sobota, 31 maja 2014

Moja metamorfoza -dekalog dbania o siebie


Dzisiaj znów na wadze mniej bo 61,1 kg. 

Kurczę gdy człowiek chce schudnąć to jakoś nie może a tu proszę. Nie zależy mi a waga spada :-) Może to i dobrze, bo zostanie mi jakiś zapasik w razie gdy przybiorę później na wadze :-)

Właśnie minęło równe 4 miesiące gdy rozpoczęłam swoją walkę z nadmiernymi kilogramami i walkę o powrót do wyglądu z przed 15 lat. Praktycznie mi się to już udało ( co prawda kiedyś ważyłam ok 57 kg ale jak widzę się na zdjęciach z przed lat to sama stwierdzam, że to było za mało)

Dla porównania wrzucam zdjęcia siebie sprzed odchudzania i "po". Normalnie mogę się upajać swoim widokiem :-)
Przed i po metamorfozie

Co zmieniłam przez ten czas?

Oczywiście oprócz nastawienia do samej siebie i wiary w to, że można osiągnąć to o czym się marzy jeśli się tylko bardzo stara i nie odpuszcza, to zmieniłam również prawie całkowicie moje nawyki żywieniowe.

I tak oto powstał mój własny dekalog dbania o SIEBIE :

1.W ogóle nie jem białego pieczywa (  no dobra zdarza się raz na 1-2 miesiące) 


2. Jem tylko ciemny ryż, kasze, razowy makaron ( ziemniaki raczej tylko do zupy)

3. Przyprawiam praktycznie wszystkie potrawy odchudzającymi przyprawami tj. bazylia, oregano, zioła prowansalskie, chili, papryka, curry, imbir, cynamon, pieprz, czosnek itp. 

4. Praktycznie wcale nie jem smażonych potraw a już na pewno nie panierowanych ( tak więc o KFC mogę zapomnieć ;-) )

5. Nie piję żadnych słodkich napojów a soki tylko własnej roboty. Piję dużo wody mineralnej (ok. 1,5 litra dziennie minimum)

6. Nie słodzę kawy, herbaty. Używam do słodzenia potraw stewi, ksylitolu lub miodu.

7. Jem dużo więcej warzyw i owoców ( staram się aby w każdym posiłku były choć z dwa plasterki jakiegoś warzywa) Pokochałam szpinak i warzywa na parze które robi się dosłownie w 15 minut i obiad gotowy :-)

8. Z mięs jem tylko kurczaka lub indyka, oraz jem więcej ryb. ( karkówka od wielkiego święta ;-) ) A łosoś stał się moją ulubioną rybą :-)

9. Ruszyłam tyłek i począwszy od lenia kanapowego zostałam stałą bywalczynią klubu fitness. Ćwiczę przynajmniej 3-4 x tygodniowo.

10. Nie odpuszczam nawet kiedy jest źle, kiedy zdarzają się chwile załamania, braku chęci, kiedy upadam na kolana, to wstaję, otrzepuję się i ruszam dalej walczyć o siebie. Kiedy mam zakwasy to idę ćwiczyć mimo bólu, bo wiem że najgorzej to odpuścić. Kiedy się nażrę słodkiego czy tłustego, to idę więcej poćwiczyć. A przede wszystkim uwierzyłam że wszystko można!!!







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz