak, przecież ja jestem gruba a poznałeś i pokochałeś mnie taką szczupłą?
On ( delikatnie) -  Nooo. to może zacznij troszkę się ruszać i nie jedz tyle słodyczy skoro się źle czujesz z tą wagą?
Ja ( już wściekła)- Ha, widzisz jednak Ci się nie podobam, bo mówisz że powinnam ćwiczyć i się odchudzać !!!
itd, itd.

 Ot takie rozmowy prowadziliśmy sobie coraz częściej co wcale nie powodowało, że nasze małżeństwo stawało się coraz bardziej trwałe i bliskie :-) Nie oszukujmy się, mój staruszek był już zmęczony moim wiecznym narzekaniem na nawagę lub kolejnymi dietami. Dlatego też kiedy powiedziałam że od lutego idę na dietę, On uśmiechnął się tylko pod nosem :-)

Tak więc 01. lutego 2014 roku  dokładnie w sobotę postanowiłam się po raz kolejny odchudzać.

Waga startowa 79 kg. Mój cel 63 kg.

Nabyłam same produkty light, serków jogurtów, warzyw i owoców i nie miałam żadnego planu co dalej. Przez pierwsze kilka dni jadłam jak wróbelek i ciągle byłam głodna. Nie myślałam i niczym innym jak o jedzeniu.  Oczywiście na początku szukałam cudownych tabletek które pomogą mi schudnąć z 15 kg w miesiąc ale na szczęście się opamiętałam i nie dałam naciągnąć na jakieś specyfiki ,które zapewne  odchudziły by mi w pierwszej kolejności portfel. Po kilku dniach takiego nijakiego jedzenia postanowiłam jednak poszukać jakieś ułożonej diety, gdyż nie potrafiłam sobie sama ułożyć jakiegoś sensownego menu. Tak oto odkryłam dietę XYZ (nazwa nieważna bo nie chudzi tu o reklamę ;-) )  którą zaczęłam z powodzeniem stosować. Posiłki były smaczne, porcje duże, najadałam się i odkryłam, że lubię smaki warzyw których nigdy bym pewnie nawet nie spróbowała. Przyprawy zastosowane w tej diecie, które wspierają proces odchudzania stosuję w posiłkach do dziś :-)

Po dwóch tygodniach postanowiłam, że może warto by było ruszyć tyłek i coś tam jednak poćwiczyć. Kupiłam orbitrek i na nim zaczęłam przygodę z aktywnością fizyczną. Potem doszłam do wniosku, że zaczyna mnie to nudzić a do tego bolą mnie kolana i wybrałam się do klubu fitness na Zumbę. Tak się zaczęła moja miłość do Zumby i przez kilka miesięcy tak sobie ćwiczyłam 2 x w tygodniu Zumba na przemian z rowerami lub innymi ćwiczeniami a do tego ze dwa razy w tygodniu po pół godz orbitreka podczas oglądania ulubionego serialu.

Waga leciała w dół jak szalona z czego byłam niezmiernie dumna. W kwietniu zaczęłam się zastanawiać ile czego tak na prawdę jem a ile powinnam i zaczęłam liczyć kalorie. Dieta XYZ nadal była moją główną ale zaczęłam tez wprowadzać inne posiłki znalezione w sieci. Coraz bardziej lubiłam aktywność fizyczną i czułam ewidentnie, ze rośnie mi moja wytrzymałość i kondycja z każdymi kolejnymi ćwiczeniami. W maju osiągnęłam wymarzoną wagę ale nie bardzo wiedziałam jak wyjść z diety. Bałam się skończyć z dietą z dnia na dzień. Wiedziałam, że gdy wrócę do starego menu to efekt jojo murowany. Poza tym polubiłam to nowe menu i te moje nowe życie. Nadal liczyłam kalorie tylko co tydzień zwiększałam ich ilość w menu po to aby łagodnie dojść  do ok 2000 kal  które mogłam spokojnie jeść.  Ćwiczenia stały się moja niemal codziennością i na siłowni bywałam z 3x4 razy w tygodniu.

Waga nadal spadała choć nie było to już zamierzone. I tak oto pod koniec lipca waga zatrzymała się w okolicach 60 kg a moje menu na poziomie 2000-2100 kal dziennie. Ćwiczę nadal i na razie nie zamierzam przestać a moje menu jest dziś już o wiele zdrowsze, chudsze, mniej przetworzone. Pozwalam sobie obecnie na słodkości a nawet od czasu do czasu na pizze :-) W końcu mam zapas kg jakby co ;-) Bardzo chciałabym utrzymać wagę przynajmniej na pułapie tych 63 kg które sobie założyłam jako cel.

Jeśli chodzi o moje wymiary to co się zmieniło?
Waga początkowa                      Waga obecna          Różnica
      79 kg                                        60 kg                   - 19 kg
Wymiary początkowe                    Obecne                  Różnica
łydka - 37 cm                                   33 cm                    - 4 cm
kolano - 43 cm                                 37 cm                    - 6 cm                   
udo - 66 cm                                      53 cm                    - 13 cm
biodra - 106 cm                                92 cm                    - 13 cm
pas - 95 cm                                       77 cm                    - 18 cm
talia - 82 cm                                     69 cm                     - 13 cm
piersi - 100 cm                                 86 cm                     - 14 cm
biceps - 32 cm                                 27 cm                       -5 cm

Tak więc zakładając że mam po dwie ręce i dwie nogi jest mnie razem - 20 kg i - 113 cm w obwodach !!!! 
:-D :-D :-D

Co się zmieniło poza moim ciałem? Oczywiście tak jak napisane jest u góry w cytacie. Wzrosła moja pewność siebie, moja samoakceptacja, czuję ze teraz ja rządzę moim życiem a nie tabliczka czekolady czy kawałek tortu. Po za tym wierzę coraz bardziej, że wszystko w życiu można osiągnąć jeśli się bardzo stara i do tego dąży. Prowadzę swoją grupę Odchudzanie dla kobiet od FAT do FIT  i stronę społecznościowa na FB  @Paniswojejwagi w której motywuję innych a także piszę regularnie tego bloga :-)

Oby tak dalej :-)

 EDIT:  Mamy październik 2017. Od tego wpisu minęły ponad 3 lata. Czy coś się zmieniło od tamtego czasu w moim życiu?  Hmm... WSZYSTKO :D
Rzuciłam palenie, zmieniłam pracę, zostałam instruktorem ZUMBA, obecnie jestem na etapie zupełnej  zmiany profilu zawodowego, mam odwagę widzieć w sobie piękno i czuć się Panią SwojejWagi :) Mam 8 kg więcej choć chciałabym 5 mniej ;P  Wiem, że Gruba JA będzie ze mną już na zawsze ale staram się ją polubić, zakolegować jednak nie dawać satysfakcji wygranej nade mną :) Mam chwile, zwątpienia, odpuszczenia ale dziś wiem, że to co robię, robię dla siebie. dla swojego zdrowia i dla dobrego samopoczucia.


01.02.2015 - początek diety - 79 kg

31.07.2015- cel osiągnięty- 60 kg

środa, 27 sierpnia 2014

Mój motywator do zmian

Postanowiłam dziś zmienić nazwę swojej strony na FB aby łatwiej ją było znaleźć. I tak z nazwy Diet Coaching - Motywator Dietetyczny powstała nam strona z nazwą " Schudnij Taak - Motywator dietetyczny"  Niby zmiana niewielka ale sporo osób jeszcze nie wie co to ten coaching i z czym to się je :-)
Wątpię, żeby wiele osób wrzucało w wyszukiwarkę słowo Coach. Natomiast słowo Schudnij jest wyszukiwane pewnie o wiele częściej :-)

Pomału zaczynam dostawać "Like" od osób nie znanych  mi na FB co mnie bardzo cieszy bo to znaczy, że strona im się podoba. Co prawda nie umieszczam tam jakiś wiele swoich innowacyjnych postów tylko udostępniam ciekawe info które znajdę w sieci. I tak dla mnie jest sukcesem to, że w ogóle coś robię. Mam nadzieję, że w jakiś sposób motywuję innych ale tak na prawdę sama czerpię wielką moc z tego mojego "motywowania".

No bo w końcu jak to? Ja osoba wiecznie zmęczona ( w kółko praca, dom dzieci itp), niezadowolona, zła i nie lubiąca siebie nagle nie dość, że staje się łabędziem to jeszcze okazuje się, że być może ma coś ciekawego do zaoferowania innym.


Może czasem wystarczy uwierzyć choć trochę w siebie i po prostu spróbować?


źródło: demotywatory.pl

czwartek, 21 sierpnia 2014

8 wskazówek pomocnych w odchudzaniu

Natknęłam się dziś w sieci na zdjęcie przedstawiające 8 wskazówek pomocnych w odchudzaniu.

Oto one:


Jeśli chodzi o mnie to faktycznie większość z nich ostatnio stosuję a niektórych nie udaje mi się niestety w dalszym ciągu zrealizować ( no cóż, nie ma ideałów :) )

Po pierwsze nie jem ciemnego mięsa tylko ryby, kurczak i indyk. Ewentualnie pozwolę sobie  latem raz na jakiś czas na kotlecika z karkówki z grilla czy kiełbaskę z ogniska

Po drugie nie kupuję i tym samym nie jem chipsów, paluszków i solonych orzeszków ani tudzież podobnych przekąsek. Zdarza mi się jednak spożywać takie produkty np.w  postaci moich ulubionych ostatnio ciastek belvita które jakby nie było są wysoko przetworzoną żywnością.

Po trzecie nie jadam fast foodów. Nawet jak jestem głodna to omijam je z daleka ( zresztą wtedy tym bardziej :-) ) a jeśli już muszę skorzystać to kupuję w SubWay  kanapkę no w ostateczności od czasu do czasu ( gdy mam baardzo dużą ochotę to Rollo z kurczakiem i bardzo małą ilością sosów) . Ewentualnie robię sobie w domu swój własny fast food czyli kupuję ciasto na tortille, kroję warzywa, griluję kurczaka i robię sos jogurtowo czosnkowy - Pycha -przynajmniej tak twierdzi moja rodzinka :-)

Po czwarte ćwiczę 3-4 razy w tygodniu a tym samym więcej wychodzę z domu, bo na ćwiczenia też trzeba dojść :-)

Po piąte z pewnością jem więcej warzyw i owoców. I wcale się nie stosuję do zasady, że owoce tylko do południa a wieczorem nie są dobre jako posiłek. Wychodzę z założenia, że lepsze jabłko czy nawet garść winogron przed snem od bułki z kiełbasą i majonezem :-) 

Oczywiście nie jem na kolację samych owoców, gdyż wiem, że zjadając je na kolację po godzinie czy dwóch znów będę głodna. Dlatego też, jem na kolację coś co pozwoli mi wytrwać do rana.  Jeśli jednak zdarzy mi się chęć na podjadanie po kolacji to wtedy, jak już muszę pozwolę sobie np. na jabłko czy mandarynkę. W każdym razie niewielką porcję i jak widać na razie mi nie szkodzi na figurę :-)

No i po szóste..... hmm. No właśnie wysypiać się. No tu niestety legnę na całej linii i nie umiem nic na razie wymyślić żeby to zmienić. Także śpię po  max 6 godzin na dobę przez co zapewne mam mniej energii w ciągu dnia niż bym chciała. Więc z pewnością tu jest mój obszar do zmiany i pracy nad sobą. Potrzebuję tak poukładać plan dnia, żeby ze wszystkim się szybciej wyrobić, ewentualnie z czegoś zrezygnować. Innymi słowy potrzebuję lepszej organizacji pracy własnej.

Ale to temat nie na teraz :-) Jeszcze przyjdzie czas na takie zmiany. Nie wszystko na raz bo gdy robimy za wiele rzeczy to częściej zdarza nam się poddać gdy coś nie wyjdzie.

 Teraz skupiam się na utrzymaniu wagi.

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Ostro słodka sałatka - zielono wybuchowa

Dziś wypróbowałam kolejny rewelacyjny przepisik na ostro - słodką sałatkę.

Osobiście uwielbiam takie połączenie smaków choć pewnie w życiu sama nie wpadła bym na to, żeby coś takiego wymyślić.

Szkoda, że siła wyższa nie obdarzyła mnie talentem kulinarnym :-)

Oto przesmaczny przepis na sałatkę z rukolą i granatem.


Sałatka na imprezę z rukolą i granatem - składniki:

- 3 garście umytej i osuszonej rukoli
- pół owocu granatu
- 10 orzechów włoskich
- gruszka
- ser pleśniowy (ja użyłam błękitnego Lazura)

sos winegret z soku granatu:
2 łyżki oliwy z oliwek, 2 łyżki soku z cytryny, 6 łyżek soku z ziaren granatu, łyżeczka musztardy Dijon, czarny pieprz (wszystkie składniki należy połączyć i dokładnie wymieszać)

Sałatka na imprezę z rukolą i granatem - przygotowanie:

Rukolę układamy na dużym, płaskim talerzu. Na niej kładziemy w dowolnej kolejności: gruszkę pokrojoną w paski, ser pokrojony w kostkę, orzechy i kilka łyżek ziarenek granatu. Wszystko skrapiamy przygotowanym wcześniej sosem winegret z soku granatu.


 Przepis jak i zdjęcie zapożyczone ze strony " Proste przepisy na sałatkę"