sobota, 29 marca 2014

Czas na prezenty :-)

No i nadszedł ten upragniony przeze mnie dzień :-) Dziś rano waga pokazała 68,7 kg czyli równiutkie 10,3 kg za mną :-)

Jestem z siebie MEGA, MEGA DUMNA!!!!

Chyba po raz pierwszy w życiu udało mi się tyle schudnąć i nie przerwać do tej pory diety. A to już w zasadzie dwa miesiące gdy ją stosuję. Szok, niedowierzanie. Ja po prostu sama nie wierzę, że to się dzieje :-)

Moje odchudzanie do tej pory to były zrywy które trwały max 1-1,5 miesiąca, zazwyczaj w pierwszych dniach mocno głodówkowe, lub monotematyczne po to aby szybko zacząć podjadać i jeszcze szybciej mieć jojo :-(

Jedno co do tej pory zrobiłam inaczej to przede wszystkim WODA :-) Piję jej minimum 1,5 - 2 l. dziennie i nie ma zmiłuj, do tego jakieś herbatki, kawa.

Poza tym na prawdę staram się nie jeść nic słodkiego i nie pić alkoholu. O ile z tym drugim nie mam najmniejszego problemu o tyle te słodycze to moja zmora. Dlatego też w diecie dość często zastępowałam podwieczorki i kolacje tymi które przypadły mi najbardziej do gustu czyli np. 4 kostki gorzkiej czekolady posypane chili, czy placuszki z jabłkiem i otrębami :-)

 I daję radę !!!1 Nie podjadam i sama w to chyba nie wierzę, że potrafię :-) A jednak.

No dobra, a co do obiecanego sobie prezentu to czas wymienić garderobę :-)
 
Nie da się już ukryć, że schudłam :-) Wszystkie spodnie wiszą mi w tyłku a moje ulubione ołówkowe spódniczki w których niedawno wyglądałam hmm. mocno ponętnie ( tzn. ledwo mogłam w nich zrobić krok :-P ) wiszą na mnie jak worek na ziemniaki i wyglądam w nich mniej więcej tak:

źródło: zapomnianapracownia.blogspot.com


A więc idzie wiosna, czas na nowe świeże kolorki i nowe rozmiary :-)

sobota, 22 marca 2014

Ile tak na prawdę codziennie jem tych kalorii??

I znów mam -  1kg :-)

 Waga dziś wskazała 69,70 kg.

Wszyscy mi mówią że jakoś za szybko chudnę :-( Z jednej strony się cieszę ale sama wiem, że im szybciej i więcej schudnę tym większe jojo będzie :-( Już to przerabiałam na Dukanie i innych głodówkach.

Postanowiłam więc sprawdzić ile tak mniej więcej jem tych kalorii.

W poniedziałek weszłam na stronę tabele-kalori.pl i wpisałam sobie czego i ile czego mniej więcej zjadłam :-) Dzięki temu, że jestem na tej diecie i mam w domu wagę kuchenną to mogłam sobie ważyć te wszystkie zjedzone porcje.


Po pierwsze byłam zaskoczona,  że tak szybko się to wpisuje na tej stronie. Myślałam, że spędzę nad tym z dwie godziny a tym czasem okazało się, ze wpisanie całego dziennego jadłospisu zajmuje nie więcej niż 10 minut  :-)

Stwierdziłam, że chyba założę sobie konto w  tym serwisie, gdyż osoby zalogowane mogą dodawać swoje posiłki i produkty a także dodawać je do ulubionych co jeszcze bardziej usprawnia wpisywanie wagi i rodzaju spożytych produktów.

Uznałam, że jeśli i tak jem na co dzień określone marki produktów ( np. jogurty, serki, kabanosy, pieczywo itp) to nie warto tracić czasu na ich wyszukiwanie tylko mieć zapisane w ulubionych.

Tak też zrobiłam i wpisywanie dziennego jadłospisu zajmuje mi teraz z 5 minut. Po prostu robię tak: Jem śniadanie i wpisuję, jem obiad - wpisuję, jem kolację - wpisuję. Wtedy nie ma problemów, że o czymś zapomnę lub nie będę pamiętać ile czego zjadłam.

Po drugie zaskoczyły mnie bardzo wyniki. Okazało się, że moje dzienne spożycie na tej diecie to ok 1200-1300 kal. To jednak ćwicząc jest chyba odrobinę za mało :-(

 Fakt, jak zamawiałam dietę to zaznaczyłam, że mam zerową aktywność fizyczną ale nie miałam pewności, że w ogóle zacznę ćwiczyć!!
 
I co teraz?

 Może zrobię wyniki krwi, żeby nie okazało się że mam anemię?Tak,  chyba  właśnie tak zrobię :-)

PS. Ja chyba zwariowałam. Ja i liczenie i wpisywanie kalorii!!! Nie poznaję sama siebie. :-)

poniedziałek, 17 marca 2014

Trening obwodowy = zabójstwo

Poszłam dziś pierwszy raz na ten trening obwodowy. To jakaś masakra!!!! Co ja tam w ogóle robiłam?

Wszystkie laski szczupłe jak na zawodach fitness, podnoszą ciężary które ja ledwo potrafię unieść :-(

Pajacyki, skakanki, jakieś TRXy? , pompki, stepy i w ogóle i w ogóle :)

 Jakoś przeżyłam ale to chyba nie dla mnie :-(

Wyglądało to mniej więcej tak :

sobota, 15 marca 2014

Dieta + ćwiczenia

Minęło właśnie 1,5 miesiąca odkąd przeszłam na dietę. Jest mnie już mniej o 8,3 kg.

Ostatnio pisałam, że waga chyba zaczyna spadać wolniej a tu dziś taka niespodzianka bo poleciało w dół o 1,4 kg. Jakoś strasznie dużo mi się wydawało ale chyba odkryłam tajemnicę takiej różnicy.

Otóż, wczoraj nadszedł dzień który odwiedza co miesiąc prawie każdą kobietę :-) a wraz z tymi odwiedzinami poczułam się jakby lżejsza, tak jakby zeszła ze mnie jakaś opuchlizna.

Nawet znów łatwiej mi znosić dietę, bo tak jak pisałam tydzień temu miałam już chwile zwątpienia i podjadania.

Moje magiczne 10 kg zbliża się nie ubłagalnie a ja nadal nie mogę się zdecydować co sobie w nagrodę sprawić za prezent.:-) Ale co tam, przede mną jeszcze trochę pracy do tej wymarzonej dziesiątki więc zajmę się ważniejszymi rzeczami.

Po pierwsze coraz bardziej nurtuje mnie pytanie co dalej z dietą? Dietę miałam rozpisaną na 4 tygodnie.

Dania praktycznie się nie powtarzały czyli przez te 4 tygodnie na które były rozpisane posiłki się nie znudziły.

Postanowiłam więc pociągnąć tą dietę kolejny miesiąc i właśnie zaczynam trzeci tydzień. Boję się, że wrócę do starych nawyków żywieniowych po odstawieniu diety :-(

Po drugie od biegania na obitreku zaczynają mnie boleć kolana. Każde bieganie kończy się bólem. Jak zwykle postanowiłam wyleczyć się za pośrednictwem wujka Google i wyczytałam, że takie bóle mogą być związane właśnie z tym, iż zaczęłam treningi podobne do biegania a moje kolanka ( na dodatek obciążone nadwagą) nie są do tego przyzwyczajone.


Postanowiłam więc wykupić karnet na siłownię i  jednak coś tam poćwiczyć innego niż ten orbitrek.

 Zresztą kolana kolanami ale nie oszukujmy się, jazda na nim zaczyna mnie już po prostu nudzić :-(


Tak więc wczoraj nabyłam karnet na fitness. Na razie weekendowy bo tańszy a nie wiem czy będę chodzić chociaż te dwa razy w tygodniu.

Postanowiłam sobie, że będę chodzić  w piątki na tą zwariowaną Zumbę  ( wczoraj byłam i było nieco sympatyczniej) i w niedzielę rano na rowery  + wzmacnianie lub wieczorem na trening obwodowy.

Zobaczymy co to takiego i na ile mi starczy zapału. :-)

źródło: www.cyclingstudio.or


sobota, 8 marca 2014

5 tygodni i kryzysik

Dziś dzień ważenia. Waga znów dla mnie łaskawa aczkolwiek już nie tak jak tydzień temu. Waga pokazała 72,1 kg czyli książkowo schudłam 0,5 kg :-)

 Widzę, że nadchodzi etap spowolnienia spadku wagi. Razem mam już spadek na poziomie - 6,9 kg. To najwspanialszy prezent jaki mogłam sobie sprawić na dzień kobiet. Coraz bardziej zaczyna widać różnicę, zwłaszcza po spodniach które spadają mi z tyłka.

Ja wizualnie jeszcze tak strasznie tego nie wiedzę ale moja garderoba tak :-) Znajomi też już mówią, że schudłam i że widać.Dla mnie jest to mega motywujące.

Po tej Zumbie mam zakwasy więc chyba dobrze ćwiczyłam ;-) Zakwasy zakwasami ale dziś też pobiegam na orbitreku :-)

Jeśli chodzi o dietę to nadal trzymam się rozpiski :-) Po miesiącu jestem już przyzwyczajona do tych posiłków proponowanych w diecie. Oprócz tego, że mi smakuje to jeszcze na prawdę szybko przygotowuje się te posiłki co mnie bardzo cieszy.

 Coraz mniej kłopotu sprawia mi również gotowanie dwóch obiadów. Po prostu wracam z pracy, szybciutko wstawiam obiad dla siebie a w czasie kiedy się wszytko gotuje i piecze robię posiłek dla rodzinki. Zanim zdąży się ugotować obiad dla nich to ja już swój wcinam :-) Niweluje mi to podjadanie przed obiadem a także chęć na zjedzenie tego co rodzinka :-)

Nie mniej jednak nie jest już tak łatwo jak na początku :-(

Zaczynają kusić mnie ciasteczka, czekoladki. Na razie jem to co dozwolone w diecie czyli racuszki z jabłkiem i otrębami, czy suszone owoce oraz gorzką czekoladę. Niemniej, chce mi się ciasta z bitą śmietaną!!! jakiegoś pączusia czy czekolady z orzechami :-(

Co by tu jeszcze zrobić żeby się tak nie chciało  jeść słodyczy jak się chce ?? :-(

Pomimo iż nie bywam  głodna, zaczynam chodzić coraz bardziej zła. Wszystko mnie wkurza.  I rodzina i praca i klienci  Do tego czuję się dość mocno zmęczona i bez sił :-(

Poczytałam trochę i myślę że to raczej normalne. Taki objaw odstawienia lub mocnego ograniczenia cukrów.
Organizm najzwyczajniej w świecie dopomina się o swoją dawkę cukru ( pogarszając samopoczucie) tak jak u narkomana dopomina się o dawkę narkotyku.

Jednak mimo objawów odstawienia jest ok. Oby tak dalej, jestem z siebie dumna :-) Muszę znaleźć sobie jakąś nagrodę którą sobie fundnę jak schudnę 10 kg ;-)

Taniec i idndiańskie okrzyki

Znów dziś wpadła  mi w rękę ulotka tego klubu fitness. Pomyślałam, ze to znak ( albo podświadomie o tym myślę i dlatego wszędzie widzę znaki dotyczące tego klubu). Weszłam na stronę zobaczyć jakie mają wieczorem zajęcia. Otwieram stronę a tam piątek na 19.00 Zumba.

Kiedyś oglądałam coś takiego na Youtube i pomyślałam - Może być fajnie, ...idę ;-)
Jak pomyślałam, tak zrobiłam i powiem Wam coś szczerze..... nie wiem co powiedzieć :-O

Kilka osób mi mówiło, że te zajęcia są fajne a tymczasem... muzyka taka na czasie co leci teraz w radiu lub latynoskie klimaty czyli jak dla mnie nawet spoko.

Ale reszta...

Pominę to, że kiedy oni tańczyli w prawo to ja w lewo ( hmm, zasadniczo podobno dobrze tańczę? ;-)) ale najdziwniejsze było to, że banda dorosłych kobiet ( i jeden facet :-) ) oprócz dziwnych   podskoków wydaje z siebie równie dziwne okrzyki.

No więc.... muszę sobie przetrawić to zajęcia. W każdym razi ruch dziś zaliczony, bo co jak co ale spocić to tam się można :-)

źródło: teds.pl

niedziela, 2 marca 2014

Pierwszy miesiąc za mną

Minął już miesiąc gdy rozpoczęłam swoją walkę o lepsze Ja ( lepsze oczywiście  w sensie atrakcyjnego dla mnie wyglądu bo cała reszta oczywiście jest najlepsza :-P ). Muszę przyznać, że sama jestem zaskoczona swoją determinacją.

Waga na pierwszą miesięcznicę też była łaskawa :-) Pokazała dziś 72,6 kg czyli razem jest mnie mniej już o 6,4 kg a w cm razem ubyło mi co najmniej 26 cm :-). Jestem dalej na prawdę mega zmotywowana.

Po raz kolejny coaching działa cuda :-) Wyznaczyłam sobie cel ( 63 kg do końca wakacji 2014)  i  wskazałam sposoby i metody jego osiągnięcia. Bardzo jestem ciekawa czy uda mi się go osiągnąć?
Oczywiście co i rusz modyfikuję te moje metody ale tylko poprzez dodawanie nowych :-)

 Jak sobie obiecałam,  że nie będę podjadać wieczorami słodkiego i będę ćwiczyć przynajmniej 3 x w tygodniu to to realizuję. Co prawda ćwiczę trochę więcej ale wolę sobie wyznaczać mniejsze kroki i je realizować aniżeli  wielkie i potem być wściekła na siebie, że się nie udało :-(
Dlatego też nie obiecuję sobie na przykład, że nie będę wcale jeść słodkiego, bo wiem że tego celu bym nie zrealizowała.

Dziś po południu otwieram skrzynkę na listy a tam reklama klubu fitness który znajduje się obok mojego domu. Zachęcają do przyjścia, oferując darmowe pierwsze wejście. Pomyślałam, że może jednak warto odwiedzić tę siłownię i klub fitness?

 Ale kurcze czy ja znajdę czas na chodzenie do klubu ? Rano praca a po południu odbierz dziecko, zawieź dziecko na zajęcia, przywieź, ugotuj, posprzątaj itp a tu jeszcze trzeba wyjść na jakieś zajęcia poskakać? hmm. No nie wiem sama. Przejrzę ich ofertę, może coś znajdę.