sobota, 26 lipca 2014

Wakacje i po wakacjach

Właśnie wróciłam z Londynu.

Byłam tam pierwszy raz ale bardzo mi się tam podobało.

Zwiedziliśmy sporo miejsc tradycyjnych typu Big Ben, London Eye, Palace Buckingham czy Tower Bridge oraz kilka takich które nie są ikoną kultury ale dla mojej 10 letniej córki były niezłą frajdą.

Sama byłam zachwycona 3 piętrowym sklepem z zabawkami Hamleys czy M&Ms-ami. A w sklepie Harrego Pottera na peronie 9 3/4 spędziłam mnóstwo czasu :-) Dla fana Harrego to niezła gratka.

 Żałuję tylko że nie udało nam się pojechać Studia Harrego Pottera :-( Niestety okazało się, że bilety trzeba bukować z miesięcznym wyprzedzeniem czego niestety wcześniej nie sprawdziliśmy.

Nie mniej jednak było na prawdę fantastycznie :-)

Nie miałam możliwości się zważyć w poprzednią sobotę i zważyłam się wczoraj po powrocie. I co się okazało? Że waga pokazała 59,1 kg. Nie liczyłam tam kalorii bo nie miałam dostępu do internetu a zresztą od niego też warto sobie zrobić przerwę :-)

Jadłam w sumie niewiele i raczej nieregularnie, gdyż niestety mając tak napięty grafik niezbyt była ku temu możliwość. Ale starałam się mieć w torbie zawsze butelkę wody mineralnej  i jakiś owoc. Kiedy jedliśmy na mieście starałam się aby były to sałatki i dania z kurczaka, bez panierek, tłustych sosów i frytek. No dobra, frytki też dwa razy zjadałam. :-)

Poniżej kilka pamiątkowych fotek z wakacji w mojej nowej wersji JA :-)









A tu jeszcze jedno wspomnienie, tym razem z nad morza :-)


sobota, 5 lipca 2014

Dieta dietą a cellulit żyje swoim życiem :-)

A waga dalej w dół. Dziś jest 59,60 pomimo tego, że jem ok 2000 kal. Hmm,może jednak przejdę na 2100 kal?

Oczywiście nie jest tak, że zawsze i codziennie udaje mi się zjeść równo 2000 kal i jest to raczej tak między 1900 a 2000, nie mniej jednak staram się nie przekraczać 2000 kal. No więc jeśli waga będzie spadać to te 2100 jest do rozważenia.

Wracając jednak do tematu postu czyli mojego znienawidzonego cellulitu, to pomimo tak niskiej wagi i szczupłych ud moje nogi przypominają galaretki i chodzenie w krótkich spodenkach jest dla mnie niezbyt komfortowe. Zwłaszcza tłuszczyk nad kolanami jest dla mnie trudny do zgubienia.


W związku z tym, że za dwa tygodnie jadę na wakacje w odwiedziny do siostry do Londynu postanowiłam zainwestować w zabiegi antycellulitowe, ot żeby zrobić jeszcze bardziej oszałamiające wrażenia na Londyńczykach ;-) 

Wybrałam się więc do gabinetu La Friori gdzie przemiła Pani Małgosia zaproponowała mi w promocji zabieg falami radiowymi i liposukcję kawitacyjną. Jeden zabieg kosztuje ok 180 zł a trzeba ich zrobić całą serię. Nie mniej jednak Pani Małgosia powiedziała, że dla mnie wystarczy max. 6 zabiegów i przy wykupieniu takiego pakietu zapłacę 700 zł.
Pomyślałam, że trochę dużo ale co tam, zaryzykuję.

Tak więc od poniedziałku rozpoczęłam serię 6 zabiegów po 3 w tygodniu.

Pani Małgosia ostrzegła mnie, że po zabiegu mogę mieć przez jakiś czas siniaki i podczas kuracji trzeba trzymać się nisko tłuszczowej diety oraz pić hektolitry wody aby wypłukać toksyny i rozbity tłuszcz który przedostaje się do krwiobiegu. Z dietą problemów raczej mieć nie będę i z piciem wody też raczej nie :-)

Jestem już po 3 zabiegach i muszę przyznać, że na razie efekty nie są oszałamiające bynajmniej wizualnie ale skóra faktycznie jest bardziej napięta.  Siniaki oczywiście są, ale smaruję skórę żelem na stłuczenia i siniaki i schodzą szybciej. Zmierzyłam sobie obwody w udach i nad kolanami aby porównać wyniki z przed i po zabiegach. I tak przed zabiegiem jest to:
UDO - 54 cm
KOLANO -  38,5 cm

Zabieg nie jest bolesny ale momentami nieprzyjemny. Wygląda to tak: