piątek, 14 lutego 2014

zaprzyjaźniam się z Orbitrekiem

Prawie dwa tygodnie diety za mną.

Jutro kolejne ważenie. Już nie mogę się doczekać. Pomału czuję w ciuchach luz. Zwłaszcza w pasie :-)

Stanowczo stwierdzam, że po dwóch tygodniach coraz lepiej znoszę chęć na podjadanie i chodzę coraz mniej głodna. Może jednak wpływ na to ma to, że ostatnio byłam  w fazie cyklu który dla kobiet jest dość trudny do dietkowania. Mimo, że nie podjadałam to jednak momentami było trudno wytrzymać. Mam nadzieję że się opłaciło i jutrzejsza waga mi to wynagrodzi.

Dziś wreszcie postanowiłam zaprzyjaźnić się z orbitrekiem. W związku z tym, iż kolację jem zazwyczaj około 20-20.30 ( czyli 2-3 godziny przed snem) zdecydowałam że będę ćwiczyć ok 21.30.

Po pierwsze dlatego żeby na pewno spalić kolację a po drugie dlatego, że wtedy mam największy luz.
Tak więc o godz. 21.30 postawiłam sobie kompa na wprost orbitreka, włączyłam sobie ulubiony serial i zaczęłam biec :-)

Po 15 minutach czułam już łydki, pot się lał po tyłku ale nie odpuściłam. Mój serial skończył się 30 minut później więc i ja skończyłam swój mini maraton. Według licznika przebiegłam 7 km i spaliłam 250 kal ;-)

Jestem z siebie mega dumna i mimo zmęczenia mam mega energię :-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz