poniedziałek, 4 grudnia 2017

Rozgrzewające danie na zimowy obiad

Dziś rano po drodze mijałam dwa auta w rowie. Cóż, prószy śnieg jest ślisko i na efekty nie trzeba było długo czekać. 

 Nie da się ukryć. Przyszła do nas zima :)

A jak zima to na dworze zimno.  Jak zimno to organizm się szybciej wychładza. A jak się wychładza to potrzebuje więcej energii żeby się ogrzać. I co się wtedy dzieje?? Chce nam się jeeeść :D 
To właśnie jeden z głównych powodów dla których zimą nie tylko trudniej schudnąć ale i łatwiej przytyć ;) 

Dlatego nasza zimowa dieta musi się różnić od tej letniej. Starajmy się rezygnować z wychładzających pokarmów np takich jak nabiał na korzyść ciepłych rozgrzewających potraw. Na stole powinny wtedy królować u nas ciepłe zupy ale możemy tez podnosić temperaturę naszego ciała ostrymi rozgrzewającymi od środka przyprawami takimi jak: curry, kurkuma, imbir, cynamon :) 

W 20 minut możemy wyczarować przepyszne  sycące i dostarczające wszystkich zdrowych składników danie które można serwować w wersji wegańskiej lub z dodatkiem ulubionych mięs.

Zapraszam do wypróbowania tego dania i podzielenia się w komentarzu opinią lub własną wersją ulubionej zimowej potrawy :) 

wegańskie danie
Dodaj napis

Ciecierzyca z curry 

Składniki:

  • 1 puszka ciecierzycy konserwowej lub 1,5 szklanki ugotowanej 
  • 1 cebula 
  • łyżka oliwy z oliwek lub oleju kokosowego
  • puszka mleczka kokosowego ( najlepiej w wersji light 12 %)
  • łyżka koncentratu pomidorowego lub 2 łyżki pomidorów krojonych z puszki
  • papryka czerwona
  • 2 łyżeczki curry
  • pół łyżeczki kurkumy
  • szczypta chili, papryki słodkiej, 
  • pieprz i sól do smaku

Przygotowanie:

Ciecierzycę dokładnie opłucz z zalewy, zalej wodą i mocz ok. 30 minut. ( jeśli używasz świeżej ciecierzycy to przed przygotowaniem mocz ją ok 8 godzin w wodzie, po czym odcedź i gotuj przez ok 60 minut) Cebulę i paprykę pokrojoną w kostkę, zeszklij na rozgrzanej patelni z łyżką tłuszczu.  Dodaj cieciorkę, curry i kurkumę i chwile podsmaż. Dodaj pomidory lub koncentrat. Następnie puszkę mleczka kokosowego. Dodaj resztę przypraw i zamieszaj. Doprowadź do wrzenia i gotuj na małym ogniu przez ok 20 minut mieszając od czasu do czasu. 

Ponieważ ja nie jestem weganką to w mojej wersji dodałam to tej potrawy polędwiczki z kurczaka w przyprawach pieczone ok 20 minut w piekarniku :D 





 
Życzę smacznego :)
 
Po więcej pomysłów i motywacji zapraszam na facebooka, znajdziesz mnie na  Pani swojej wagi  a jeśli jesteś na diecie lub prowadzisz blog, fanpage związany ze zdrowym stylem życia i chcesz się dzielić swoim doświadczeniem to  zapraszam do zamkniętej grupy Odchudzanie dla kobiet od FAT do FIT




wtorek, 28 listopada 2017

Nie samym odchudzaniem człowiek żyje

Chyba nadszedł ten właściwy czas aby dodać do bloga zakładkę "Lifestyle" czyli co tam u mnie w duszy piszczy. Do tej pory wzbraniałam się przed tym dość mocno. Taką blokadą w głowie było to, że mojego bloga czytają moi znajomi i ci bliscy i ci trochę dalsi. I tak jakoś niezręcznie mi było, że tak odkryję te swoje wewnętrzne psychiczne bebechy. 

No chyba sporo osób też tak ma, że nie lubi mówić wszystkim dookoła co u niego słychać. O ile jeszcze jest to powód do radości i chwalenia to pal licho. Jednak życie nie zawsze jest kolorowe i usłane różami a raczej częściej usłane kolcami od róży. Choć nie powiem. Piękne pachnące płatki róż w naszym życiu też bywają i niektórym nawet zdarzają się bardzo często ( no tylko pozazdrościć :) ). Jednak codzienność jest codziennością i nie ma się co oszukiwać, Zdarzają się rozstania, rozwody, śmierć, choroby, kłopoty z dziećmi, kłopoty w pracy, sprzeczki lub wielkie awantury z przyjacielem, sąsiadem czy członkiem rodziny. Są też momenty fajne jak pierwsza randka, pierwsze wyznanie miłości,  przygotowania do ślubu, oczekiwanie na dziecko, radość z pierwszego występu w przedszkolu, z awansu w pracy, z pochwały szefa, z osiągnięcia sukcesu itd itd. Czasem się rozwijamy a czasem zwijamy. To wszystko wywołuje emocje czy tego chcemy czy nie.

Mój blog to miejsce, gdzie  często jednak wsparcia szukają osoby z nadwagą, szukające swojej drogi do zdrowszego "JA".  I wielokrotnie tu podkreślałam, że "odchudzanie zaczyna się w głowie" tak samo zresztą jak tycie. No a jeśli w głowie, to ma wiele wspólnego z emocjami. Emocje przeżywamy wszyscy, czasem mamy ich świadomość i potrafimy je nazwać po imieniu a czasem  nie. Czasem przyznajemy się do tego, że je odczuwamy a czasem udajemy sami przed sobą, że nie albo  tak na prawdę nie wiemy co czujemy w związku z daną sytuacją. 

No i tu się okazuje, że baardzo często je zajadamy. Jak je zajadamy to tyjemy, jak tyjemy to czujemy się kiepsko i spada nam samoocena. Ba, zajadamy nie tylko przykre ale i dobre emocje,  takie jak radość, szczęście, euforia.  :) A ja  tu ciągle piszę jakieś pitu, pitu  o tym, że trzeba te emocje rozpoznawać, rozumieć i rozgraniczać i  jednak ciągle zdarza mi się "nażreć" w emocjach. Wiem, że takich osób jak ja jest mnóstwo zarówno wśród moich czytelników jak i tych którzy o moim istnieniu nie wiedzą i pewnie nawet się nie dowiedzą ;) Wiem, bo piszecie do mnie o tym  często w rozpaczliwych meilach czy wiadomościach  prywatnych. A ja ciągle niezmiennie odpisuję, że to jest normalne, że większość tak ma i że nie warto się poddawać ( co nie znaczy nic z tym nie robić ;) ). 

 Dlatego w zgodzie ze sobą postanowiłam pisać o tym co mi w duszy aktualnie gra.  Nie tylko o emocjach ale i fajnych wydarzeniach w których uczestniczę. O przeczytanych książkach o ile wniosą do mojego życia coś wartościowego. O warsztatach rozwoju. O moich pomysłach na życie ( a mam ich 150 na minutę ;) ) O doświadczeniach życiowych. O sukcesach i porażkach. O tym co mnie akurat poruszyło i wywołało emocje. Po prostu o... życiu. 

Bo to jest właśnie autentyczność z którą się utożsamiam. Myślę, że Was nie zanudzę :) Prawda jest taka, że jestem jedną z Was. Tą samą która walczy, upada, cieszy się i płacze, odnosi sukcesy i ponosi porażki. Tą która robi dwa kroki do przodu i jeden a czasem trzy do tyłu.  Tą która wierzy, że w każdej z nas jest siła na to, aby jeśli na prawdę czegoś bardzo chce to może to osiągnąć. Tą która tę zasadę wprowadza u siebie w tempie wolniejszym niż chód żółwia. Ale nie poddającą się i ciągle idącą do przodu w tym filmie zwanym "ŻYCIE"  :) 


Jeśli chcesz wiedzieć na bieżąco co tam u mnie aktualnie w tej duszy gra. To polub mnie na na facebook Pani swojej wagi zaglądaj na blog czytaj, komentuj, inspiruj czy nawet konstruktywnie hejtuj ( o ile można konstruktywnie hejtować ;) ) Bo jestem tu w sieci dla siebie ale też przede wszystkim dla Ciebie :)
Dla kobiety która otwarcie lub bardzo głęboko  w sobie wierzy, że to właśnie my możemy przenosić góry, dokonywać niemożliwego, odnosić sukcesy i nie bać się porażek :D Tej która wie, że wszystko możemy ale nie zawsze chcemy :) Tej, która odważnie idzie przez życie oraz tej, która jeszcze nie ma odwagi zrobić pierwszego kroku do zmiany swojego życia :) Po prostu dla CIEBIE :D

piątek, 24 listopada 2017

Fit mama na zwolnieniu czyli czy prosto jest wrócić do aktywności?

Nie wiem czy wiecie ale mam nastoletnią córkę. ( tak w sumie mam dwie córki z tym, że jedna już dorosła ;) )  I w tej mojej młodszej córce próbuję zaszczepić sportowego ducha. W dobie pokolenia Iphonów ( czyt. srajfonów) to jedyna rozsądna rzecz jaką każdy rodzic powinien zrobić. No nie ma się co oszukiwać drodzy rodzice. Nasze nastoletnie dzieci spędzają przed telefonem czy laptopem codziennie więcej czasu niż moja rodzina na pomyłkowo obranej trasie na Morskie Oko czyli  jakieś minimum pięć godzin ;). Jeśli doda się do tego lekcje, naukę w domu i jakieś inne przyjemności towarzyskie to na aktywność fizyczną najzwyczajniej w świecie czasu nie starcza.

źródło jpg: www.runnersworld.com

Tak więc jak pisałam na wstępie staram się nauczyć te moje dziecię, że ćwiczyć regularnie trzeba i sport to zdrowie. Dlatego też gdy młoda zaproponowała, z chęcią zapisałam ją do szkółki wrotkarskiej. No i gdy tak ją woziłam na te zajęcia i przyglądałam się jej postępom stwierdziłam, że uczy się tam też sporo osób z pokolenia Y czyli tak pod czterdziestkę. No i tu wpadłam na szalony pomysł. Będę cool mama i zapiszę się na wrotki razem z córką. A co tam, będziemy miały co robić  w letnie wieczory -pomyślałam. Już nawet prawie czułam ten wiatr we włosach gdy, robimy  na wrotkach te rożne cuda na rampie...ach no dobra, poszłam o krok za daleko ;)

źródło jpg. youtube 


W każdym bądź razie poszłam na pierwszą lekcję. Nie powiem, całkiem nieźle mi szło.Okazało się, że jazda slalomem i te inne beczki wbrew pozorom nie są takie wcale trudne. Poczułam się jak ryba w wodzie :) Jednak organizatorzy zajęć popełniają ogromny błąd. Uczą jeździć kursantów beczką nie ucząc ich najpierw hamować :) A przecież każde boisko ma jakieś swoje granice najczęściej ogrodzone siatką, murem czy też inną barierką. Tak samo zresztą jest na wrotkowisku. Rozpędziłam się dojechałam do barierki i moje ręce zatrzymały się na niej a nogi postanowiły jechać dalej. Nie przewidziały jednego. Że właśnie oto jedna jest po lewej a druga po prawej stronie metalowego słupka. No i się rozjechałam.... Auuuć. Na samą myśl czuję ten ból nie powiem gdzie bo się wstydzę :P  Ale ja silna dziewczyna jestem, poza tym nie będę przecież robić nastolatce kichy przed znajomymi więc pozbierałam się i skończyłam trening. Jednak z każdą minutą czułam, że coś jest nie tak. No i jak dotrwałam do końca treningu, dojechałam jakimś cudem do domu to okazało się, że nocna wizyta w szpitalu mnie nie ominie. Na szczęście obyło się bez złamań i skończyło na obiciu i mega krwiaku. Dostałam bezwzględny zakaz ruszania się z łóżka przez tydzień i minimum miesiąc bez ćwiczeń. I tu mi zadrgało serducho...



Z jednej strony mój wewnętrzny świadomy rozum mówił "Kurczę, szkoda że trzeba sobie zrobić taką przerwę, bo jak się wypadnie z rytmu regularnych ćwiczeń to potem ciężko do nich wrócić ( wiem z doświadczenia  - ostatnio po przerwie dłużej się zbierałam do powrotu niż trwała sama przerwa ;) ) Poza tym, w końcu ćwiczę, żeby żreć więcej ciastków :) i jakoś nie mam w tym momencie weny na ograniczenia w diecie. A na logikę mniej ruchu = mniej żarcia, nie?  I takie tam inne jeszcze rozważania psychologiczno społeczne ze sobą uprawiałam.

Zaś z drugiej strony.... mój  podświadomy rozum a w zasadzie chyba mieszkająca tam "Gruba Ja" podskakiwała z radości. Tak, tak - podpowiadała - możesz sobie bezkarnie leżeć na kanapie. Nic nie robić tylko czytać, oglądać, pisać, spać czy co ci się tam rzewnie podoba. I nikt Ci nie powie żeś leń. W końcu nie musisz iść na trening pocić się, męczyć, sapać stękać, wychodzić spocona na wiatr, mieć czerwonej gęby i jeszcze pisać post, że jest mega fajnie i też zachęcasz do tego innych :P

No bo nie ma co ukrywać. W 95 % ludzie NIE LUBI SIĘ MĘCZYĆ. Serio, poznałam w swoim życiu tylko kilka osób które świadomie mówiły, że lubią WYCHODZIĆ na trening :) Bo takich co lubią ćwiczyć znam wielu :D Jednak jest zasadnicza różnica pomiędzy samą aktywnością a zebraniem się do niej :) Dlatego jeśli twierdzisz, że nie lubisz ćwiczyć to spójrz na osoby  w swoim otoczeniu które ćwiczą, biegają lub uprawiają nawet zawodowo jakąś dyscyplinę sportową. Pomyśl, że  praktycznie niczym się od nich nie różnisz i możesz osiągnąć to samo co oni. Różnica między tymi co ćwiczą i nie ćwiczą jest tylko jedna:


"Ci pierwsi dokonują wyboru, ustalają w życiu priorytety. Wybierają zdrowie nad lenistwo. Wybierają pokonanie słabości nad wygodę" 


źródło jpg: kobieciarnia.pl


No więc...wybór pozostawiam Tobie i sobie. Kiedy tylko przyjdzie czas, żeby zdrowie pozwoliło wrócić do aktywności fizycznej. Mam nadzieję, że dokonam dobrych wyborów.

A ty??

Jeśli chcesz śledzić moje poczynania i zostać tak jak ja Panią swojej wagi dołącz do mnie na facebook Pani swojej wagi .
Jeśli ciągle się wahasz czy warto zmienić swój styl życia na zdrowy, to może razem uda nam się zmienić twoje przekonania i obawy :)


wtorek, 7 listopada 2017

Śniadanie na słodko z jaglaną poproszę

Moje śniadania od dawien dawna są dość przewidywalne. Niektórzy twierdzą, że wręcz nudne ale ja tak nie uważam. No a w końcu komu jak nie mi to ma smakować, nie? :)  W tygodniu zazwyczaj jem owsiankę z jogurtem i owocami lub po prostu 2 kromeczki dowolnie przystrojonego żytniego chlebka :) Cóż, za każdym razem inny owoc lub inny zestaw na kanapce to chyba nie jest nudno, nie? ;)
Niedziela  jest dniem z rodzinną jajecznicą i dużą ilością warzyw.
Ot takie moje rytuały :)

Jednak kiedy w mojej głowie pojawia się hasło "ograniczam słodkie", natychmiast  w magiczny sposób moje kubki smakowe domagają się na śniadanie słodkiego ;) Od razu zaczynam kombinować, jak tu zrobić, żeby było i słodko i zdrowo :) No i tak w ostatnią niedzielę zamiast jajecznicy powstały "Jaglane pancakes".

Dlaczego właśnie jaglane?? Otóż, po pierwsze mam te jagły już wypróbowane, iż sprawdzają się w wypiekach a po drugie kasza jaglana ma nieprzecenione właściwości odżywcze. Dlatego też, królowa jaglanka rządzi na moim stole dość często. Ostatnio właśnie najczęściej w formie mąki,  która to od jakiegoś czasu  jest  dostępna nawet w wielu dyskontach spożywczych :)


Jeśli zapytacie mnie co mnie w niej urzekło odpowiem krótko:

  1. Po pierwsze słodko-gorzkawy orzechowy smak, jedyny w swoim rodzaju ( bije na głowę mąkę kokosową która nie przypadła mi do gustu pomimo mojej miłości do Bounty ;) ) 
  2. Po drugie ma właściwości odkwaszające organizm a u mnie z objawami zakwaszenia, takimi jak brak energii, sucha skóra i zapalenie dziąseł dość często się mierzę. 
  3. Po trzecie jest wyjątkowo lekkostrawna i nie zawiera glutenu czyli w sam raz dla osób cierpiących na jego nietolerancję ( ja jej u siebie nie zauważam ale ponoć im mniej glutenu w diecie tym lepiej ;).  
  4. Po czwarte jest bardzo sycąca, zawiera duużo błonnika i przede wszystkim jest dobrym źródłem białka. Choć ma dość wysoki indeks glikemiczny nie powinno się jej unikać w diecie. W niewielkich ilościach jest idealna w diecie odchudzającej  zwłaszcza w zimne jesienne dni.
  5.  Po piąte ma właściwości kosmetyczne, gdyż zawiera krzemionkę a ten nieorganiczny związek chemiczny bardzo korzystnie wpływa na kondycję naszych włosów, paznokci, kości i stawów ale krzem też ponoć podnosi przemianę materii.
W zasadzie jeszcze dużo dobrego o jaglance można by pisać ale miało być krótko. Jak dla mnie wystarczająco dużo, żeby się do niej przekonać :)



A tak w ogóle to miało być o przepisie :) Otóż aby powstało idealnie słodkie śniadanie potrzebujemy:

Składniki:

50 gr mąki jaglanej

ok 50 ml mleka 1,5 %

1 małe jajo

10 gr. masła

płaska łyżka ksylitolu

łyżeczka proszku do pieczenia  

 

Przygotowanie:

Jajka i mleko i roztopione masło roztrzepać w miseczce.  Dodać suche składniki i wymieszać do połączenia obu. Konsystencja ciasta powinna być mniej więcej jak gęsta śmietana. Rozgrzewamy patelnię i formujemy łyżką niewielkie placuszki. Smażymy krótko z obu stron na suchej patelni.  Układamy w stosik i polewamy łyżką miodu. Jak mamy to możemy zrobić amerykańską wersję placków i polać syropem klonowym :) Można też dodać odrobinę ulubionych owoców :)

Z jednej porcji wychodzą nam 4 większe lub 8 mniejszych placków.  
1 porcja dostarcza nam ok 415 kal w tym ( 16 gr białka, 55 gr węglowodanów i 16 gr tłuszczu) 

No to, pozostaje życzyć Was smacznego :) 

 A wy jakie macie pomysły na kaszę jaglaną?  Podzielcie się w komentarzu swoim przepisem lub doznaniami kulinarnymi gdy wypróbujecie mój przepis :) 

Po więcej pomysłów i motywacji zapraszam na facebooka, znajdziesz mnie na  Pani swojej wagi  a jeśli jesteś na diecie lub prowadzisz blog, fanpage związany ze zdrowym stylem życia i chcesz się dzielić swoim doświadczeniem to  zapraszam do zamkniętej grupy Odchudzanie dla kobiet od FAT do FIT



poniedziałek, 23 października 2017

Dieta idealna dla Pani Gruszki

Z pewną wrodzoną genetyką się rodzimy i nie mamy, żadnej możliwości pewnych zmian w swoim wyglądzie. Jedną z takich cech jest budowa ciała. Jeśli od małego masz chude nóżki i leciutko wystający brzuszek to niemalże na 100 % w dorosłym życiu wykształtuje się w tobie figura jabłka. Natomiast jeśli będąc młodą panienką leciutko okrągliły  Ci się uda i bioderka, to spodziewać się mogłaś figury typu gruszka. 
Ta druga ponoć jest bardziej pożądana przez mężczyzn :) Jednak myślę, że Pani Gruszka już taka zadowolona nie jest  ;) 
Patrząc ze swojej perspektywy i moich klientek Pani Gruszce ciężej się ubrać. Zwłaszcza tę dolną część ciała. Dysproporcje  między talią a kolanami są na tyle spore, że spodnie albo nie włażą na tyłek albo z niego spadają bo są dużo za duże w pasie :) Fakt, lepiej wyglądamy w obcisłych kieckach od Pań od jabłuszek. No ale błagam Was, kto na co dzień biega non stop w obcisłych kieckach ?? :P 


Dlatego też, Pani Gruszka co i rusz szuka sposobów i diety na to, aby zgubić nadmiar ciałka w newralgicznych miejscach.
Ostatnio natknęłam się na artykuł w którym dietetyk dawał wskazówki co jeść kiedy jesteś gruszką a trener co ćwiczyć żeby spalić tłuszcz w udach. No i się w 100 % musiałam z nimi zgodzić. 

Kiedy trzy i pół roku temu przeszłam na dietę, zupełnie nieświadomie ( choć ponoć ciało zna odpowiedź tylko my go nie słuchamy ;) ) stosowałam wszystkie te zasady i ćwiczyłam odpowiednie ćwiczenia :) I Eureka!! Udało się mieć nóżki jak milion dolarów bez grama cellulitku. No powiedzcie, czy to nie marzenie każdej kobiety??

No więc jeśli jesteś gruszką i szukasz magicznych sposobów na schudnięcie w dolnej partii ciała czytaj dalej ...

A więc Pani gruszka w diecie potrzebuje więcej białka i dobrych węglowodanów, za to tłuszczy powinna unikać. Proporcja odpowiednia dla gruszki to 45 % białka  + 45 % węglowodanów i 10 % tłuszczy. Tak wiem, że teraz powiecie no super, gdzieś już to słyszałam ale jak to cholerstwo liczyć?? Więc odpowiem Wam.. nie liczyć. 

Po prostu zapamiętać zasady. Aby dostarczyć takiej ilości białka i węglowodanów należy spożywać praktycznie w każdym posiłku produkty bogate w białko czyli:
pixbay/luckyLife11


  • ryby ( chude!!) 
  • piersi, z kurczaka i indyka, 
  • chuda wołowinka, 
  •  chudy nabiał 
  • jaja  (najlepiej same białka). 



Jeśli chodzi o dobre węglowodany to można jeść:
źródło:pixbay/citaochel
  •  kasze,
  •  brązowy ryż, 
  • rośliny strączkowe ( fasole,  bóg, groch, soczewica max. ok 100 gr suchego dziennie) ,
  • pieczywo pełnoziarniste ( 2-4 kromki dziennie). 
  • niezbyt słodkie owoce (najlepiej jedzone do południa)


Praktycznie zupełnie, należy wyeliminować z diety tłuszcze. W związku z tym, że w  prawie każdym posiłku znajdziemy trochę tłuszczy to aby zachować odpowiednie proporcje czyli te 10 % staramy się:
  • nie używać tłuszczu do smarowania
  • nie smażyć potraw ( piec w piekarniku)
  • nie używać majonezów, ketchupów, gotowych sosów ( to musimy a nie tylko staramy się!! ;) )
  •  dodawać do potraw na prawdę niewielkie ( do smaku) ilości dobrych tłuszczów takich jak oliwa z oliwek, olej lniany, orzechy
  •  sery ( żółte, peleśniowe, brie i inne ) dodawać tylko jako dodatki np. do sałatek i w minimalnych ilościach a kiedy już użyjemy ich w potrawie nie dodawać oliwy z oliwek czy innego tłuszczu!!  
  • do przyrządzania potraw można używać niewielkich ilości oleju kokosowego który przyspieszy przemianę materii
No i oczywiście eliminujemy cukry które zamieniają się w magiczny sposób podczas trawienia w żołądku w tłuszcze. A które to, tak bardzo nam utrudniają zgubienie tłuszczu z ud!!

Ponieważ Pani gruszka ma skłonności do osteoporozy powinna w swojej diecie znaleźć miejsce na produkty bogate w wapń czyli:
  • tofu, mleko sojowe,
  • jarmuż, kapustę,
  • brokuły, 
źródło: pixbay/sterelbp
A w związku z tym, że dodatkowo Pani gruszka ma tendencje do zatrzymywania się wody powinna unikać soli. Za to ( o ile ma zdrową wątrobę) polecam przyprawy wspierające odchudzanie: chili, paprykę, kurkumę, curry, cynamon, imbir, bazylię, oregano, tymianek, rozmaryn lubczyk


No to jak już Pani Gruszka wie co jeść. No to może się dowie, co ćwiczyć??

Pani gruszka powinna nie zapominać o treningu cardio czyli :
  • dynamiczny marsz, 
  • taniec, 
  • bieganie, 
  • jazdę na rowerze, 
  • stepper,
  • skakanie na skakance,
  •  pajacyki itp.  
(ok 30-40 minut 2-3 x w tygodniu)

 Jednak Pani gruszka potrzebuje też 2 -3 razy w tygodniu treningu siłowego, gdyż ten pozwoli podkręcić jej spowolniony metabolizm.  Trening siłowy zrobicie zarówno na siłowni na maszynach jak i na sali fitness ( np sztangi, cross fit) jak i bez sprzętu tylko z wykorzystaniem ciężaru własnego ciała. Mogą to być ćwiczenia typu:
  • plank, 
  • przysiady, 
  • wykroki, 
  • wznosy bioder leżąc na macie 
  • i wiele, wiele innych które spokojnie znajdziecie w sieci
                                                                                                                                                                                                          

Ot i cała filozofia odchudzania gruszki.  Ten system działa bo sprawdziłam na sobie :) Tylko wtedy gdy trzymałam się tych zasad w 100 % moje uda i biodra wyglądały tak, jak nie wyglądały nawet  za czasów kiedy byłam nastolatką. Wystarczył jednak tylko niewielki spadek formy, ograniczenie ilości treningów  ( w proporcji 2 siłowe i 2 cardio) a także zwiększenie ilości tłuszczy w diecie aby moje bioderka się zaokrągliły. No ale cóż, już wiem co robić i działam. Może znów wkrótce moje nogi będą gotowe na sezon letni :) Ty też zacznij dbać o nie już dziś, to latem sezon bikini otworzysz prawie jak miss polonia :D

Na koniec będzie trochę mniej przyjemnie bo chciałabym zwrócić Waszą uwagę, na aspekt zdrowotny a nie tylko wizualny figury typu gruszka. Otóż "Gruszki charakteryzują się wysokim poziomem żeńskiego hormonu, estrogenu, co przejawia się spowolnioną przemianą materii oraz tendencją do odkładania się tłuszczu pod skórą (głównie na pośladkach, udach i biodrach). Na szczęście nie jest to tak groźne dla zdrowia jak otłuszczenie organów wewnętrznych (częste u jabłek). Jednak kobiety o takiej figurze mają skłonność do osteoporozy, cellulitu, ciężkiego przechodzenia menopauzy, żylaków i zaburzeń w samoocenie („jestem taka gruba”). A wszystko to za sprawą kobiecych hormonów, których gruszkom nie brakuje. Właścicielki tej figury muszą więc dbać o sylwetkę z jednego ważnego powodu – po menopauzie, gdy poziom estrogenu znacznie spada, mogą być narażone na te same schorzenia co jabłka. Jeśli odpowiednio wcześnie zadbają o zdrowie, łatwiej uporają się z tym zagrożeniem w przyszłości." No i tym mniej optymistycznym akcentem zachęcam Was do zadbania o swoje zdrowie poprzez zdrową dietę i aktywność fizyczną. 














Ot taka zmiana w wyglądzie dzięki zastosowaniu tych zasad :)

środa, 4 października 2017

Chcesz schudnąć? Pod żadnym pozorem nie idź na dietę!!

Przeczytałaś tytuł i myślisz "No zwariowała" Jak mam nie iść na dietę kiedy chcę schudnąć? Przecież to zawsze idzie w parze!!

Ha no właśnie. Bo nie doprecyzowałam w tytule pytania. Powinno brzmieć:
"Czy chcesz TRWALE schudnąć? Jeśli tak, to nie idź na dietę."

Piszę to całkiem serio. Najgorszą rzeczą którą zrobiłaś w swoim życiu, to to że poszłaś pierwszy raz na dietę.
Pamiętasz ten dzień??

Zapewne miałaś lekką nadwagę, szykowałaś się do ważnego życiowego wydarzenia np. ślubu czy wymarzonych wakacji. Dotychczas jadłaś co popadnie, głównie słodycze, słone przekąski, szybkie jedzenie i tak zebrało się trochę nadprogramowych kilogramów. No więc na krótko przed tym ważnym dla Ciebie wydarzeniem, spięłaś się, zaczęłaś jeść jak wróbelek,  trenować, pić wodę itp. Być może wybrałaś monotematyczną dietę w której ograniczałaś potrzebne do życia składniki np.  dietę dukana ( białkową), a że byłaś młoda to waga poleciała w dół jak szalona. Pamiętasz ile zajął Ci powrót do dawnej sylwetki?
Miesiąc, dwa?

dieta
Photo credit: <a href="http://foter.com/re/79b4c6">Foter.com</a>

Jednak wydarzenie było, minęło a ty wróciłaś do rzeczywistości i do dawnych nawyków. Zanim sim się obróciłaś ciało wróciło do rozmiarów przed dietą a nawet dawne szmatki jakby skurczyły się w szafie. Przed kolejną dietą miałaś już zapewne dobre parę kilo więcej niż przed pierwszą.  

Tak minęło kilka lat i znów w twoim życiu szykowało się wydarzenie, na którym chciałaś wyglądać jak milion dolarów. Twoje lustro nie zachęcało jednak do radości. Przeszłaś więc na dietę drugi raz. 
Być może miałaś już w międzyczasie za sobą nawet trochę kilkudniowych dietek ale raczej nie traktowałaś ich jeszcze na poważnie. Za to ta druga dieta była całkiem serio.

 Nakupiłaś warzyw, owoców, 3 zgrzewki wody, pół torby suplementów diety bo chciałaś schudnąć szybko tak jak za pierwszym razem. Różnica może być teraz taka, że masz trochę mniej czasu, chęci do ćwiczeń, więcej obowiązków domowych czy zawodowych, więc i czasu na dietę mniej. No i znów schudłaś. Jednak tym razem szło Ci to oporniej, suplementy średnio działały, czas diety się wydłużał więc skończyłaś ją trochę przed terminem osiągnięcia wymarzonej wagi. Zapewne uznałaś:  - No trudno nie mam już nastu lat i nie muszę wyglądać jak Miss Polonia. Zeszłaś z otyłości do nadwagi lub z nadwagi do wagi mieszczącej się w normie. Lustro już całkiem przychylnie na Ciebie patrzyło a ty w nagrodę za swój wysiłek poszłaś  świętować swój sukces lodami z bitą śmietaną lub kebabem z  frytkami w zależności kto co  lubi ;)
Photo credit: CRE@!V!TY via Foter.com / CC BY-NC-ND

I znów wpadłaś w wir pracy, obowiązków i nie w głowie Ci było zdrowe jedzenie. No więc klasycznie dopadło Cię jojo i samoocena spadła o 200 %. Owszem jeszcze przed znajomymi i samą sobą próbowałaś przyjmować maskę, że lubisz siebie, swoje ciało, że kochasz jeść, że dziewczyny z nadwagą są sympatyczniejsze itd, itd.

Jednak w twojej głowie pojawiała się coraz częściej myśl o zmianie nawyków żywieniowych. Coraz częściej podejmowałaś kilkudniowe próby przejścia na dietę ale efekty przychodziły coraz trudniej i były coraz bardziej znikome. Ciągle chciałaś chudnąć szybko i dobrze, tak jak to było za pierwszym razem. A tu dupa. Za to te wszystkie kilkudniowe diety powodowały coraz większe jojo i twoją coraz większą frustrację.
 Aaaaa, chciałoby się krzyczeć. Gdzie popełniam błąd!!! Dlaczego nie chudnę??!! Zadajesz sobie te pytania i  rownie szybko sobie na nie odpowiadasz:
"No bo nie mam czasu jeść regularnie"  ,
 "No bo nie lubię ćwiczyć",
"Bo tak kocham ciastka",
"Bo metabolizm już nie ten"
 i pewnie znajdujesz jeszcze tysiąc innych powodów.

A ja ci powiem gdzie popełniłaś błąd!! Dokładnie tam gdzie ja kilkanaście lat temu!! Tym błędem było twoje pierwsze przejście na dietę. Dietę monotematyczną, dietę o zbyt niskiej kaloryczności, dietę połączoną z aktywnością a potem zwyczajnie powrót do starych nawyków. Nie obraź się, że to napiszę ale "głupotą jest robić ciągle to samo i oczekiwać różnych rezultatów" (Albert Eistein. ) Dlatego właśnie z pełną stanowczością twierdzę, że jeśli chce się trwale schudnąć NIE MOŻNA IŚĆ NA DIETĘ tylko ZMIENIĆ NAWYKI :)
Jestem w 200 % przekonana, że jeśli zmienisz w głowie myślenie na "Chcę być zdrowa i piękna więc będę się zdrowo odżywiać i będę aktywna fizycznie", to zmiany przyjdą i będą trwałe :) Skąd to wiem?? Sprawdziłam na sobie i kilkudziesięciu moich klientkach coachingowych :) 


najlepsza dieta na świecie
Photo credit: <a href="http://foter.com/re/79b4c6">Foter.com</a>
No dobra. Łatwo powiedzieć gorzej zrobić pomyślisz. O czego zacząć? To dla mnie za dużo - powiesz.
A ja Ci powiem zacznij od maleńkich kroków. Być może od wyeliminowania z codziennej diety całej masy słodkości które uwielbiasz i zamień je na zdrowe słodycze i jedz je maksymalnie jako jeden posiłek. Być może od picia wody z którą dotychczas miałaś na bakier bo jej "nie lubisz". Być może zamiast morderczych treningów na siłowni od których na samą myśl robi Ci się słabo, zaczniesz od szybkich spacerów  2-3 razy w tygodniu po 30 minut. Tylko ty wiesz od czego możesz zacząć zmianę, żeby było to dla Ciebie wyzwanie, ale takie które  Cię nie przeraża. Gdy zmiana tego jednego maleńkiego nawyku wejdzie Ci w krew jestem przekonana, że nabierzesz chęci na więcej. :D A potem to wystarczy już tylko odrobina samodyscypliny. Jak ją u siebie wyzwolić i trenować przeczytasz tu: Jak trenować samodyscyplinę?

Więc teraz już nie bocz się i nie obrażaj. Trudno, nie wiedziałaś. Poszłaś na tę cholerną dietę, mleko się wylało i nic nie da się z tym zrobić. Możesz jednak zawsze w każdym momencie swojego życia, zacząć "chudnąć" inaczej. Zdrowo :) Owszem teraz będzie już wolniej i trudniej,.Owszem będziesz miała chwile zwątpienia ale DASZ RADĘ!!! Wierzę w Ciebie :D
A jaka będzie radość z sukcesu?? :D :D 
motywacja do diety
Dodaj napis


A jaka jest twoja historia "diet"?? Może się z nią ze mną podzielisz?? Napisz  w komentarzu lub prywatnej wiadomości. A jeśli szukasz wsparcia, bo chcesz podjąć wyzwanie i zacząć zmianę od "głowy" zapraszam dołącz do mojej grupy  na facebooku Odchudzanie dla kobiet od FAT do FIT lub dowolnej innej (np. Codziennie lżej tracimy kilogramy ;) ) i zmień swoje nawyki raz na zawsze :D
Będzie mi również miło, gdy zajrzysz i polubisz mojego fp Pani swojej wagi a otrzymasz ode mnie garść motywacji :D

poniedziałek, 25 września 2017

Tarta malinowo kokosowa fit

Jak większość ludzi na świecie jestem słodyczowym łasuchem. Bez ciast i ciasteczek nie wyobrażam sobie życia ( a zwłaszcza moje biodra ;) ). Jednak te sklepowe ciasteczka zawierają za dużo tłuszczów utwardzonych i innych świństw dlatego też, co i rusz wyszukuję nowych pomysłów na słodkie smaki.

Ostatnimi czasy zaopatrzyłam się w sklepie ze zdrową żywnością "Zmień to" w mąkę kokosową i eksperymentowałam :)
A że zawsze po lecie mam zamrożone sporo malin, to wyszła mi taka oto tarta kokosowo malinowa :)
Od razu przyznam, że jakaś mega słodka to ona nie jest, gdyż nie zawiera grama czystego cukru ale z pewnością przypadnie do gustu miłośnikom zdrowej żywności.

ciasto z mąki kokosowej

Składniki:

150 gram mąki kokosowej
 6 jaj
300 gr jogurtu greckiego ( ja dodałam Piątnicy 0 % tłuszczu bo już sama mąka kokosowa zawiera go sporo)
5 łyżek syropu z agawy lub miodu
3 łyżeczki żelatyny
300 gram malin ( mogą być mrożone i ja takich użyłam )
Na polewę:
łyżka oleju kokosowego, 4 kostki gorzkiej czekolady

tarta kokosowo malinowa
tarta malinowo kokosowa

Przygotowanie:

 W misce wymieszaj dokładnie mąkę z jajami. Dodaj 3 łyżki syropu z agawy i jogurt grecki. Miksuj wszystko aż do uzyskania jednolitej masy ( konsystencja będzie nieco grudkowata ze względu na mąkę kokosową).

 Surowe ciast rozłóż na małej blaszce wyłożonej papierem do pieczenia ( im większej blaszki użyjesz tym ciasto będzie bardziej płaskie).

Wstaw do nagrzanego piekarnika i piecz przez ok 30 min w temperaturze 190-200 st. Ciasto dość mocno się przyrumieni.

 W tym czasie w rondelku zagotuj maliny z odrobiną wody. Dodaj 3 łyżeczki żelatyny (ewentualnie substancji agar agar) i pozostałe dwie łyżki syropu z agawy ( lub miodu). Zagotuj mieszając do momentu gdy masa zacznie lekko tężeć. Ostudź.

Gotową masą polej przestudzone ciasto.
Wlej wodę do rondelka i wstaw do niej miseczkę. Zagotuj wodę. Kiedy miska się ogrzeje wodą rozpuść w niej łyżkę oleju kokosowego i 4 kostki gorzkiej czekolady. Zamieszaj. Gotową polewą polej ciasto. Wstaw do lodówki aby wszystko dobrze stężało.


Smacznego :)

Jeśli podoba Ci się u mnie na blogu, będzie mi miło gdy dodasz mnie do obserwowanych lub polubisz mój fanpage na fb Pani Swojej Wagi