poniedziałek, 29 grudnia 2014

Życzenia noworoczne na nowy 2015 rok

Święta, święta i po świętach :-)

W tym roku po raz pierwszy w życiu spędziliśmy święta u mojej siostry w Holandii. Zazwyczaj ona przyjeżdżała do nas. Schodziła się u mnie cała rodzinka a ja dwa dni stałam przy garach a potem 3 dni jadłam to co nagotowałam :-)

Tym razem postanowiliśmy, że będzie inaczej.

Po pierwsze dlatego, że ona nie mogła przyjechać i pomyślałam sobie, że będzie jej miło gdy ktoś z Polski przyjedzie do niej a po drugie dlatego, że bałam się "dietetycznie" tych polskich świąt. 

No więc zapakowaliśmy się do auta dwa dni przed Wigilią i wyruszyliśmy w ponad 1000 km podróż. 

Uważam, że był to strzał w dziesiątkę bo i siostra szczęśliwa i ja nie nażarta ;-)

Okazało się, że tam nikt nie świętuje tak hucznie jak w Polsce. 

Obchodzenie Bożego Narodzenia wygląda tak, że rodzina spotyka się w pierwszy dzień świąt na obiedzie. Jedni robią pierwsze danie, inni drugie, jeszcze inni przystawki a jeszcze inni deser. Nikt nie stoi godzinami przy garach a potem nie siedzi przez 3 dni przy stole :-) Super sprawa dla będących na na diecie :-) 

Oczywiście ja jak to ja, zrobiłam kilka naszych rodzimych tradycyjnych potraw  ( takich jak bigos czy pierogi z kapustą i grzybami ) co by tradycji stało się zadość ;-) i aby Holendrzy mogli spróbować naszych lokalnych potraw. Notabene wszystko im smakowało :-)

Tak więc święta uważam za udane, zwłaszcza że waga po świętach wskazała 59,6 kg :-)




źródło   fitappy.eu

A w związku z tym, że za dwa dni przywitam Nowy Rok to chcę sobie życzyć aby przyszły rok był przynajmniej tak dobry jak obecny :-)

Aby udało mi się wytrwać w  swoich postanowieniach i abym zawsze dążyła do celu :-)
Aby motywacja do ćwiczeń i diety nie spadała i aby ciągle sprawiało mi to przyjemność :-)

Aby moja strona na FB  rozwijała  się a moja wytrwałość w jej prowadzeniu dawała mi i innym wsparcie i motywację do walki o lepsze "Ja"

A przede wszystkim abym była zdrowa i cały kolejny rok pozostała sobą ;-)

sobota, 6 grudnia 2014

Mega wielki Maraton Zumby - 3 muszkieterów

Byłam ostatnio na pierwszym w życiu tak dużym maratonie Zumby. Była Meeeeeggggggaaa moc!!!!
Nawet nie przypuszczałam, że mamy w Szczecinie tak wielu fanów Zumby.

Przyjechało do nas 3 muszkieterów czyli światowej klasy instruktorów :-)

Ależ oni potrafią wywijać tyłeczkami :-)

Ciacha aż miło popatrzeć ;-) Swoją drogą uważam, że faceci lepiej tańczą Zumbę od kobiet :-)

Okazuje się, że wcale nie trzeba znać układów, żeby tańczyć Zumbę. Każdy z tych instruktorów miał swoje układy które tańczyłam pierwszy raz w życiu. Jednak gdy się już tam jest i się tańczy to kolejność kroków jakoś tak sama przychodzi:-)

Wystarczy znać kroki podstawowe a reszta już z górki :-D 

Nawet udało mi się załapać na zdjęciu ;-)

źródło: zumbaludki.pl
źródło: zumbaludki.pl
 A tu filmik dla zachowania cudownych wspomnień :-)



sobota, 29 listopada 2014

Listopad bez słodyczy? Czy się udało?

Minął miesiąc odkąd ostatni raz się ważyłam. Tak jak postanowiłam, ważę się w ostatnią sobotę miesiąca. Jestem bardzo zadowolona bo waga dziś wskazała 59,1 kg czyli udało się utrzymać wagę.

Obiecałam też sobie na początku listopada, że zrobię ten miesiąc okresem bez słodyczy. Tyle ostatnio spotykam w sieci tych wyzwań, że pomyślałam a co mi tam, spróbuję.

Czy mi się udało?

No gdybym napisała, że w 100 % tak to okłamała bym sama siebie :-) Powiem może bardziej tak:
Starałam się jak mogłam. Niestety nosiło mnie okropnie, zwłaszcza w okresie "kobiecych" dni :-( 

Praktycznie codziennie szukałam chociażby jakiegoś słodkiego zamiennika i dzięki temu znalazłam kilka ciekawych przepisów które zapewne wykorzystam jeszcze nie raz.

Moim hitem zostało ciasto jaglano - jabłkowe które w tym miesiącu piekłam już kilkukrotnie. Jakoś może specjalnie słodkie nie jest ale zaspakajało mój apetyt na słodkie przekąski. Zdarzyło mi się jednak podjadać moją ulubioną Belvitę i czekoladę z imbirem z Lidla.

Swoją drogą, i tak jestem z siebie dumna, bo nawet na spotkania z psiapsiułami targałam suszoną żurawinę, suszone plasterki jabłek i oczywiście kartonik Belvity. :-D

Jednego jednak nie rozumiem. Skoro potrafię sobie wytłumaczyć, żeby nie jeść chociażby na przykład ulubionych rurek z kremem z Biedry, to dlaczego nie potrafię nie jeść słodyczy w ogóle?

No, cóż. Jest to dla mnie na chwilę obecną bardzo trudne i im bardziej chcę nie zjeść słodkiego, to tym bardziej o nim myślę.

A tu moje nowe fajne przepisy na słodkie co nieco :-)

Ciasto z kaszy jaglanej i jabłek:

Składniki:
300 g surowej kaszy jaglanej
1,5 kg jabłek (ok.10 sztuk)
1 łyżeczka cynamonu
garść suszonej żurawiny

Przygotowanie:
Jabłka obrać i zetrzeć na tarce o dużych oczkach. W misce wymieszać suchą kaszę, masę jabłkową i resztę składników. Keksówkę wyłożyć papierem do pieczenia. Przełożyć ciasto i iec 1.5 godziny w 200 st. aż na wierzchu zrobi się się jakby chrupiąca skórka

Jemy jak całkiem wystygnie :-)




 a jakby to tego posmarować ją taką Nutellą to już w ogóle była by pycha :-)








wtorek, 11 listopada 2014

Nadwaga to choroba - a ja chcę być zdrowa !!!


Niedawno obchodzony był światowy dzień walki z otyłością. Wszyscy niby wiemy, że otyłość jest chorobą a jednak objadamy się i tyjemy.

 Nadwaga i otyłość prowadzi do takich chorób jak cukrzyca, nadciśnienie, zawał, udar , nowotwór itp.  Niestety dotyczy to nie tylko starszych osób ale i w średnim wieku a nawet nastolatków i dzieci. :-(   

Niby wszystko to wiemy, ale dopóki nie dopadnie nas choroba to wolimy nie myśleć. Czyli  zupełnie na odwrót  niż mówi przysłowie „lepiej zapobiegać niż leczyć”.  
Niestety w większości wolimy leczyć niż zapobiegać :-(

To zdjęcie skutecznie do nie przemawia żeby walczyć o utrzymanie szczupłej sylwetki:



Za to wolę wyglądać tak więc wrzucam aby się motywować:

Oto efekty mojej ponad 6 miesięcznej pracy :-)




Mam nadzieję że za rok o tej samej porze będę mogła pochwalić się takimi samymi zdjęciami :-D

środa, 5 listopada 2014

Listopad bez słodyczy


Jakiś czas temu opisałam swoją metamorfozę w serwisie Vitalia i w nagrodę miałam dostać koszulkę w rozmiarze M.  Już myślałam, że o mnie zapomnieli bo to było 3 m miesiące temu a tu proszę niespodzianka :-) 

Dziś wyjęłam ze skrzynki paczuszkę z Vitalii.  Wyglądam w niej jakbym była w namiocie  Jeśli oni uważają, że tak wygląda rozmiar M to nie chce wiedzieć jak wygląda XL :-D

Oddałam ją osobie która nosi rozmiar 40-42 i dla niej też nadaję się tylko do spania ;-)

Ale to tak na marginesie:-) 

Najważniejszy dziś dla mnie temat to to, iż mam zamiar zrobić sobie listopad bez słodyczy. Zobaczymy co z tego wyjdzie.

Żeby jednak nie rzucać się na tak głęboką wodę postanowiłam piec i przyrządzać zdrowe słodycze takie jak na przykład te: batoniki z ziaren bez mąki czy tez banana pod kołderką. Tylko naturalne składniki a jednak słodziutkie :-)


http://kobieceinspiracje.pl/15003,batoniki-z-ziaren-bez-maki.html
 

źródło: http://swiatciast.pl/18651,banan-pod-kolderka.html

sobota, 25 października 2014

Spadek motywcji



 Powyższe zdjęcie umieściłam tak pół żartem, pół serio.

Nie ma się co oszukiwać. Spada mi motywacja do ćwiczeń i do utrzymania wagi. Być może jest to przesilenie jesienne? Mam nadzieję, że jednak wytrwam.

Moja waga waha się przy cotygodniowym sobotnim ważeniu na poziomie 58-59 kg czyli trzymam wagę.
 Co prawda pozwalam sobie na słodkie ale jest to zazwyczaj moja przekąska lub niewielki deser po obiedzie. Na przykład 3-4 ciastka Belvita lub 4 kostki gorzkiej czekolady.

  Nauczyłam się jeść zdrowo i wydaje mi się, że nie potrzebuję już kalkulatora kalorii. Mniej więcej wiem co ma ile kalorii i ile mogę zjeść, aby nie przekroczyć norm spożycia. 

Zresztą nie dajmy się zwariować, nie można żyć całe życie z kalkulatorem i kartką w ręku. To trochę jak z coachingiem. Dostajemy narzędzia po czym uczymy się z nich korzystać. A potem pozostaje samodzielnie sobie radzić. Przecież nie będziemy przez całe życie iść z mentorem czy coachem.

Tak więc postanawiam sobie od dziś. Po pierwsze ważyć się raz w miesiącu  w ostatnią sobotę.
Po drugie nie wpisywać codziennie posiłków do kalkulatora tylko robić to wyrywkowo rzadziej. Zazwyczaj  wtedy, gdy sobie „pozwolę: że tak powiem zjeść. Przy tym robić to wieczorem już po ostatnim posiłku żeby uczciwie sprawdzać ile tak naprawdę jem. Czy jest to w okolicach 2000 kal czy dużo mniej czy więcej.

piątek, 10 października 2014

Czy można schudnąć 10 kg w miesiąc?

Czy można schudnąć 10 kg w miesiąc?

Na taki artykuł natknęłam się ostatnio na portalu Vitalii.

Bardzo często spotykamy się z takimi pytaniami zadawanymi do dietetyków. Osobiście uważam , że oczywiście jest to możliwe i im większą ma się nadwagę nawet bardzo realne. Sama jestem przykładem tego, że mając tylko ok 10 kg nadwagi zgubiłam w pierwszym miesiącu blisko 7 kg.

Dziś stwierdzam jednak z całą stanowczością, iż było to głupie i niezdrowe. Wiadomo, że na początku to jest sporo wody ale mimo wszystko wyobrażam sobie jak bardzo "głodne" musiały być moje narządy skoro tak bardzo czerpały energię z tego co można było ( na przykład dla moich włosów już nie starczyło składników odżywczych, gdyż zaczęły wypadać garściami) .

 Wiem, że większość z nas nie lubi czekać i chce szybko coś mieć i osiągnąć. Zwłaszcza gdy dieta jest odbierana jako wyrzeczenie i odmawianie sobie przyjemności a nie jako coś z czym się utożsamiam, czyli zdrowy styl życia.

Wiem też, że jest wysiłkiem emocjonalnym i fizycznym przetrwanie pierwszych kryzysów w diecie, ale jednak warto. Chociażby po to aby nie było tak efektownego po diecie jojo :-)

Poza tym właściwie nikt się nie zastanawia, że będąc miesiąc na diecie przez połowę tego czasu stracił w większości wodę,  gdyż spalanie tkanki tłuszczowej na diecie wygląda mniej więcej tak:

Etap 1: Do trzeciego dnia diety tracimy 70% wody, 5% białka, 25% tłuszczu
Etap 2: Do 13 dnia diety tracimy 19% wody, 12% białka, 69% tłuszczu
Etap 3: Między 21 a 24 dniem diety tracimy 15% białka, 85% tłuszczu
Etap 4: Od 24 dnia diety tracimy 25% białka, 75% tłuszczu


Link do całego artykułu tutaj: czy można schudnąć 10 kg w miesiąc?

No więc czy można schudnąć 10 kg w miesiąc? Można , ale czy warto?

czwartek, 25 września 2014

Sałatkowo

Żeby moje menu nie było tak ubogie szukam nowych inspiracji i co i rusz wpada mi w oko nowy przepis :-)

A oto kolejne przepisy na słodko -ostry smak sałatki. No i niech no ktoś powie, że jeśli ma się ochotę na słodkie to musi to być czekolada czy batonik :-)

 

Sałatka z serem lazur i granatem


Składniki:
garść umytej sałaty (może być roszponka, lodowa lub masłowa)
1/2 opakowania sera lazur
1 średniej wielkości pomidor
1 średniej wielkości granat
zielenina do posypania
  1 łyżka ziarnen słonecznika lub dyni podprażonych bez tłuszczu na patelni
na sos:
sok z 1/4 cytryny
1 łyżka oliwy
świeżo mielony pieprz
1 łyżeczka musztardy


źródło: http://zbieramliscie.blogspot.com/2012/10/saatka-z-granatem-i-lazurem.html


A oto druga propozycja sałatki na dziś: sałatka kurczak + śliwka+ ananas+ seler naciowy
źródło: http://ola-w-kuchni.blogspot.com/2013/10/saatka-ze-sliwka-kalifornijska-i.html



sobota, 13 września 2014

Rodzinne wakacje

W tym roku hojnie pozwoliliśmy sobie na wakacje, gdyż pod koniec sierpnia udało nam się jeszcze wyjechać całą rodzinką do Krakowa :-)

Miasto jest przecudne, dzieci i dorośli bawili się świetnie. 

Zahaczyliśmy od razu o Wieliczkę i Zakopane choć oczywiście droga przez Zakopiankę dała nam się we znaki.

Do tego mieliśmy cudowną pogodą przez cały pobyt :-) Żyć nie umierać :-)

Nawet pozwoliłam sobie na mega czekoladę w pijalni Wedla a co tam :-) Urlop jest raz w roku -) No dobra może dwa :-)

Poniżej kilka foto na wspomnienie cudownie spędzonego czasu :-)





A teraz czas wrócić do rzeczywistości :-)

Zaczął się nowy rok szkolny dla mojej córki wyjątkowy bo 4 klasa tak więc wielkie zmiany i tony zadanych lekcji. Mamy co robić po szkole :-) Do tego zajęcia pozalekcyjne 3 x w tygodniu więc trzeba się znów przeorganizować tak aby móc utrzymać stałość pór posiłków  bo najgorzej wypaść z rytmu :-)


PS. Waga bez zmian więc się cieszymy :-)

sobota, 30 sierpnia 2014

Krótko- długa historia mojego sukcesu :-D

Dziś minęło równo 7 miesięcy odkąd postanowiłam zmienić swoje życie. Właściwie na początku postanowiłam zmienić tylko swoje ciało. Wyszło jednak trochę inaczej.  Czy żałuję? 
Absolutnie nie :-)

W tym krótkim cytacie znalezionym w sieci można ująć całą moją hisorię odchudzania w pigułce. Bardzo mi się on podoba i w całości się z nim utożsamiam :-)

"Motywacja to klucz do pięknego wyglądu. Udowodnij sobie, że potrafisz dotrzeć do celu. Pokaż całemu światu, że masz silną wolę i nie rządzi tobą tłusty, słodki pączek czy miska makaronu. Jeżeli osiągniesz zamierzony cel i zdołasz go utrzymać, wzrośnie twoje poczucie własnej wartości. Po prostu bardziej się polubisz, nabierzesz do siebie szacunku i będzie ci ze sobą lepiej: przecież jeśli byłaś w stanie zmienić swój styl życia, figurę i całą garderobę na kilka rozmiarów mniejszą, to duży i odpowiedzialny projekt w pracy też nie sprawi ci żadnego problemu. Zyskujesz więc podwójnie: piękne ciało i pewność siebie" 
źródło: temysli.pl

Tak więc na początku lutego było mnie 80 kg smutnej i niezadowolonej wiecznie z siebie kobietki. przebierałam się po ciemku bo nie znosiłam swojego widoku w lustrze. Tak wiem, wiem nie byłam wielorybem ( jeszcze :-) ) ale nie chciałam czekać, aż nim zostanę a wszystko na to wskazywało. 
Im bardziej nie lubiłam swojego odbicia w lustrze tym bardziej zajadałam swój stres, frustrację, niezadowolenie, że nie potrafię nic zmienić, że nic mi się nie chce itp. 

Oczywiście na zewnątrz dla ludzi nadal byłam wesoła, uśmiechnięta wiecznie żartująca ( nawet ze swojego wyglądu ) I gdy jadłam na imprezie 3 kawałek tortu to z uśmiechem na twarzy mówiłam, że przecież ja tak uwielbiam torty i jakiś nałóg w końcu trzeba mieć :-) Albo jeszcze bardziej ponurym żartem leciałam typu "na coś w końcu trzeba umrzeć" ( Notabene mówią tak bardzo często ludzie uzależnieniu od papierosów, alkoholu,  narkotyków czy każdej innej substancji chociażby cukru po to aby zminimalizować przed samym sobą skutki nałogu - taki standardowy mechanizm uzależnień czyli minimalizacja, racjonalizacja itp)

Seks dla mnie praktycznie przestał istnieć, gdyż moje libido malało wraz z moim poczuciem wartości czyli z każdym nabytym kilogramem. I choć mąż twierdził, że nadal  jestem dla niego piękna jakoś nie potrafiłam w to uwierzyć. Nasze rozmowy często brzmiały jak w dobrym kabarecie:

Ja- Kochane czy ja Ci się jeszcze podobam
On-Oczywiście że mi się podobasz :-)
Ja- No ale jak, przecież ja jestem gruba a poznałeś i pokochałeś mnie taką szczupłą?
On ( delikatnie) -  Nooo. to może zacznij troszkę się ruszać i nie jedz tyle słodyczy skoro się źle czujesz z tą wagą?
Ja ( już wściekła)- Ha, widzisz jednak Ci się nie podobam, bo mówisz że powinnam ćwiczyć i się odchudzać !!!
itd, itd.

 Ot takie rozmowy prowadziliśmy sobie coraz częściej co wcale nie powodowało, że nasze małżeństwo stawało się coraz bardziej trwałe i bliskie :-) Nie oszukujmy się, mój staruszek był już zmęczony moim wiecznym narzekaniem na nawagę lub kolejnymi dietami. Dlatego też kiedy powiedziałam że od lutego idę na dietę, On uśmiechnął się tylko pod nosem :-)

Tak więc 01. lutego 2014 roku  dokładnie w sobotę postanowiłam się po raz kolejny odchudzać.

Waga startowa 79 kg. Mój cel 63 kg.

Nabyłam same produkty light, serków jogurtów, warzyw i owoców i nie miałam żadnego planu co dalej. Przez pierwsze kilka dni jadłam jak wróbelek i ciągle byłam głodna. Nie myślałam i niczym innym jak o jedzeniu.  Oczywiście na początku szukałam cudownych tabletek które pomogą mi schudnąć z 15 kg w miesiąc ale na szczęście się opamiętałam i nie dałam naciągnąć na jakieś specyfiki ,które zapewne  odchudziły by mi w pierwszej kolejności portfel. Po kilku dniach takiego nijakiego jedzenia postanowiłam jednak poszukać jakieś ułożonej diety, gdyż nie potrafiłam sobie sama ułożyć jakiegoś sensownego menu. Tak oto odkryłam dietę XYZ (nazwa nieważna bo nie chudzi tu o reklamę ;-) )  którą zaczęłam z powodzeniem stosować. Posiłki były smaczne, porcje duże, najadałam się i odkryłam, że lubię smaki warzyw których nigdy bym pewnie nawet nie spróbowała. Przyprawy zastosowane w tej diecie, które wspierają proces odchudzania stosuję w posiłkach do dziś :-)

Po dwóch tygodniach postanowiłam, że może warto by było ruszyć tyłek i coś tam jednak poćwiczyć. Kupiłam orbitrek i na nim zaczęłam przygodę z aktywnością fizyczną. Potem doszłam do wniosku, że zaczyna mnie to nudzić a do tego bolą mnie kolana i wybrałam się do klubu fitness na Zumbę. Tak się zaczęła moja miłość do Zumby i przez kilka miesięcy tak sobie ćwiczyłam 2 x w tygodniu Zumba na przemian z rowerami lub innymi ćwiczeniami a do tego ze dwa razy w tygodniu po pół godz orbitreka podczas oglądania ulubionego serialu.

Waga leciała w dół jak szalona z czego byłam niezmiernie dumna. W kwietniu zaczęłam się zastanawiać ile czego tak na prawdę jem a ile powinnam i zaczęłam liczyć kalorie. Dieta XYZ nadal była moją główną ale zaczęłam tez wprowadzać inne posiłki znalezione w sieci. Coraz bardziej lubiłam aktywność fizyczną i czułam ewidentnie, ze rośnie mi moja wytrzymałość i kondycja z każdymi kolejnymi ćwiczeniami. W maju osiągnęłam wymarzoną wagę ale nie bardzo wiedziałam jak wyjść z diety. Bałam się skończyć z dietą z dnia na dzień. Wiedziałam, że gdy wrócę do starego menu to efekt jojo murowany. Poza tym polubiłam to nowe menu i te moje nowe życie. Nadal liczyłam kalorie tylko co tydzień zwiększałam ich ilość w menu po to aby łagodnie dojść  do ok 2000 kal  które mogłam spokojnie jeść.  Ćwiczenia stały się moja niemal codziennością i na siłowni bywałam z 3x4 razy w tygodniu.

Waga nadal spadała choć nie było to już zamierzone. I tak oto pod koniec lipca waga zatrzymała się w okolicach 60 kg a moje menu na poziomie 2000-2100 kal dziennie. Ćwiczę nadal i na razie nie zamierzam przestać a moje menu jest dziś już o wiele zdrowsze, chudsze, mniej przetworzone. Pozwalam sobie obecnie na słodkości a nawet od czasu do czasu na pizze :-) W końcu mam zapas kg jakby co ;-) Bardzo chciałabym utrzymać wagę przynajmniej na pułapie tych 63 kg które sobie założyłam jako cel.

Jeśli chodzi o moje wymiary to co się zmieniło?
Waga początkowa                      Waga obecna          Różnica
      79 kg                                        60 kg                   - 19 kg
Wymiary początkowe                    Obecne                  Różnica
łydka - 37 cm                                   33 cm                    - 4 cm
kolano - 43 cm                                 37 cm                    - 6 cm                   
udo - 66 cm                                      53 cm                    - 13 cm
biodra - 106 cm                                92 cm                    - 13 cm
pas - 95 cm                                       77 cm                    - 18 cm
talia - 82 cm                                     69 cm                     - 13 cm
piersi - 100 cm                                 86 cm                     - 14 cm
biceps - 32 cm                                 27 cm                       -5 cm

Tak więc zakładając że mam po dwie ręce i dwie nogi jest mnie razem - 20 kg i - 113 cm w obwodach !!!! 
:-D :-D :-D

Co się zmieniło poza moim ciałem? Oczywiście tak jak napisane jest u góry w cytacie. Wzrosła moja pewność siebie, moja samoakceptacja, czuję ze teraz ja rządzę moim życiem a nie tabliczka czekolady czy kawałek tortu. Po za tym wierzę coraz bardziej, że wszystko w życiu można osiągnąć jeśli się bardzo stara i do tego dąży. Prowadzę swoją grupę Odchudzanie dla kobiet od FAT do FIT  i stronę społecznościowa na FB  @Paniswojejwagi w której motywuję innych a także piszę regularnie tego bloga :-)

Oby tak dalej :-)

 EDIT:  Mamy październik 2017. Od tego wpisu minęły ponad 3 lata. Czy coś się zmieniło od tamtego czasu w moim życiu?  Hmm... WSZYSTKO :D
Rzuciłam palenie, zmieniłam pracę, zostałam instruktorem ZUMBA, obecnie jestem na etapie zupełnej  zmiany profilu zawodowego, mam odwagę widzieć w sobie piękno i czuć się Panią SwojejWagi :) Mam 8 kg więcej choć chciałabym 5 mniej ;P  Wiem, że Gruba JA będzie ze mną już na zawsze ale staram się ją polubić, zakolegować jednak nie dawać satysfakcji wygranej nade mną :) Mam chwile, zwątpienia, odpuszczenia ale dziś wiem, że to co robię, robię dla siebie. dla swojego zdrowia i dla dobrego samopoczucia.


01.02.2015 - początek diety - 79 kg

31.07.2015- cel osiągnięty- 60 kg