sobota, 28 czerwca 2014

Zumbowanie w terenie

Moja waga z dziś to równe 60,00 kg czyli ciągle z lekką tendencją w dół.
Jem już 1900-2000 kal więc kończę właśnie etap wyprowadzania bo teoretycznie te 2000 kal  to jest przy mojej wadze i wzroście ilość potrzebna do utrzymania wagi. No to zobaczymy na ile sprawdzają się te prognozy i kalkulatory internetowe. 

Byłam właśnie na swoim pierwszym Zumbowaniu w terenie :-)

 Była mega moc i mega energia.  Na prawdę nie przypuszczałam, że tańczenie Zumby będzie powodować u mnie taki wzrost adrenaliny, endorfiny i serotoniny.

  W zasadzie znam na pamięć już wszystkie układy które tańczymy więc nie mam żadnej spiny na zajęciach. I wcale ale to wcale nie peszyło nie to, że patrzą na nas zupełnie obcy ludzie :-)










Mam już nawet kilka swoich ulubionych kawałków i tańczę Zumbę nawet gdy prowadzę samochód a w radiu leci mój ulubiony utwór :-) taki jak na przykład ten:


sobota, 21 czerwca 2014

Nowe ulubione smaki

Dziś na wadze 60,50  kg.

Od ponad dwóch miesięcy szukam dla siebie inspiracji co by tu jeść aby nie było monotonnie ale za to zdrowo i tak co jakiś czas wypróbowuję nowy przepis.

Dziś wypróbowałam przepis na pizzę z mąki orkiszowej a ostatnio zrobiłam pyszne dietetyczne mielone.

Pizza smakowała o wiele lepiej od takiej kupionej w pizzerii :-)

 Cała rodzinka się nią najadła i pochwaliła co się rzadko zdarza jeśli chodzi o moje dietetyczne dania :-)

Pizza może taka nie do końca mało kaloryczna ale z samych zdrowych składników a przecież węglowodany i dobre tłuszcze tez są nam potrzebne w codziennej diecie. Poza tym moja waga pozwala stanowczo na zjedzenie sobie 2 kawałków pizzy raz na jakiś czas.

przepis na pizzę znalazłam tu

źródło: http://kobieceinspiracje.pl




Drugim moim hiciorem który na pewno często będzie królował na moim stole będą mielone z indyka. Przepis wzięłam stąd ale zamiast oliwek ( których nie znoszę) i marynowanej papryki dodałam świeżej czerwonej papryki i oczywiście przyprawiłam papryką, czosnkiem i ziołami prowansalskimi.

 
źródło: http://kobieceinspiracje.pl

sobota, 14 czerwca 2014

Pochwała puszystości czy kult szczupłości.

I kolejne ważenie za mną a wraz z nim odnotowany spadek wagi.

Dziś było 60,9 kg.

To już 2,1 kg poniżej założonego sobie planu. Na szczęście ewidentnie proces chudnięcia spowolnił bo już zaczynałam się martwić :-)

Moje wyprowadzanie z diety jest na etapie 1700-1800 kal. 
Do tego ćwiczenia : 3 -4 razy w tygodniu ( Zumba, obwodowy, interwały) 

Przeczytałam dziś na Cafe cudowny artykuł na temat tego co lepsze puszyste czy chude?
Ja osobiście podpisuję się obiema rękoma pod tekstem autorki że " Proporcjonalna, szczupła (nie boję się tego słowa) sylwetka kobiety lub mężczyzny ma prawo się podobać - i podoba się!

Kojarzy się ze zdrowiem, mądrością, pracą nad sobą, równowagą ciała i umysłu. Kojarzy się z zadbaniem, optymizmem, dużymi możliwościami, większą szansa na szczęście. Kojarzy się z dobrobytem, który również nie jest rzeczą złą, co wynika z samej nazwy. Wreszcie, kojarzy się z pożądaniem, bo filozofia filozofią, ale przeciętny człowiek pożąda – jawnie lub skrycie - wszystkiego, co wymienione powyżej, i w sumie trudno mu się dziwić"

 Zgadzam się również z tym, że " nadmiar tuszy kojarzy im się często z zaniedbaniem, lenistwem, rozlazłością, czasem z lekceważeniem siebie i otoczenia, brakiem poczucia estetyki. Widziałam mnóstwo osób płci obojga i w różnym wieku, bez ubrania i ze znaczącą nadwagą. I twierdzę, że trzeba by zawrócić Nil kijem, by widoki te uznać za piękne. Przykro mi. Nie dostrzegam piękna w zwisach nad kolanami, zwałach brzucha zasłaniających genitalia, monstrualnych piersiach (także u mężczyzn) czy galaretowatych, tłustych ramionach. Nie widzę go i już! Jest dla mnie w otyłości coś pospolitego i nieeleganckiego – a szczególnie w gigantycznych, wyeksponowanych pupach i biustach."

Może to trochę i ostro powiedziane ale w końcu to prawda że księżniczkami świata tego pozostają kobiety zbudowane wzorcowo, czytaj: szczupłe, smukłe i wiotkie. A więc dlaczego i ja nie miałabym być taką księżniczką?  :-D



W zasadzie jest to potwierdzenie tego, co pisałam tu już wcześniej. Jako osoba która miała nadwagę, nie boję się powiedzieć, że puszystość to nic fajnego. I że z zazdrością patrzy się na kobiety które są szczupłe z natury cokolwiek i ilekolwiek by jadły.
 A z jeszcze większą zazdrością patrzy się na te które aby zachować szczupłą sylwetkę ciężko pracują zdrowo się odżywiając lub ćwicząc.
I nie ma co kryć tego, że zawsze ale to zawsze szuka się racjonalizacji dla swojego lenistwa i udaje się że albo się lubi siebie takiego albo że nie ma się czasu, możliwości, pieniędzy na to aby to zmienić. A to wszystko bujda na resorach :-(
I jestem tego najlepszym przykładem, że kiedy odrzuci się wszystkie błędne przekonania i włoży trochę wysiłku ( wcale nie pieniędzy i czasu) to można być szczupłym, atrakcyjnym i czuć się lekko i zdrowo.

sobota, 7 czerwca 2014

Stres a dieta

Waga nadal leciutko w dół. Dziś pokazała 61,2 kg.

Dziś trochę o stresie. 

Stres na pewno nie pomaga utrzymaniu wymarzonej wagi, gdyż często jest zajadany choć może nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy.

 Podobno naukowcy dowodzą że ludzie zestresowani jedzą o wiele więcej słodkiego. Podczas stresu wydziela się hormon, który motywuje nas do zjedzenia czegoś słodkiego.

 Im dłużej jestem na diecie, tym bardziej jest to u mnie widoczne. 

Kiedy jestem bardziej spokojna i zrelaksowana to o wiele mniej odczuwam apetyt na słodycze i podjadanie. Natomiast podczas sytuacji stresujących ( a bywają dni kiedy nie mam wpływu na trudne sytuacje które wydarzają się w moim, życiu) jest mi o wiele trudniej zapanować nad chęcią podjadania.   

Co w takim razie mogę zrobić z robić z stresem?

 Ano, pozostaje nauczyć się rozróżniać głód jedzeniowy od głodu stresowego, i rozładować emocje w inny sposób niż zaglądanie do lodówki.

W jaki? Poniżej lista pomysłów:


niedziela, 1 czerwca 2014

Moja metamorfoza -dekalog dbania o siebie


Dzisiaj znów na wadze mniej bo 61,1 kg. 

Kurczę gdy człowiek chce schudnąć to jakoś nie może a tu proszę. Nie zależy mi a waga spada :-) Może to i dobrze, bo zostanie mi jakiś zapasik w razie gdy przybiorę później na wadze :-)

Właśnie minęło równe 4 miesiące gdy rozpoczęłam swoją walkę z nadmiernymi kilogramami i walkę o powrót do wyglądu z przed 15 lat. Praktycznie mi się to już udało ( co prawda kiedyś ważyłam ok 57 kg ale jak widzę się na zdjęciach z przed lat to sama stwierdzam, że to było za mało)

Dla porównania wrzucam zdjęcia siebie sprzed odchudzania i "po". Normalnie mogę się upajać swoim widokiem :-)
Przed i po metamorfozie

Co zmieniłam przez ten czas?

Oczywiście oprócz nastawienia do samej siebie i wiary w to, że można osiągnąć to o czym się marzy jeśli się tylko bardzo stara i nie odpuszcza, to zmieniłam również prawie całkowicie moje nawyki żywieniowe.

I tak oto powstał mój własny dekalog dbania o SIEBIE :

1.W ogóle nie jem białego pieczywa (  no dobra zdarza się raz na 1-2 miesiące) 


2. Jem tylko ciemny ryż, kasze, razowy makaron ( ziemniaki raczej tylko do zupy)

3. Przyprawiam praktycznie wszystkie potrawy odchudzającymi przyprawami tj. bazylia, oregano, zioła prowansalskie, chili, papryka, curry, imbir, cynamon, pieprz, czosnek itp. 

4. Praktycznie wcale nie jem smażonych potraw a już na pewno nie panierowanych ( tak więc o KFC mogę zapomnieć ;-) )

5. Nie piję żadnych słodkich napojów a soki tylko własnej roboty. Piję dużo wody mineralnej (ok. 1,5 litra dziennie minimum)

6. Nie słodzę kawy, herbaty. Używam do słodzenia potraw stewi, ksylitolu lub miodu.

7. Jem dużo więcej warzyw i owoców ( staram się aby w każdym posiłku były choć z dwa plasterki jakiegoś warzywa) Pokochałam szpinak i warzywa na parze które robi się dosłownie w 15 minut i obiad gotowy :-)

8. Z mięs jem tylko kurczaka lub indyka, oraz jem więcej ryb. ( karkówka od wielkiego święta ;-) ) A łosoś stał się moją ulubioną rybą :-)

9. Ruszyłam tyłek i począwszy od lenia kanapowego zostałam stałą bywalczynią klubu fitness. Ćwiczę przynajmniej 3-4 x tygodniowo.

10. Nie odpuszczam nawet kiedy jest źle, kiedy zdarzają się chwile załamania, braku chęci, kiedy upadam na kolana, to wstaję, otrzepuję się i ruszam dalej walczyć o siebie. Kiedy mam zakwasy to idę ćwiczyć mimo bólu, bo wiem że najgorzej to odpuścić. Kiedy się nażrę słodkiego czy tłustego, to idę więcej poćwiczyć. A przede wszystkim uwierzyłam że wszystko można!!!