wtorek, 7 listopada 2017

Śniadanie na słodko z jaglaną poproszę

Moje śniadania od dawien dawna są dość przewidywalne. Niektórzy twierdzą, że wręcz nudne ale ja tak nie uważam. No a w końcu komu jak nie mi to ma smakować, nie? :)  W tygodniu zazwyczaj jem owsiankę z jogurtem i owocami lub po prostu 2 kromeczki dowolnie przystrojonego żytniego chlebka :) Cóż, za każdym razem inny owoc lub inny zestaw na kanapce to chyba nie jest nudno, nie? ;)
Niedziela  jest dniem z rodzinną jajecznicą i dużą ilością warzyw.
Ot takie moje rytuały :)

Jednak kiedy w mojej głowie pojawia się hasło "ograniczam słodkie", natychmiast  w magiczny sposób moje kubki smakowe domagają się na śniadanie słodkiego ;) Od razu zaczynam kombinować, jak tu zrobić, żeby było i słodko i zdrowo :) No i tak w ostatnią niedzielę zamiast jajecznicy powstały "Jaglane pancakes".

Dlaczego właśnie jaglane?? Otóż, po pierwsze mam te jagły już wypróbowane, iż sprawdzają się w wypiekach a po drugie kasza jaglana ma nieprzecenione właściwości odżywcze. Dlatego też, królowa jaglanka rządzi na moim stole dość często. Ostatnio właśnie najczęściej w formie mąki,  która to od jakiegoś czasu  jest  dostępna nawet w wielu dyskontach spożywczych :)


Jeśli zapytacie mnie co mnie w niej urzekło odpowiem krótko:

  1. Po pierwsze słodko-gorzkawy orzechowy smak, jedyny w swoim rodzaju ( bije na głowę mąkę kokosową która nie przypadła mi do gustu pomimo mojej miłości do Bounty ;) ) 
  2. Po drugie ma właściwości odkwaszające organizm a u mnie z objawami zakwaszenia, takimi jak brak energii, sucha skóra i zapalenie dziąseł dość często się mierzę. 
  3. Po trzecie jest wyjątkowo lekkostrawna i nie zawiera glutenu czyli w sam raz dla osób cierpiących na jego nietolerancję ( ja jej u siebie nie zauważam ale ponoć im mniej glutenu w diecie tym lepiej ;).  
  4. Po czwarte jest bardzo sycąca, zawiera duużo błonnika i przede wszystkim jest dobrym źródłem białka. Choć ma dość wysoki indeks glikemiczny nie powinno się jej unikać w diecie. W niewielkich ilościach jest idealna w diecie odchudzającej  zwłaszcza w zimne jesienne dni.
  5.  Po piąte ma właściwości kosmetyczne, gdyż zawiera krzemionkę a ten nieorganiczny związek chemiczny bardzo korzystnie wpływa na kondycję naszych włosów, paznokci, kości i stawów ale krzem też ponoć podnosi przemianę materii.
W zasadzie jeszcze dużo dobrego o jaglance można by pisać ale miało być krótko. Jak dla mnie wystarczająco dużo, żeby się do niej przekonać :)



A tak w ogóle to miało być o przepisie :) Otóż aby powstało idealnie słodkie śniadanie potrzebujemy:

Składniki:

50 gr mąki jaglanej

ok 50 ml mleka 1,5 %

1 małe jajo

10 gr. masła

płaska łyżka ksylitolu

łyżeczka proszku do pieczenia  

 

Przygotowanie:

Jajka i mleko i roztopione masło roztrzepać w miseczce.  Dodać suche składniki i wymieszać do połączenia obu. Konsystencja ciasta powinna być mniej więcej jak gęsta śmietana. Rozgrzewamy patelnię i formujemy łyżką niewielkie placuszki. Smażymy krótko z obu stron na suchej patelni.  Układamy w stosik i polewamy łyżką miodu. Jak mamy to możemy zrobić amerykańską wersję placków i polać syropem klonowym :) Można też dodać odrobinę ulubionych owoców :)

Z jednej porcji wychodzą nam 4 większe lub 8 mniejszych placków.  
1 porcja dostarcza nam ok 415 kal w tym ( 16 gr białka, 55 gr węglowodanów i 16 gr tłuszczu) 

No to, pozostaje życzyć Was smacznego :) 

 A wy jakie macie pomysły na kaszę jaglaną?  Podzielcie się w komentarzu swoim przepisem lub doznaniami kulinarnymi gdy wypróbujecie mój przepis :) 

Po więcej pomysłów i motywacji zapraszam na facebooka, znajdziesz mnie na  Pani swojej wagi  a jeśli jesteś na diecie lub prowadzisz blog, fanpage związany ze zdrowym stylem życia i chcesz się dzielić swoim doświadczeniem to  zapraszam do zamkniętej grupy Odchudzanie dla kobiet od FAT do FIT



poniedziałek, 23 października 2017

Dieta idealna dla Pani Gruszki

Z pewną wrodzoną genetyką się rodzimy i nie mamy, żadnej możliwości pewnych zmian w swoim wyglądzie. Jedną z takich cech jest budowa ciała. Jeśli od małego masz chude nóżki i leciutko wystający brzuszek to niemalże na 100 % w dorosłym życiu wykształtuje się w tobie figura jabłka. Natomiast jeśli będąc młodą panienką leciutko okrągliły  Ci się uda i bioderka, to spodziewać się mogłaś figury typu gruszka. 
Ta druga ponoć jest bardziej pożądana przez mężczyzn :) Jednak myślę, że Pani Gruszka już taka zadowolona nie jest  ;) 
Patrząc ze swojej perspektywy i moich klientek Pani Gruszce ciężej się ubrać. Zwłaszcza tę dolną część ciała. Dysproporcje  między talią a kolanami są na tyle spore, że spodnie albo nie włażą na tyłek albo z niego spadają bo są dużo za duże w pasie :) Fakt, lepiej wyglądamy w obcisłych kieckach od Pań od jabłuszek. No ale błagam Was, kto na co dzień biega non stop w obcisłych kieckach ?? :P 


Dlatego też, Pani Gruszka co i rusz szuka sposobów i diety na to, aby zgubić nadmiar ciałka w newralgicznych miejscach.
Ostatnio natknęłam się na artykuł w którym dietetyk dawał wskazówki co jeść kiedy jesteś gruszką a trener co ćwiczyć żeby spalić tłuszcz w udach. No i się w 100 % musiałam z nimi zgodzić. 

Kiedy trzy i pół roku temu przeszłam na dietę, zupełnie nieświadomie ( choć ponoć ciało zna odpowiedź tylko my go nie słuchamy ;) ) stosowałam wszystkie te zasady i ćwiczyłam odpowiednie ćwiczenia :) I Eureka!! Udało się mieć nóżki jak milion dolarów bez grama cellulitku. No powiedzcie, czy to nie marzenie każdej kobiety??

No więc jeśli jesteś gruszką i szukasz magicznych sposobów na schudnięcie w dolnej partii ciała czytaj dalej ...

A więc Pani gruszka w diecie potrzebuje więcej białka i dobrych węglowodanów, za to tłuszczy powinna unikać. Proporcja odpowiednia dla gruszki to 45 % białka  + 45 % węglowodanów i 10 % tłuszczy. Tak wiem, że teraz powiecie no super, gdzieś już to słyszałam ale jak to cholerstwo liczyć?? Więc odpowiem Wam.. nie liczyć. 

Po prostu zapamiętać zasady. Aby dostarczyć takiej ilości białka i węglowodanów należy spożywać praktycznie w każdym posiłku produkty bogate w białko czyli:
pixbay/luckyLife11


  • ryby ( chude!!) 
  • piersi, z kurczaka i indyka, 
  • chuda wołowinka, 
  •  chudy nabiał 
  • jaja  (najlepiej same białka). 



Jeśli chodzi o dobre węglowodany to można jeść:
źródło:pixbay/citaochel
  •  kasze,
  •  brązowy ryż, 
  • rośliny strączkowe ( fasole,  bóg, groch, soczewica max. ok 100 gr suchego dziennie) ,
  • pieczywo pełnoziarniste ( 2-4 kromki dziennie). 
  • niezbyt słodkie owoce (najlepiej jedzone do południa)


Praktycznie zupełnie, należy wyeliminować z diety tłuszcze. W związku z tym, że w  prawie każdym posiłku znajdziemy trochę tłuszczy to aby zachować odpowiednie proporcje czyli te 10 % staramy się:
  • nie używać tłuszczu do smarowania
  • nie smażyć potraw ( piec w piekarniku)
  • nie używać majonezów, ketchupów, gotowych sosów ( to musimy a nie tylko staramy się!! ;) )
  •  dodawać do potraw na prawdę niewielkie ( do smaku) ilości dobrych tłuszczów takich jak oliwa z oliwek, olej lniany, orzechy
  •  sery ( żółte, peleśniowe, brie i inne ) dodawać tylko jako dodatki np. do sałatek i w minimalnych ilościach a kiedy już użyjemy ich w potrawie nie dodawać oliwy z oliwek czy innego tłuszczu!!  
  • do przyrządzania potraw można używać niewielkich ilości oleju kokosowego który przyspieszy przemianę materii
No i oczywiście eliminujemy cukry które zamieniają się w magiczny sposób podczas trawienia w żołądku w tłuszcze. A które to, tak bardzo nam utrudniają zgubienie tłuszczu z ud!!

Ponieważ Pani gruszka ma skłonności do osteoporozy powinna w swojej diecie znaleźć miejsce na produkty bogate w wapń czyli:
  • tofu, mleko sojowe,
  • jarmuż, kapustę,
  • brokuły, 
źródło: pixbay/sterelbp
A w związku z tym, że dodatkowo Pani gruszka ma tendencje do zatrzymywania się wody powinna unikać soli. Za to ( o ile ma zdrową wątrobę) polecam przyprawy wspierające odchudzanie: chili, paprykę, kurkumę, curry, cynamon, imbir, bazylię, oregano, tymianek, rozmaryn lubczyk


No to jak już Pani Gruszka wie co jeść. No to może się dowie, co ćwiczyć??

Pani gruszka powinna nie zapominać o treningu cardio czyli :
  • dynamiczny marsz, 
  • taniec, 
  • bieganie, 
  • jazdę na rowerze, 
  • stepper,
  • skakanie na skakance,
  •  pajacyki itp.  
(ok 30-40 minut 2-3 x w tygodniu)

 Jednak Pani gruszka potrzebuje też 2 -3 razy w tygodniu treningu siłowego, gdyż ten pozwoli podkręcić jej spowolniony metabolizm.  Trening siłowy zrobicie zarówno na siłowni na maszynach jak i na sali fitness ( np sztangi, cross fit) jak i bez sprzętu tylko z wykorzystaniem ciężaru własnego ciała. Mogą to być ćwiczenia typu:
  • plank, 
  • przysiady, 
  • wykroki, 
  • wznosy bioder leżąc na macie 
  • i wiele, wiele innych które spokojnie znajdziecie w sieci
                                                                                                                                                                                                          

Ot i cała filozofia odchudzania gruszki.  Ten system działa bo sprawdziłam na sobie :) Tylko wtedy gdy trzymałam się tych zasad w 100 % moje uda i biodra wyglądały tak, jak nie wyglądały nawet  za czasów kiedy byłam nastolatką. Wystarczył jednak tylko niewielki spadek formy, ograniczenie ilości treningów  ( w proporcji 2 siłowe i 2 cardio) a także zwiększenie ilości tłuszczy w diecie aby moje bioderka się zaokrągliły. No ale cóż, już wiem co robić i działam. Może znów wkrótce moje nogi będą gotowe na sezon letni :) Ty też zacznij dbać o nie już dziś, to latem sezon bikini otworzysz prawie jak miss polonia :D

Na koniec będzie trochę mniej przyjemnie bo chciałabym zwrócić Waszą uwagę, na aspekt zdrowotny a nie tylko wizualny figury typu gruszka. Otóż "Gruszki charakteryzują się wysokim poziomem żeńskiego hormonu, estrogenu, co przejawia się spowolnioną przemianą materii oraz tendencją do odkładania się tłuszczu pod skórą (głównie na pośladkach, udach i biodrach). Na szczęście nie jest to tak groźne dla zdrowia jak otłuszczenie organów wewnętrznych (częste u jabłek). Jednak kobiety o takiej figurze mają skłonność do osteoporozy, cellulitu, ciężkiego przechodzenia menopauzy, żylaków i zaburzeń w samoocenie („jestem taka gruba”). A wszystko to za sprawą kobiecych hormonów, których gruszkom nie brakuje. Właścicielki tej figury muszą więc dbać o sylwetkę z jednego ważnego powodu – po menopauzie, gdy poziom estrogenu znacznie spada, mogą być narażone na te same schorzenia co jabłka. Jeśli odpowiednio wcześnie zadbają o zdrowie, łatwiej uporają się z tym zagrożeniem w przyszłości." No i tym mniej optymistycznym akcentem zachęcam Was do zadbania o swoje zdrowie poprzez zdrową dietę i aktywność fizyczną. 














Ot taka zmiana w wyglądzie dzięki zastosowaniu tych zasad :)

środa, 4 października 2017

Chcesz schudnąć? Pod żadnym pozorem nie idź na dietę!!

Przeczytałaś tytuł i myślisz "No zwariowała" Jak mam nie iść na dietę kiedy chcę schudnąć? Przecież to zawsze idzie w parze!!

Ha no właśnie. Bo nie doprecyzowałam w tytule pytania. Powinno brzmieć:
"Czy chcesz TRWALE schudnąć? Jeśli tak, to nie idź na dietę."

Piszę to całkiem serio. Najgorszą rzeczą którą zrobiłaś w swoim życiu, to to że poszłaś pierwszy raz na dietę.
Pamiętasz ten dzień??

Zapewne miałaś lekką nadwagę, szykowałaś się do ważnego życiowego wydarzenia np. ślubu czy wymarzonych wakacji. Dotychczas jadłaś co popadnie, głównie słodycze, słone przekąski, szybkie jedzenie i tak zebrało się trochę nadprogramowych kilogramów. No więc na krótko przed tym ważnym dla Ciebie wydarzeniem, spięłaś się, zaczęłaś jeść jak wróbelek,  trenować, pić wodę itp. Być może wybrałaś monotematyczną dietę w której ograniczałaś potrzebne do życia składniki np.  dietę dukana ( białkową), a że byłaś młoda to waga poleciała w dół jak szalona. Pamiętasz ile zajął Ci powrót do dawnej sylwetki?
Miesiąc, dwa?

dieta
Photo credit: <a href="http://foter.com/re/79b4c6">Foter.com</a>

Jednak wydarzenie było, minęło a ty wróciłaś do rzeczywistości i do dawnych nawyków. Zanim sim się obróciłaś ciało wróciło do rozmiarów przed dietą a nawet dawne szmatki jakby skurczyły się w szafie. Przed kolejną dietą miałaś już zapewne dobre parę kilo więcej niż przed pierwszą.  

Tak minęło kilka lat i znów w twoim życiu szykowało się wydarzenie, na którym chciałaś wyglądać jak milion dolarów. Twoje lustro nie zachęcało jednak do radości. Przeszłaś więc na dietę drugi raz. 
Być może miałaś już w międzyczasie za sobą nawet trochę kilkudniowych dietek ale raczej nie traktowałaś ich jeszcze na poważnie. Za to ta druga dieta była całkiem serio.

 Nakupiłaś warzyw, owoców, 3 zgrzewki wody, pół torby suplementów diety bo chciałaś schudnąć szybko tak jak za pierwszym razem. Różnica może być teraz taka, że masz trochę mniej czasu, chęci do ćwiczeń, więcej obowiązków domowych czy zawodowych, więc i czasu na dietę mniej. No i znów schudłaś. Jednak tym razem szło Ci to oporniej, suplementy średnio działały, czas diety się wydłużał więc skończyłaś ją trochę przed terminem osiągnięcia wymarzonej wagi. Zapewne uznałaś:  - No trudno nie mam już nastu lat i nie muszę wyglądać jak Miss Polonia. Zeszłaś z otyłości do nadwagi lub z nadwagi do wagi mieszczącej się w normie. Lustro już całkiem przychylnie na Ciebie patrzyło a ty w nagrodę za swój wysiłek poszłaś  świętować swój sukces lodami z bitą śmietaną lub kebabem z  frytkami w zależności kto co  lubi ;)
Photo credit: CRE@!V!TY via Foter.com / CC BY-NC-ND

I znów wpadłaś w wir pracy, obowiązków i nie w głowie Ci było zdrowe jedzenie. No więc klasycznie dopadło Cię jojo i samoocena spadła o 200 %. Owszem jeszcze przed znajomymi i samą sobą próbowałaś przyjmować maskę, że lubisz siebie, swoje ciało, że kochasz jeść, że dziewczyny z nadwagą są sympatyczniejsze itd, itd.

Jednak w twojej głowie pojawiała się coraz częściej myśl o zmianie nawyków żywieniowych. Coraz częściej podejmowałaś kilkudniowe próby przejścia na dietę ale efekty przychodziły coraz trudniej i były coraz bardziej znikome. Ciągle chciałaś chudnąć szybko i dobrze, tak jak to było za pierwszym razem. A tu dupa. Za to te wszystkie kilkudniowe diety powodowały coraz większe jojo i twoją coraz większą frustrację.
 Aaaaa, chciałoby się krzyczeć. Gdzie popełniam błąd!!! Dlaczego nie chudnę??!! Zadajesz sobie te pytania i  rownie szybko sobie na nie odpowiadasz:
"No bo nie mam czasu jeść regularnie"  ,
 "No bo nie lubię ćwiczyć",
"Bo tak kocham ciastka",
"Bo metabolizm już nie ten"
 i pewnie znajdujesz jeszcze tysiąc innych powodów.

A ja ci powiem gdzie popełniłaś błąd!! Dokładnie tam gdzie ja kilkanaście lat temu!! Tym błędem było twoje pierwsze przejście na dietę. Dietę monotematyczną, dietę o zbyt niskiej kaloryczności, dietę połączoną z aktywnością a potem zwyczajnie powrót do starych nawyków. Nie obraź się, że to napiszę ale "głupotą jest robić ciągle to samo i oczekiwać różnych rezultatów" (Albert Eistein. ) Dlatego właśnie z pełną stanowczością twierdzę, że jeśli chce się trwale schudnąć NIE MOŻNA IŚĆ NA DIETĘ tylko ZMIENIĆ NAWYKI :)
Jestem w 200 % przekonana, że jeśli zmienisz w głowie myślenie na "Chcę być zdrowa i piękna więc będę się zdrowo odżywiać i będę aktywna fizycznie", to zmiany przyjdą i będą trwałe :) Skąd to wiem?? Sprawdziłam na sobie i kilkudziesięciu moich klientkach coachingowych :) 


najlepsza dieta na świecie
Photo credit: <a href="http://foter.com/re/79b4c6">Foter.com</a>
No dobra. Łatwo powiedzieć gorzej zrobić pomyślisz. O czego zacząć? To dla mnie za dużo - powiesz.
A ja Ci powiem zacznij od maleńkich kroków. Być może od wyeliminowania z codziennej diety całej masy słodkości które uwielbiasz i zamień je na zdrowe słodycze i jedz je maksymalnie jako jeden posiłek. Być może od picia wody z którą dotychczas miałaś na bakier bo jej "nie lubisz". Być może zamiast morderczych treningów na siłowni od których na samą myśl robi Ci się słabo, zaczniesz od szybkich spacerów  2-3 razy w tygodniu po 30 minut. Tylko ty wiesz od czego możesz zacząć zmianę, żeby było to dla Ciebie wyzwanie, ale takie które  Cię nie przeraża. Gdy zmiana tego jednego maleńkiego nawyku wejdzie Ci w krew jestem przekonana, że nabierzesz chęci na więcej. :D A potem to wystarczy już tylko odrobina samodyscypliny. Jak ją u siebie wyzwolić i trenować przeczytasz tu: Jak trenować samodyscyplinę?

Więc teraz już nie bocz się i nie obrażaj. Trudno, nie wiedziałaś. Poszłaś na tę cholerną dietę, mleko się wylało i nic nie da się z tym zrobić. Możesz jednak zawsze w każdym momencie swojego życia, zacząć "chudnąć" inaczej. Zdrowo :) Owszem teraz będzie już wolniej i trudniej,.Owszem będziesz miała chwile zwątpienia ale DASZ RADĘ!!! Wierzę w Ciebie :D
A jaka będzie radość z sukcesu?? :D :D 
motywacja do diety
Dodaj napis


A jaka jest twoja historia "diet"?? Może się z nią ze mną podzielisz?? Napisz  w komentarzu lub prywatnej wiadomości. A jeśli szukasz wsparcia, bo chcesz podjąć wyzwanie i zacząć zmianę od "głowy" zapraszam dołącz do mojej grupy  na facebooku Odchudzanie dla kobiet od FAT do FIT lub dowolnej innej (np. Codziennie lżej tracimy kilogramy ;) ) i zmień swoje nawyki raz na zawsze :D
Będzie mi również miło, gdy zajrzysz i polubisz mojego fp Pani swojej wagi a otrzymasz ode mnie garść motywacji :D

poniedziałek, 25 września 2017

Tarta malinowo kokosowa fit

Jak większość ludzi na świecie jestem słodyczowym łasuchem. Bez ciast i ciasteczek nie wyobrażam sobie życia ( a zwłaszcza moje biodra ;) ). Jednak te sklepowe ciasteczka zawierają za dużo tłuszczów utwardzonych i innych świństw dlatego też, co i rusz wyszukuję nowych pomysłów na słodkie smaki.

Ostatnimi czasy zaopatrzyłam się w sklepie ze zdrową żywnością "Zmień to" w mąkę kokosową i eksperymentowałam :)
A że zawsze po lecie mam zamrożone sporo malin, to wyszła mi taka oto tarta kokosowo malinowa :)
Od razu przyznam, że jakaś mega słodka to ona nie jest, gdyż nie zawiera grama czystego cukru ale z pewnością przypadnie do gustu miłośnikom zdrowej żywności.

ciasto z mąki kokosowej

Składniki:

150 gram mąki kokosowej
 6 jaj
300 gr jogurtu greckiego ( ja dodałam Piątnicy 0 % tłuszczu bo już sama mąka kokosowa zawiera go sporo)
5 łyżek syropu z agawy lub miodu
3 łyżeczki żelatyny
300 gram malin ( mogą być mrożone i ja takich użyłam )
Na polewę:
łyżka oleju kokosowego, 4 kostki gorzkiej czekolady

tarta kokosowo malinowa
tarta malinowo kokosowa

Przygotowanie:

 W misce wymieszaj dokładnie mąkę z jajami. Dodaj 3 łyżki syropu z agawy i jogurt grecki. Miksuj wszystko aż do uzyskania jednolitej masy ( konsystencja będzie nieco grudkowata ze względu na mąkę kokosową).

 Surowe ciast rozłóż na małej blaszce wyłożonej papierem do pieczenia ( im większej blaszki użyjesz tym ciasto będzie bardziej płaskie).

Wstaw do nagrzanego piekarnika i piecz przez ok 30 min w temperaturze 190-200 st. Ciasto dość mocno się przyrumieni.

 W tym czasie w rondelku zagotuj maliny z odrobiną wody. Dodaj 3 łyżeczki żelatyny (ewentualnie substancji agar agar) i pozostałe dwie łyżki syropu z agawy ( lub miodu). Zagotuj mieszając do momentu gdy masa zacznie lekko tężeć. Ostudź.

Gotową masą polej przestudzone ciasto.
Wlej wodę do rondelka i wstaw do niej miseczkę. Zagotuj wodę. Kiedy miska się ogrzeje wodą rozpuść w niej łyżkę oleju kokosowego i 4 kostki gorzkiej czekolady. Zamieszaj. Gotową polewą polej ciasto. Wstaw do lodówki aby wszystko dobrze stężało.


Smacznego :)

Jeśli podoba Ci się u mnie na blogu, będzie mi miło gdy dodasz mnie do obserwowanych lub polubisz mój fanpage na fb Pani Swojej Wagi
























sobota, 23 września 2017

Rozwijam firmę z inteligencją finansową

Od kilku lat jestem drobnym przedsiębiorcą. Takim wiecie, samozatrudnionym co to etatu nie ma a siedzi w pracy po 10 godzin ;) No i tak od kilku lat myślę nad rozwojem tej swojej firmy i ciągle brakuje mi odwagi rzucić się na głębszą wodę.
Dlaczego?
No najzwyczajniej w świecie dlatego, że brak mi wsparcia finansowego. Ktoś powie weź kredyt. Drugi powie weź "niepierdol" i zacznij działać ;)
Ha, jednak łatwiej powiedzieć, gorzej zrobić. Ja po prostu nigdy o sobie nie myślałam w kategorii "Biznesmenka" tudzież "Bizneswomanka" bo nigdy nie wiem co bardziej poprawne politycznie :D



Mam jednak koleżankę, która od wielu lat odnosi sukcesy w sferze finansowej. Swoją wiedzą, jak zarabiać pieniądze, jak zostać biznesmenem czy inwestorem dzieli się na organizowanych od dawna szkoleniach pt. "Inteligencja Finansowa"
Kasia wielokrotnie zapraszała mnie na skorzystanie ze swojego szkolenia. Jednak zawsze było mi jakoś nie po drodze. A to termin nie pasował, a to tą stówkę wolałam wydać na wydawało mi się wtedy pilniejsze potrzeby. A tak na prawdę, to chyba czułam, że to nie dla mnie ta cała inteligencja finansowa. Ja jej po prostu nie mam i już. Kiedy ostatnio znów przy kawie padł temat rozwoju mojej firmy, i ja znów marudziłam, że boję się zainwestować no bo przecież gwarancji zwrotu z inwestycji w swój biznes nie ma. A ja jestem po prostu cykor. Kasia po raz n-ty powiedziała. Przyjdź, w sobotę. Posłuchaj, podziałaj i jak Ci się nie uda, to powiesz, że ta cała inteligencja finansowa jest do dupy.

Kurczę, pomyślałam. A niech tam, najwyżej stracę te parę złotych, idę. Tak więc dziś byłam i jestem.....zaskoczona. Oczywiście pozytywnie. Okazało się, że  cały filar tej inteligencji finansowej to żadne tam indeksy giełdowe, akcje, obligacje czy inne aktywa lub pasywa. To po prostu przeprogramowanie myślenia :) Wiem, że niektórzy pewnie uważają, że to czary mary i w ogóle. Zresztą sama dotychczas tak myślałam i myślę. Wiecie, w końcu od wielu lat jestem twardo stąpającą po ziemi księgową gdzie 2+2 musi się równać 4 :D Jednak Kasia opowiada o tym tak przekonująco, pokazując prawdziwość teorii w autentycznych historiach biznesowych, że  i mnie przekonała.  Przynajmniej do tego, że warto spróbować myśleć i działać według jej metod. Przypomniały mi się moje własne słowa, że wszystko zaczyna się w głowie" Dotknęłam dziś przekonań które mnie blokują i czas się z nimi zmierzyć :)
kasiaczyz.pl

Najcenniejsze dzisiejsze odkrycie, to moje fundamentalne wartości. Dziś wiem, że są spójne ze mną, z moją wizją rozwoju firmy. Dziś wiem, że idę w dobrym kierunku tylko jeszcze chcę nauczyć się "widzieć" już te pieniądze i sukces :D 

Wierzę że Pani Swojej Wagi zacznie się rozwijać i znajdą się pieniądze, osoby i sposoby na realizację moich celów :D Wiem też, że samo się nic nie zrobi i zaczynam działać. 

www.kasiaczyz.pl
Tak więc dziś w przestrzeń i wszechświat daję Wam część mojej energii :) I niech wróci potrójnie :D 
A Wy jaki macie stosunek do tzw. szkoleń miękkich? Chodzicie? Stosujecie wiedzę w życiu codziennym? Jak się sprawdza? Jestem ciekawa waszych opinii? :D 

A ja.. pewnie za jakiś czas napiszę, czy teoria w praktyce działa :D
www.kasiaczyz.pl

poniedziałek, 11 września 2017

A ty biegniesz czy spacerujesz w swoim maratonie życia??

Jakieś 1,5 roku temu postanowiłam zmienić klub fitness. Wtedy po raz pierwszy miałam okazję korzystać z treningu o wdzięcznej nazwie green fitness. Normalnie pewnie bym nie poszła bo nazwa kojarzyła mu się z naturą, jakąś jogą czy innym rozciąganiem. A w tamtym czasie większość moich treningów to były zajęcia typu cross fit czyli siłowo interwałowe. Jednak znajoma zachęcała. - " Byłaś na Green Fitness u Ani Harłukowicz -Niemczynow?? Nie?? To żałuj. Nie wiesz co tracisz. Ta to potrafi dać taki wycisk, że zakwasy masz przez tydzień. Ale robi to z takim wdziękiem, że chce się do niej wracać. Do tego ta osobowość!! No wspaniała i ciepła kobieta" 

Pomyślałam, co mi szkodzi.? :) I jak raz poszłam, to nie chciałam już chodzić nigdzie indziej :D Wszystko co mówiła Kaśka się sprawdziło. Ancia była cudowna!! Nie mówiła do nas inaczej jak "moje robaczki" i jak nikt inny do tej pory, potrafiła motywować do kolejnego powtórzenia ćwiczenia. Widać było, że jest mega emocjonalną kobietą i w trening wkłada mnóstwo pracy, energii i emocji. Praktycznie na każde zajęcia przynosiła własnoręcznie pieczony przez siebie chleb lub ciasteczka, tudzież słoiczek domowej nutelli i na koniec zajęć losowała uczestniczkę którą tymi pysznościami obdarowywała :D Niestety jak to mówią, wszystko co dobre szybko się kończy. Klub w którym pracowała Ania przez kilka lat rozwiązał z nią umowę i skończyły się moje treningi z Ancią :(

Jednak pozostał mi do niej sentyment i śledziłam jej życiowe poczynania na oficjalnym profilu Facebookowym Anna Harłukowicz - Niemczynow   Im bardziej ją poznawałam tym bardziej się do niej przekonywałam :D  I choć nie jesteśmy sobie bliskie czułam, że wiele mnie łączy z tą śliczną filigranową dziewczyną z cudownymi włosami. :) I nie chodziło tu bynajmniej o wygląd ;) Ania daje się poznać jako kobieta niezwykle wrażliwa, sentymentalna, uczuciowa, ciepła a przy okazji bardzo radosna ( to też nie te wspólne cechy :P ) . Praktycznie w każdym jej poście był albo cudowny uśmiech albo łzy jak grochy. Jednak łzy były tylko wzruszenia :) Bo czego jak czego ale tak ogólnie powszechnego "narzekactwa" zarzucić jej nie można. Wręcz przeciwnie. Swoją osobą pokazuje, że warto być sobą, warto być naturalnym, nie można wstydzić się emocji i trzeba w życiu wierzyć i walczyć o szczęście.  Dla mnie, jej 35 letnia życiowa mądrość przewyższała niejednego 60-latka. Dziś wiem, że to co nas łączyło to trudne życiowe doświadczenia. To konieczność podniesienia się z kolan po upadku z wielkiej życiowej góry... 
Anna Harłukowicz Niemczynow
źródło: Anna Harłukowicz Niemczynow oficjalnie

Pewnego dnia Ania napisała, że rezygnuje z treningów i spełnia swoje marzenie. Chce napisać i wydać książkę. Jak postanowiła tak zrobiła i w sierpniu tego roku hucznie a zarazem skromnie zakomunikowała, że oto już jest. Cieplutka, wręcz jeszcze gorąca nowość wydawnictwa Videograf pt. "W maratonie życia" którego jest autorską. W pierwszej chwili pomyślałam sobie, że jest to powieść romantyczna. Bo Ania wydawała mi się niepoprawną romantyczką ;) Taka o wielkiej miłości a ja za takim gatunkiem literackim nie przepadam. Kiedy jednak Ania napisała, że na jej powieść jest aktualnie promocja w Empiku, pomyślałam - raz się żyje. To tylko 20 zł. Człowiek więcej na głupoty wydaje. Zamówiłam, odebrałam i ... pochłonęłam w 3 dni :)

Powieść Ani pt. "W maratonie życia" owszem jest o miłości. Ale jest to miłość trudna i zarazem piękna. Autorka pokazuje w niej oblicze miłości zakazanej, miłości młodzieńczej, miłości do dziecka, miłości do biegania i miłości do świata i siebie samej. Główna bohaterka Matylda to młoda kobieta która dość szybko zakłada rodzinę. Jej pierwszy mąż i ojciec dziecka jak to w życiu bywa okazuje się nieodpowiedzialnym bawidamkiem i młodej Matyldzie przychodzi zmierzyć się z samotnym macierzyństwem oraz ranami w sercu zadanymi przez ukochanego niegdyś męża. Jest jednak jeszcze na tyle ufna wobec mężczyzn, że podejmuje drugą próbę "zakochania się". A w zasadzie spływa na nią ta miłość jak grom z jasnego nieba. I choć Matylda wie, że to miłość zakazana i próbuje z nią walczyć to jak to pisze sama autorka "Z miłością jak ze sraczką - czasem nie można jej powstrzymać" :) W bieganiu Matylda odnajduje ukojenie swoich emocji i właśnie temu bieganiu poświęca część swojej książki. Jak się skończy "maraton" Matyldy przekonasz się czytając powieść. Czy będzie Happy End??

recenzja w Maratonie życia
"W maratonie życia" Anna Harłukowicz Niemczynow


Książkę polecam każdej kobiecie która poznała trudy samotnego macierzyństwa, zdrady, rozwodu. Każda z Was odnajdzie tam cząstkę siebie. Bo choć jak pisze autorka na swoim funpagu powieść jest fikcją literacką to "ślepy o kolorach nie napisze" Utwór jak dla mnie, ma mega szczery i prawdziwy przekaz. Jest naładowany czystymi emocjami autorki. Nawet ja, ta która łzy uznaje za słabość zryczałam się jak głupia podczas jej czytania. A to znaczy, że książka jest mocna :D 


Matylda biegnąc maraton ma mocne przemyślenia odnośnie swojego życia. Jednak jej przemyślenia dotyczą większości kobiet, zwłaszcza tych mieszkających w Polsce. I są im potrzebne do życia jak powietrze. Bo dają siłę i wiarę w lepsze jutro :)

 Oto kilka z nich:

 " Zanim kogoś ocenisz spróbuj założyć jego buty.."

" Bo w życiu jest jak w pierwszym maratonie - na początku wszystko wydaje się proste. Kiedy biegniesz trzeci kilometr nie jesteś w stanie przewidzieć co czeka cię na trzydziestym.."

" Biegnąc maraton musisz rzetelnie postawić każdy krok. Jeden po drugim, noga za nogą... jak to w życiu. Każda decyzja rodzi swoje konsekwencje...Los często nie daje nam drugiej szansy"

"Proces przygotowania do maratonu był niezwykle inspirujący i wręcz terapeutyczny. Odkryłam, że bieganie umacnia moje ciało i przesyła impuls do mojego umysłu, zmuszając do oczyszczenia. W ten oto sposób, było mi łatwiej radzić sobie z tym co mnie spotkało"
 
"Szczęścia trzeba szukać w sobie. Nie zdobędziemy go poprzez działania innych"

"Kiedy stoisz na starcie maratonu życia, zwanego małżeństwem, nie wyobrażaj sobie, że jego zakończeniem będzie puenta "I żyli długo i szczęśliwie" Zarówno w biegu jak i w życiu niczego nie da się przewidzieć. Jedyne, co pewne, to zmiana. Na nią trzeba być zawsze gotowym"

"Jeśli w  coś wierzymy i pracujemy na nasze marzenia, nie ma innej możliwości - musi się udać!! "

                                  Anna Harłukowicz Niemczynow
                                              "W maratonie życia"

Ach, no całkiem bym zapomniała :) W książce znajdziecie również przepisy Matyldy. Między innymi na przepyszną, zdrową i domową nutellę  co jest niewątpliwie dużą wartością dodaną ;)


I jeszcze wiecie co??  Po przeczytaniu książki postanowiłam, że zacznę biegać. A dlaczego?? .... O tym w innym poście ;) 


niedziela, 10 września 2017

Autentyczność przyciąga

Muszę się Wam do czegoś przyznać....zrobić taki rachunek przed moimi czytelnikami i przed samą sobą.

Ponad trzy miesiące temu szumnie zmieniłam nazwę swojego bloga i ... nagle nastała cisza. Zniknęłam z życia facebookowego, blogowego, fitnessowego, dietetycznego. Dokładnie wtedy, gdy znów podjęłam tę decyzje postanowiłam się wylogować z życia. Czułam się tak jakby ktoś zabrał mi baterie. Zero chęci do życia, aktywności, diety o motywacji nie wspominając. Najpierw pomyślałam, że mój organizm po roku naprawdę intensywnej pracy potrzebuje odpoczynku. Więc dałam sobie czas. Bo każdy zasługuje na to, żeby czasem odpuścić. Jednak dzień za dniem mijał a mi nie przechodziło. Pozwoliłam sobie na tę przerwę o jeden dzień za długo i...Gruba Ja o której pisałam Tu pokazała mi kto teraz rządzi :(

Zaczęło się wieczorne podjadanie, coraz większa ilość słodyczy, wakacyjne grille, nadmorskie gofry z bitą śmietaną, do tego niechęć do aktywności i ..buch kolejne dwa kilogramy do przodu.
Do tego na moje nieszczęście przez ostatni rok pracowałam tak dużo, że zdrowy nawyk regularnego jedzenia poszedł w pizdu i  tylko resztki rozumu trzymały mnie przed nocnym obżarstwem i brakiem aktywności. Wiem, sama jestem sobie winna. Nikt inny tylko ja sama. Bo w życiu podejmujemy wybory. A ja rok temu podjęłam się tej cholernej nowej pracy. Miało być tak pięknie a ...wyszło jak zawsze. Wraz z dodatkową kasą przybyły mi cztery dodatkowe kilogramy. Razem było już sześć kilogramów do przodu. Dla mnie to sporo.  Kolejny raz życie pokazało mi, że nadszedł czas na zmianę branży zawodowej ;)


Tak więc od jakiegoś czasu najzwyczajniej w świecie było mi wstyd, że Ja, ta co zawsze starała się być wzorem, motywatorem do dbania o zdrową dietę i aktywność po prostu odpuszcza.
Wraz z końcem wakacji powiedziałam dość. Pogadałam wreszcie ze sobą tak szczerze ( czasem trzeba ponoć z kimś inteligentnym pogadać ;) ) i znów podjęłam ważne decyzje :)

Po pierwsze uświadomiłam sobie, że kolejny raz odpuszczam przed metą. Od jakiegoś czasu moją metą była zmiana profilu zawodowego. I kolejny raz lęk przed zmianą mnie pokonał. Dokładnie 15 miesięcy temu, wtedy gdy byłam tak bliska rozpoczęcia nowego życia pojawiła się ta cholerna druga praca. Choć dobrze wiedziałam, że szczęśliwsza będę idąc w kierunku psychodietetyki, coachingu to zdecydowałam się brnąć w to co znam. To trochę tak jak żaba siedząca po uszy w śmierdzącym bagnie. Choć wie, że tym bagnie jej śmierdzi i nie jest fajnie to nie ma odwagi zmienić go na nowe jezioro. Inne żaby zapewniają, że obok jest zupełnie nowe piękne i czyste jezioro ale ona nie zmienia swojego bagna. Boi się, że mogą tam czyhać na nią inne nieznanie niebezpieczeństwa. A może zeżre ją bocian? Boi się więc nieznanego i tkwi po uszy w śmierdzącym ale znanym bajorze.
Znacie to skądś? Znam wielu ludzi, którzy nie zmieniają swojego życia głównie przez lęk przed nieznanym. A ty??

Po drugie przestałam o sobie myśleć w kategoriach "Pani Swojej Wagi z mnie jak z koziej dupy trąba"  Uświadomiłam sobie, że każda na z nas jest Panią Swojej Wagi. To przecież ode mnie zależy ile będę ważyć!! Nawet jeśli mam nadwagę to ciągle jestem odpowiedzialna za to ile ważę. Cały pic polega na tym, że ja chcę ważyć dokładne tyle, ile pozwoli mi się czuć dobrze sama ze sobą patrząc w lustro. Dla jednych będzie to krągły tyłek, dla drugich lekki tłuszczyk a jeszcze dla innych figura nowoczesnej modelki. Dla mnie było to 62-63 kg. Nie mniej i nie więcej. To w tej wadze czułam się piękna patrząc w lustro. Oczywiście efektu dodawały ćwiczenia na siłowni i zajęcia fitness :D


Po trzecie przypomniałam sobie, że nie da się zjeść ciastka i dalej mieć ciastka. Albo, albo. Więc muszę wybrać. Albo godzę się z tym, że mam fajną kasę ale pracuję ciężko i niewielkie szanse na pogodzenie tego ze zdrowym stylem życia ( no bo czasem z mężem i dzieckiem też trzeba pogadać, nie? ;) ) Albo rezygnuję z jednej pracy na rzecz zadbania o siebie. O zdrową dietę, ruch. No i może przy okazji tę zmianę zawodu?  :) Z bólem serca ( a raczej portfela) wybrałam to drugie.

żeby się chciało tak jak się nie chce

A więc ..potrzebuję schudnąć z 6 kg :D  I znów znaleźć w sobie motywację do zmiany.
Choć patrząc w lustro ciągle mogę powiedzieć sobie, że nie jest źle to nie chcę oszukiwać samej siebie ani czytelników mojego bloga i grupy. Owszem mogę dalej na zdjęciach wciągać brzuch aż będzie widać żebra. Mogę też wypiąć się pokazując jaki to bebzon mi urósł i się trochę poużalać. Ale stawiam na autentyczność. Jestem jaka jestem. Jestem istotą słabą, popełniającą błędy. Jestem tylko człowiekiem. Dlatego postanowiłam ruszyć od nowa.


nie oszukuj sam siebie

Napiszę plan ( bo bez tego ani rusz) i działam. Planem podzielę się z moją grupą Odchudzanie dla kobiet od FAT do FIT bo w grupie siła :D

 I działam od dziś. Nie od jutra, od poniedziałku czy przyszłego miesiąca.
DZIAŁAM TU I TERAZ!!! Zaczynam od mojej ukochanej Zumby :D
Trzymajcie kciuki :D 
motywacja
Dodaj napis


A na koniec zagadka. Która z Ja na zdjęciu u góry  jest autentyczna i prawdziwa ? ;)

Jeśli też tak masz, że codziennie jesteś rozdarta pomiędzy "powinnam" a "nie daję rady" dołącz do mojej społeczności :) Pani Swojej Wagi i zostaw komentarz pod postem :) Będzie mi bardzo miło, i będę miała więcej siły i energii dla Was :D
BO KAŻDA KOBIETA ZASŁUGUJE NA TO ABY BYĆ PANIĄ SWOJEJ WAGI I ŻYCIA!!!