sobota, 26 kwietnia 2014

Zaczynamy wyprowadzanie

Pomimo świąt i chrzcin waga ciągle jest dla mnie łaskawa. O mamusiu, sama w to nie wierzę, ale dziś było 64,60 kg :-) :-) :-)

Jeszcze 60 dkg a będzie równa 15-tka w dół na wadze i to tak na prawdę w 3 miesiące :-) 

Coraz bardziej realny staje się mój cel, a ja nadal nie mam pomysłu co dalej?

 Co mam zrobić?

Zejść do wagi 63 kg i nagle zacząć wszystko normalnie jeść?

Czy już zawsze się ograniczać, zero fast foodów i alko, zero słodyczy itp? Jak znaleźć złoty środek?

Tak sobie myślałam, myślałam i wymyśliłam, że od dziś będę starała się jeść co tydzień więcej o 100-200 kal tak długo aż zacznę jeść tak ok 1800-2000 kal dziennie czyli tyle ile powinna osoba w moim wieku, z moją wagą ( oczywiście 63 kg).

A jak to zrobić?

Niby nic prostszego. Po prostu planować sobie dietę na następny dzień, co najmniej dzień wcześniej. Rano wszystko wpisać do kalkulatora kalorii i pilnować żeby było to mniej więcej właśnie o te 100  - 200 kal. więcej niż w poprzednim tygodniu.

Tak więc w tym tygodniu jem 1300-1400 kal!

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Święta na diecie

Dziś poniedziałek wielkanocny. Tak się bałam tych świąt ale chyba dałam radę.

Waga w wielką sobotę wskazała 65,7 kg więc znów mamy minus jeden :-)

Nie upiekłam żadnych ciast na święta, tylko kupiłam po kawałku dla rodziny i to tych ciast za którymi nie szaleję np. makowiec :-)
 Gdyby był to np. sernik to nie wiem czy by mnie tak nie ruszał stojąc dwa dni na stole :-)

Zrobiłam więcej sałatki której nie lubię a za którą przepada moja rodzinka ,natomiast mniej jarzynowej którą lubię ja :-) Majonez dodałam oczywiście light :-)

Do tego zrobiłam sobie 2 sałatki typowo Fit. Jedną z łososiem a drugą z kurczakiem do których zamiast majonezu dodałam jogurt i przez całe święta starałam się jeść tylko  te  fit sałatki.

źródło: www.magazyndietetyka.p

Na szczęście nie mieliśmy w te święta gości ani  nie poszliśmy do nikogo z wizytą. 

Po prostu od razu zapowiedziałam, że w te święta siedzimy w domu i rodzinka na szczęście nie protestowała. Trochę się bałam, że zaczną pytać dlaczego i w ogóle, a jak usłyszą prawdę to będą mnie nakłaniać na tę wizytę

. Okazało się, że po prostu przyjęli fakt , iż chcemy spędzić ten czas świąt  w swoim najbliższym gronie i nikt nie dopytywał o nic więcej, ufff.

Strach to ma jednak wielkie oczy. :-)

Ale zaraz zaraz, pewnie gdybym ja tak na prawdę NIE CHCIAŁA SCHUDNĄĆ to bym zapewne nawet nie pomyślała o tym , żeby zostać w domu. Pewnie było by jak zwykle czyli " No jak to w święta w domu? Bez specjałów, bez jedzenia na stole? Bez picia i obżarstwa? No, przecież to nie wypada, to taki zwyczaj  u nas itd.  itp.

Czyżby jednak coś się na prawdę zmieniło w tej mojej głowie? 
Czy zaczynam myśleć bardziej racjonalnie? 
Czy zaczynam rozumieć swój błąd i głupotę w moich nawykach żywieniowych i przekonaniach?

Chyba jednak tak, bo zaczynam mieć nawyk ćwiczeń po zwiększonym spożyciu posiłków :-) Mało tego, zaczyna mi to sprawiać przyjemność. :-D

 A i jeszcze postanowiłam w piątki chodzić na 2 h zajęć fitness :-) Jedna godzina to interwały a druga to Zumba. A Zumba zaczyna mnie coraz bardziej wciągać :-)


sobota, 12 kwietnia 2014

Co? jak? i o której?

Kolejny tydzień i kolejny 1 kg mniej. Obecna waga to  66,7 kg. Do celu ostatecznego założonego sobie zostało mi tylko i wyłącznie 3,7 kg. 

I pomimo tego, iż ogromnie się cieszę, to jest też we mnie ogromny lęk.
 
Lęk przed tym, że nawet jak osiągnę zamierzony efekt to będzie on krótkotrwały, że wrócę do starych nawyków i na deser będę pożerać opakowanie ( 300 gr) rurek z kremem :-( a aktywność fizyczna przejdzie do lamusa wraz z pojawieniem się pierwszych "ALE" i "BO"

Jak na razie wszystko jest dobrze. Moje menu może i  nadal jest trochę ograniczone i monotonne a może raczej powtarzające się, ale dopóki mi smakuje i się nie znudziło to je praktykuję.

Moje menu wygląda ostatnio następująco

 Śniadanie 8.00 (max. 2 h po przebudzeniu) - jogurt naturalny z musli ( 3 łyżki) z owocem  ( każdego dnia innym żeby nie było monotonnie)

II  śniadanie ok. 11.00  - kromka ciemnego chleba ( ok 85 gr) z łososiem lub kurczakiem wędzonym, tudzież twarożkiem lub kabanos  + warzywko, ewentualnie owoc lub garść orzechów.

Obiad: ok. 14.00 ( na szczęście mam możliwość podgrzania obiadu w pracy ale tez zabieram takie które zjadam na zimno)  - warzywa na patelnię z kurczakiem, szpinak z mozarellą i makaronem, jakaś zupka, pierś z kurczaka lub indyka pieczona z warzywkami i ryżem lub kaszą ( czasem z 2 ziemniaki) , czasem kilka pierogów ze szpinakiem ( gdy np. nie mam czasu przygotować sobie obiad i jem gotowca)

Podwieczorek.  - ok.17.00  - owoc, orzeszki, warzywko lub opakowanie belvity ;-) ( tak tak, pozwalam sobie na tę odrobinę luksusu ) lub 4 kostki gorzkiej czekolady

Kolacja ok. 20.30  - jakaś sałatka z ryżem i warzywami, racuchy z otrąb, kromka chleba z kurczakiem lub łososiem, pieczony owoc itp.

Generalnie zauważyłam, iż moje kolacje są bardziej na słodko kiedy jako przekąski nie zjem nic słodkiego. Po prostu mój organizm ciągle i ciągle domaga się cukrów. :-(

Ale i tak jestem z siebie dumna, ponieważ udaje mi się nie obżerać nawet na imprezach na których są suto zastawione stoły :-)

Do tej pory starałam się unikać takich imprez aby nie kusić losu. Odmawiałam babskich przyjęć, dyskotek, imprez domowych ale na chrzciny nie wypadało nie pójść. 

No i okazało się, że jak się chce to można.  

Owszem zjadłam kawałek tortu a także spróbowałam większości smakołyków będących na stole ale wszystkiego na prawdę po małej łyżeczce. Nie mniej jednak mimo, że ilości nie były imponujące czułam się po prostu źle i ociężale. Tak jakby organizm odzwyczaił się od takich tłustych potraw.  W każdym razie mam nadzieję, że mi te chrzciny nie zaburzą dotarcia do celu a ten coraz bliżej.

Żebym nie miała jednak wyrzutów sumienia to przez najbliższe dni pobiegam trochę więcej na Orbitreku a zacznę już dziś :-)

A za tydzień Wielkanoc i to dopiero dla mnie wyzwanie :-)

sobota, 5 kwietnia 2014

Białka, Węglowodany i Tłuszcze czyli ile czego nam potrzeba.

Mija 10 tygodni mojej diety a waga znów kilogram na minusie :-)

Obecnie jest 67,7 kg.

Wpisując sobie spożyte kalorie do kalkulatora jakoś tak nie zwracałam uwagi, że liczy on również ile w każdym posiłku zjadłam białek, węglowodanów i tłuszczy.

Postanowiłam przyjrzeć się bliżej temu tematowi.

 Czyli ile powinnam ich jeść a ile jem?

Tak oto odkryłam kalkulator który pozwala policzyć ( zapewne tak pi razy drzwi) ile powinniśmy spożywać w ciągu dnia  kalorii aby schudnąć czy przytyć ileś tam gram czy kg. Tak więc po przeliczeniu tego co jem, i tego ile powinnam żeby schudnąć 1 kg tygodniowo wyszło mi, że prawie wszystko się zgadza.




Według kalkulatora aby chudnąć 1 kg tygodniowo powinnam jeść ok  950 kal dziennie. Kalkulator oczywiście wtedy krzyczy na czerwono, że jest to norma niedopuszczalna i nie wolno schodzić poniżej 1000 kal !! :-(

Ja chudnę ostatnio średnio 1 kg na tydzień a moja średnia tygodniowa norma spożycia  to ok 1100 kal. Oczywiście zdarza się, że jest to 1300 ale też bywają dni ( nie ukrywam ) że ominę posiłek, lub wybiorę takie które mają mało kalorii i wychodzi mi z 950 kal.

Według kalkulatora powinno być to również rozłożone proporcjonalnie na spożycie :
- węglowodanów - 136 gr
 - białek  - 37 gr
- tłuszczy  - 33 gr.

Jak sobie szybciutko sprawdziłam na stronie tabele- kalorii.pl moje normy wyglądają nieco inaczej. 

Zazwyczaj jem więcej białka bo średnio  50 gr, tłuszczy ok. 35 gr a węglowodanów ok 115 gr.

Tak więc widać ewidentnie, że być może dieta jest skuteczna ponieważ jest w niej zwiększona liczba białek a ograniczona węglowodanów. Nie mniej jednak wydaje mi się, że różnice są na tyle małe iż, nie można jej nazwać dietą białkową. Nie, no na pewno nie jest to dieta monotematyczna.

Zobaczymy co będzie dalej ale robi się coraz ciekawiej i to,  co i jak jem wciąga mnie coraz bardziej.

 Do tego ćwiczenia stały się przyjemnością a na ZUMBIE zaczynam pamiętać kroki i krzyczeć razem z innymi dziewczynami ;-)

wtorek, 1 kwietnia 2014

Podsumujmy pierwsze dwa miesiące

Dziś mija pełne dwa miesiące gdy przeszłam na dietę.

Waga idzie pięknie cały czas w dół aż może nawet za dużo:-(  Coraz bardziej martwię się tym, że po zaprzestaniu diety będę miała jojo. Powtórzyłam już dwukrotnie cykl diety 3dchili i czas najwyższy zacząć "normalnie" jeść. Tylko co to znaczy normalnie?

Czyżbym miała wrócić do moich bułek z pasztetową na śniadanie i tostów na noc? Z całą stanowczością nie. Zwłaszcza, iż nadal mam wenę żeby chudnąć. Co prawda jestem już w skali prawidłowego BMI   bo moje BMI wynosi obecnie 23,05,

 Nie mniej jednak marzy mi się BMI 21,00 czyli moim celem ostatecznym jest 63 kg. Tak więc do celu brakuje już tylko niecałe 6 kg :-)

To oto sobie postanowiłam.
 A więc:

1. Wprowadzam do diety inne produkty niż te które spożywałam przez ostatnie dwa miesiące ( żeby było urozmaicenie ale staram się aby były to produkty FIT)
2. Liczę nadal spożywane kalorie
3. Ćwiczę przynajmniej 2 x w tygodniu na siłowni i 2 x na Orbitreku
4. Staram się ograniczyć słodycze do minimum
5. Jem tylko ciemne pieczywo, ryże, kasze
6. Jem kilka porcji dziennie warzy i owoców 
7. PIJĘ DUŻO WODY!!!

www.fitpleasure.blogspot.com
Czyli innymi słowy robię to co do tej pory tylko trochę urozmaicam dietę. Oczywiście nadal będę spożywać część posiłków z diety 3D ale przede wszystkim dlatego, że mi smakowały :-)


PS. Zrobiłam sobie wyniki badań i pomimo tego, że w ciągu 2 miesięcy schudłam 10 kg, jedząc przy tym ok 1200-1300 kal i ćwicząc  2-4 x w tygodniu ( oczywiście nie wyczynowo :-P ) mam książkowe wyniki badań morfologii.

Zdziwiona jestem tym bardziej, że robiłam wyniki przed odchudzaniem i były gorsze od obecnych. No po prostu idealne :-)

Tak więc, widać, że restrykcyjna dieta mi nie zaszkodziła.

 Być może wynika to z tego, że od dwóch miesięcy jem może i dużo mniej niż przed dietą ale za to o wiele, wiele więcej warzyw i owoców a to wszystko witaminy dla mojego organizmu osłabionego węglami pochodzącymi z białego pieczywa, słodyczy, pizz, kebabów, pierogów, pasztetów itp które jadłam dotychczas.

Cel już na prawdę blisko a każdy kilogram do przodu motywuje mnie coraz bardziej. Oby nie polec przed metą.