środa, 4 października 2017

Chcesz schudnąć? Pod żadnym pozorem nie idź na dietę!!

Przeczytałaś tytuł i myślisz "No zwariowała" Jak mam nie iść na dietę kiedy chcę schudnąć? Przecież to zawsze idzie w parze!!

Ha no właśnie. Bo nie doprecyzowałam w tytule pytania. Powinno brzmieć:
"Czy chcesz TRWALE schudnąć? Jeśli tak, to nie idź na dietę."

Piszę to całkiem serio. Najgorszą rzeczą którą zrobiłaś w swoim życiu, to to że poszłaś pierwszy raz na dietę.
Pamiętasz ten dzień??

Zapewne miałaś lekką nadwagę, szykowałaś się do ważnego życiowego wydarzenia np. ślubu czy wymarzonych wakacji. Dotychczas jadłaś co popadnie, głównie słodycze, słone przekąski, szybkie jedzenie i tak zebrało się trochę nadprogramowych kilogramów. No więc na krótko przed tym ważnym dla Ciebie wydarzeniem, spięłaś się, zaczęłaś jeść jak wróbelek,  trenować, pić wodę itp. Być może wybrałaś monotematyczną dietę w której ograniczałaś potrzebne do życia składniki np.  dietę dukana ( białkową), a że byłaś młoda to waga poleciała w dół jak szalona. Pamiętasz ile zajął Ci powrót do dawnej sylwetki?
Miesiąc, dwa?

dieta
Photo credit: <a href="http://foter.com/re/79b4c6">Foter.com</a>

Jednak wydarzenie było, minęło a ty wróciłaś do rzeczywistości i do dawnych nawyków. Zanim sim się obróciłaś ciało wróciło do rozmiarów przed dietą a nawet dawne szmatki jakby skurczyły się w szafie. Przed kolejną dietą miałaś już zapewne dobre parę kilo więcej niż przed pierwszą.  

Tak minęło kilka lat i znów w twoim życiu szykowało się wydarzenie, na którym chciałaś wyglądać jak milion dolarów. Twoje lustro nie zachęcało jednak do radości. Przeszłaś więc na dietę drugi raz. 
Być może miałaś już w międzyczasie za sobą nawet trochę kilkudniowych dietek ale raczej nie traktowałaś ich jeszcze na poważnie. Za to ta druga dieta była całkiem serio.

 Nakupiłaś warzyw, owoców, 3 zgrzewki wody, pół torby suplementów diety bo chciałaś schudnąć szybko tak jak za pierwszym razem. Różnica może być teraz taka, że masz trochę mniej czasu, chęci do ćwiczeń, więcej obowiązków domowych czy zawodowych, więc i czasu na dietę mniej. No i znów schudłaś. Jednak tym razem szło Ci to oporniej, suplementy średnio działały, czas diety się wydłużał więc skończyłaś ją trochę przed terminem osiągnięcia wymarzonej wagi. Zapewne uznałaś:  - No trudno nie mam już nastu lat i nie muszę wyglądać jak Miss Polonia. Zeszłaś z otyłości do nadwagi lub z nadwagi do wagi mieszczącej się w normie. Lustro już całkiem przychylnie na Ciebie patrzyło a ty w nagrodę za swój wysiłek poszłaś  świętować swój sukces lodami z bitą śmietaną lub kebabem z  frytkami w zależności kto co  lubi ;)
Photo credit: CRE@!V!TY via Foter.com / CC BY-NC-ND

I znów wpadłaś w wir pracy, obowiązków i nie w głowie Ci było zdrowe jedzenie. No więc klasycznie dopadło Cię jojo i samoocena spadła o 200 %. Owszem jeszcze przed znajomymi i samą sobą próbowałaś przyjmować maskę, że lubisz siebie, swoje ciało, że kochasz jeść, że dziewczyny z nadwagą są sympatyczniejsze itd, itd.

Jednak w twojej głowie pojawiała się coraz częściej myśl o zmianie nawyków żywieniowych. Coraz częściej podejmowałaś kilkudniowe próby przejścia na dietę ale efekty przychodziły coraz trudniej i były coraz bardziej znikome. Ciągle chciałaś chudnąć szybko i dobrze, tak jak to było za pierwszym razem. A tu dupa. Za to te wszystkie kilkudniowe diety powodowały coraz większe jojo i twoją coraz większą frustrację.
 Aaaaa, chciałoby się krzyczeć. Gdzie popełniam błąd!!! Dlaczego nie chudnę??!! Zadajesz sobie te pytania i  rownie szybko sobie na nie odpowiadasz:
"No bo nie mam czasu jeść regularnie"  ,
 "No bo nie lubię ćwiczyć",
"Bo tak kocham ciastka",
"Bo metabolizm już nie ten"
 i pewnie znajdujesz jeszcze tysiąc innych powodów.

A ja ci powiem gdzie popełniłaś błąd!! Dokładnie tam gdzie ja kilkanaście lat temu!! Tym błędem było twoje pierwsze przejście na dietę. Dietę monotematyczną, dietę o zbyt niskiej kaloryczności, dietę połączoną z aktywnością a potem zwyczajnie powrót do starych nawyków. Nie obraź się, że to napiszę ale "głupotą jest robić ciągle to samo i oczekiwać różnych rezultatów" (Albert Eistein. ) Dlatego właśnie z pełną stanowczością twierdzę, że jeśli chce się trwale schudnąć NIE MOŻNA IŚĆ NA DIETĘ tylko ZMIENIĆ NAWYKI :)
Jestem w 200 % przekonana, że jeśli zmienisz w głowie myślenie na "Chcę być zdrowa i piękna więc będę się zdrowo odżywiać i będę aktywna fizycznie", to zmiany przyjdą i będą trwałe :) Skąd to wiem?? Sprawdziłam na sobie i kilkudziesięciu moich klientkach coachingowych :) 


najlepsza dieta na świecie
Photo credit: <a href="http://foter.com/re/79b4c6">Foter.com</a>
No dobra. Łatwo powiedzieć gorzej zrobić pomyślisz. O czego zacząć? To dla mnie za dużo - powiesz.
A ja Ci powiem zacznij od maleńkich kroków. Być może od wyeliminowania z codziennej diety całej masy słodkości które uwielbiasz i zamień je na zdrowe słodycze i jedz je maksymalnie jako jeden posiłek. Być może od picia wody z którą dotychczas miałaś na bakier bo jej "nie lubisz". Być może zamiast morderczych treningów na siłowni od których na samą myśl robi Ci się słabo, zaczniesz od szybkich spacerów  2-3 razy w tygodniu po 30 minut. Tylko ty wiesz od czego możesz zacząć zmianę, żeby było to dla Ciebie wyzwanie, ale takie które  Cię nie przeraża. Gdy zmiana tego jednego maleńkiego nawyku wejdzie Ci w krew jestem przekonana, że nabierzesz chęci na więcej. :D A potem to wystarczy już tylko odrobina samodyscypliny. Jak ją u siebie wyzwolić i trenować przeczytasz tu: Jak trenować samodyscyplinę?

Więc teraz już nie bocz się i nie obrażaj. Trudno, nie wiedziałaś. Poszłaś na tę cholerną dietę, mleko się wylało i nic nie da się z tym zrobić. Możesz jednak zawsze w każdym momencie swojego życia, zacząć "chudnąć" inaczej. Zdrowo :) Owszem teraz będzie już wolniej i trudniej,.Owszem będziesz miała chwile zwątpienia ale DASZ RADĘ!!! Wierzę w Ciebie :D
A jaka będzie radość z sukcesu?? :D :D 
motywacja do diety
Dodaj napis


A jaka jest twoja historia "diet"?? Może się z nią ze mną podzielisz?? Napisz  w komentarzu lub prywatnej wiadomości. A jeśli szukasz wsparcia, bo chcesz podjąć wyzwanie i zacząć zmianę od "głowy" zapraszam dołącz do mojej grupy  na facebooku Odchudzanie dla kobiet od FAT do FIT lub dowolnej innej (np. Codziennie lżej tracimy kilogramy ;) ) i zmień swoje nawyki raz na zawsze :D
Będzie mi również miło, gdy zajrzysz i polubisz mojego fp Pani swojej wagi a otrzymasz ode mnie garść motywacji :D

poniedziałek, 25 września 2017

Tarta malinowo kokosowa fit

Jak większość ludzi na świecie jestem słodyczowym łasuchem. Bez ciast i ciasteczek nie wyobrażam sobie życia ( a zwłaszcza moje biodra ;) ). Jednak te sklepowe ciasteczka zawierają za dużo tłuszczów utwardzonych i innych świństw dlatego też, co i rusz wyszukuję nowych pomysłów na słodkie smaki.

Ostatnimi czasy zaopatrzyłam się w sklepie ze zdrową żywnością "Zmień to" w mąkę kokosową i eksperymentowałam :)
A że zawsze po lecie mam zamrożone sporo malin, to wyszła mi taka oto tarta kokosowo malinowa :)
Od razu przyznam, że jakaś mega słodka to ona nie jest, gdyż nie zawiera grama czystego cukru ale z pewnością przypadnie do gustu miłośnikom zdrowej żywności.

ciasto z mąki kokosowej

Składniki:

150 gram mąki kokosowej
 6 jaj
300 gr jogurtu greckiego ( ja dodałam Piątnicy 0 % tłuszczu bo już sama mąka kokosowa zawiera go sporo)
5 łyżek syropu z agawy lub miodu
3 łyżeczki żelatyny
300 gram malin ( mogą być mrożone i ja takich użyłam )
Na polewę:
łyżka oleju kokosowego, 4 kostki gorzkiej czekolady

tarta kokosowo malinowa
tarta malinowo kokosowa

Przygotowanie:

 W misce wymieszaj dokładnie mąkę z jajami. Dodaj 3 łyżki syropu z agawy i jogurt grecki. Miksuj wszystko aż do uzyskania jednolitej masy ( konsystencja będzie nieco grudkowata ze względu na mąkę kokosową).

 Surowe ciast rozłóż na małej blaszce wyłożonej papierem do pieczenia ( im większej blaszki użyjesz tym ciasto będzie bardziej płaskie).

Wstaw do nagrzanego piekarnika i piecz przez ok 30 min w temperaturze 190-200 st. Ciasto dość mocno się przyrumieni.

 W tym czasie w rondelku zagotuj maliny z odrobiną wody. Dodaj 3 łyżeczki żelatyny (ewentualnie substancji agar agar) i pozostałe dwie łyżki syropu z agawy ( lub miodu). Zagotuj mieszając do momentu gdy masa zacznie lekko tężeć. Ostudź.

Gotową masą polej przestudzone ciasto.
Wlej wodę do rondelka i wstaw do niej miseczkę. Zagotuj wodę. Kiedy miska się ogrzeje wodą rozpuść w niej łyżkę oleju kokosowego i 4 kostki gorzkiej czekolady. Zamieszaj. Gotową polewą polej ciasto. Wstaw do lodówki aby wszystko dobrze stężało.


Smacznego :)

Jeśli podoba Ci się u mnie na blogu, będzie mi miło gdy dodasz mnie do obserwowanych lub polubisz mój fanpage na fb Pani Swojej Wagi
























sobota, 23 września 2017

Rozwijam firmę z inteligencją finansową

Od kilku lat jestem drobnym przedsiębiorcą. Takim wiecie, samozatrudnionym co to etatu nie ma a siedzi w pracy po 10 godzin ;) No i tak od kilku lat myślę nad rozwojem tej swojej firmy i ciągle brakuje mi odwagi rzucić się na głębszą wodę.
Dlaczego?
No najzwyczajniej w świecie dlatego, że brak mi wsparcia finansowego. Ktoś powie weź kredyt. Drugi powie weź "niepierdol" i zacznij działać ;)
Ha, jednak łatwiej powiedzieć, gorzej zrobić. Ja po prostu nigdy o sobie nie myślałam w kategorii "Biznesmenka" tudzież "Bizneswomanka" bo nigdy nie wiem co bardziej poprawne politycznie :D



Mam jednak koleżankę, która od wielu lat odnosi sukcesy w sferze finansowej. Swoją wiedzą, jak zarabiać pieniądze, jak zostać biznesmenem czy inwestorem dzieli się na organizowanych od dawna szkoleniach pt. "Inteligencja Finansowa"
Kasia wielokrotnie zapraszała mnie na skorzystanie ze swojego szkolenia. Jednak zawsze było mi jakoś nie po drodze. A to termin nie pasował, a to tą stówkę wolałam wydać na wydawało mi się wtedy pilniejsze potrzeby. A tak na prawdę, to chyba czułam, że to nie dla mnie ta cała inteligencja finansowa. Ja jej po prostu nie mam i już. Kiedy ostatnio znów przy kawie padł temat rozwoju mojej firmy, i ja znów marudziłam, że boję się zainwestować no bo przecież gwarancji zwrotu z inwestycji w swój biznes nie ma. A ja jestem po prostu cykor. Kasia po raz n-ty powiedziała. Przyjdź, w sobotę. Posłuchaj, podziałaj i jak Ci się nie uda, to powiesz, że ta cała inteligencja finansowa jest do dupy.

Kurczę, pomyślałam. A niech tam, najwyżej stracę te parę złotych, idę. Tak więc dziś byłam i jestem.....zaskoczona. Oczywiście pozytywnie. Okazało się, że  cały filar tej inteligencji finansowej to żadne tam indeksy giełdowe, akcje, obligacje czy inne aktywa lub pasywa. To po prostu przeprogramowanie myślenia :) Wiem, że niektórzy pewnie uważają, że to czary mary i w ogóle. Zresztą sama dotychczas tak myślałam i myślę. Wiecie, w końcu od wielu lat jestem twardo stąpającą po ziemi księgową gdzie 2+2 musi się równać 4 :D Jednak Kasia opowiada o tym tak przekonująco, pokazując prawdziwość teorii w autentycznych historiach biznesowych, że  i mnie przekonała.  Przynajmniej do tego, że warto spróbować myśleć i działać według jej metod. Przypomniały mi się moje własne słowa, że wszystko zaczyna się w głowie" Dotknęłam dziś przekonań które mnie blokują i czas się z nimi zmierzyć :)
kasiaczyz.pl

Najcenniejsze dzisiejsze odkrycie, to moje fundamentalne wartości. Dziś wiem, że są spójne ze mną, z moją wizją rozwoju firmy. Dziś wiem, że idę w dobrym kierunku tylko jeszcze chcę nauczyć się "widzieć" już te pieniądze i sukces :D 

Wierzę że Pani Swojej Wagi zacznie się rozwijać i znajdą się pieniądze, osoby i sposoby na realizację moich celów :D Wiem też, że samo się nic nie zrobi i zaczynam działać. 

www.kasiaczyz.pl
Tak więc dziś w przestrzeń i wszechświat daję Wam część mojej energii :) I niech wróci potrójnie :D 
A Wy jaki macie stosunek do tzw. szkoleń miękkich? Chodzicie? Stosujecie wiedzę w życiu codziennym? Jak się sprawdza? Jestem ciekawa waszych opinii? :D 

A ja.. pewnie za jakiś czas napiszę, czy teoria w praktyce działa :D
www.kasiaczyz.pl

poniedziałek, 11 września 2017

A ty biegniesz czy spacerujesz w swoim maratonie życia??

Jakieś 1,5 roku temu postanowiłam zmienić klub fitness. Wtedy po raz pierwszy miałam okazję korzystać z treningu o wdzięcznej nazwie green fitness. Normalnie pewnie bym nie poszła bo nazwa kojarzyła mu się z naturą, jakąś jogą czy innym rozciąganiem. A w tamtym czasie większość moich treningów to były zajęcia typu cross fit czyli siłowo interwałowe. Jednak znajoma zachęcała. - " Byłaś na Green Fitness u Ani Harłukowicz -Niemczynow?? Nie?? To żałuj. Nie wiesz co tracisz. Ta to potrafi dać taki wycisk, że zakwasy masz przez tydzień. Ale robi to z takim wdziękiem, że chce się do niej wracać. Do tego ta osobowość!! No wspaniała i ciepła kobieta" 

Pomyślałam, co mi szkodzi.? :) I jak raz poszłam, to nie chciałam już chodzić nigdzie indziej :D Wszystko co mówiła Kaśka się sprawdziło. Ancia była cudowna!! Nie mówiła do nas inaczej jak "moje robaczki" i jak nikt inny do tej pory, potrafiła motywować do kolejnego powtórzenia ćwiczenia. Widać było, że jest mega emocjonalną kobietą i w trening wkłada mnóstwo pracy, energii i emocji. Praktycznie na każde zajęcia przynosiła własnoręcznie pieczony przez siebie chleb lub ciasteczka, tudzież słoiczek domowej nutelli i na koniec zajęć losowała uczestniczkę którą tymi pysznościami obdarowywała :D Niestety jak to mówią, wszystko co dobre szybko się kończy. Klub w którym pracowała Ania przez kilka lat rozwiązał z nią umowę i skończyły się moje treningi z Ancią :(

Jednak pozostał mi do niej sentyment i śledziłam jej życiowe poczynania na oficjalnym profilu Facebookowym Anna Harłukowicz - Niemczynow   Im bardziej ją poznawałam tym bardziej się do niej przekonywałam :D  I choć nie jesteśmy sobie bliskie czułam, że wiele mnie łączy z tą śliczną filigranową dziewczyną z cudownymi włosami. :) I nie chodziło tu bynajmniej o wygląd ;) Ania daje się poznać jako kobieta niezwykle wrażliwa, sentymentalna, uczuciowa, ciepła a przy okazji bardzo radosna ( to też nie te wspólne cechy :P ) . Praktycznie w każdym jej poście był albo cudowny uśmiech albo łzy jak grochy. Jednak łzy były tylko wzruszenia :) Bo czego jak czego ale tak ogólnie powszechnego "narzekactwa" zarzucić jej nie można. Wręcz przeciwnie. Swoją osobą pokazuje, że warto być sobą, warto być naturalnym, nie można wstydzić się emocji i trzeba w życiu wierzyć i walczyć o szczęście.  Dla mnie, jej 35 letnia życiowa mądrość przewyższała niejednego 60-latka. Dziś wiem, że to co nas łączyło to trudne życiowe doświadczenia. To konieczność podniesienia się z kolan po upadku z wielkiej życiowej góry... 
Anna Harłukowicz Niemczynow
źródło: Anna Harłukowicz Niemczynow oficjalnie

Pewnego dnia Ania napisała, że rezygnuje z treningów i spełnia swoje marzenie. Chce napisać i wydać książkę. Jak postanowiła tak zrobiła i w sierpniu tego roku hucznie a zarazem skromnie zakomunikowała, że oto już jest. Cieplutka, wręcz jeszcze gorąca nowość wydawnictwa Videograf pt. "W maratonie życia" którego jest autorską. W pierwszej chwili pomyślałam sobie, że jest to powieść romantyczna. Bo Ania wydawała mi się niepoprawną romantyczką ;) Taka o wielkiej miłości a ja za takim gatunkiem literackim nie przepadam. Kiedy jednak Ania napisała, że na jej powieść jest aktualnie promocja w Empiku, pomyślałam - raz się żyje. To tylko 20 zł. Człowiek więcej na głupoty wydaje. Zamówiłam, odebrałam i ... pochłonęłam w 3 dni :)

Powieść Ani pt. "W maratonie życia" owszem jest o miłości. Ale jest to miłość trudna i zarazem piękna. Autorka pokazuje w niej oblicze miłości zakazanej, miłości młodzieńczej, miłości do dziecka, miłości do biegania i miłości do świata i siebie samej. Główna bohaterka Matylda to młoda kobieta która dość szybko zakłada rodzinę. Jej pierwszy mąż i ojciec dziecka jak to w życiu bywa okazuje się nieodpowiedzialnym bawidamkiem i młodej Matyldzie przychodzi zmierzyć się z samotnym macierzyństwem oraz ranami w sercu zadanymi przez ukochanego niegdyś męża. Jest jednak jeszcze na tyle ufna wobec mężczyzn, że podejmuje drugą próbę "zakochania się". A w zasadzie spływa na nią ta miłość jak grom z jasnego nieba. I choć Matylda wie, że to miłość zakazana i próbuje z nią walczyć to jak to pisze sama autorka "Z miłością jak ze sraczką - czasem nie można jej powstrzymać" :) W bieganiu Matylda odnajduje ukojenie swoich emocji i właśnie temu bieganiu poświęca część swojej książki. Jak się skończy "maraton" Matyldy przekonasz się czytając powieść. Czy będzie Happy End??

recenzja w Maratonie życia
"W maratonie życia" Anna Harłukowicz Niemczynow


Książkę polecam każdej kobiecie która poznała trudy samotnego macierzyństwa, zdrady, rozwodu. Każda z Was odnajdzie tam cząstkę siebie. Bo choć jak pisze autorka na swoim funpagu powieść jest fikcją literacką to "ślepy o kolorach nie napisze" Utwór jak dla mnie, ma mega szczery i prawdziwy przekaz. Jest naładowany czystymi emocjami autorki. Nawet ja, ta która łzy uznaje za słabość zryczałam się jak głupia podczas jej czytania. A to znaczy, że książka jest mocna :D 


Matylda biegnąc maraton ma mocne przemyślenia odnośnie swojego życia. Jednak jej przemyślenia dotyczą większości kobiet, zwłaszcza tych mieszkających w Polsce. I są im potrzebne do życia jak powietrze. Bo dają siłę i wiarę w lepsze jutro :)

 Oto kilka z nich:

 " Zanim kogoś ocenisz spróbuj założyć jego buty.."

" Bo w życiu jest jak w pierwszym maratonie - na początku wszystko wydaje się proste. Kiedy biegniesz trzeci kilometr nie jesteś w stanie przewidzieć co czeka cię na trzydziestym.."

" Biegnąc maraton musisz rzetelnie postawić każdy krok. Jeden po drugim, noga za nogą... jak to w życiu. Każda decyzja rodzi swoje konsekwencje...Los często nie daje nam drugiej szansy"

"Proces przygotowania do maratonu był niezwykle inspirujący i wręcz terapeutyczny. Odkryłam, że bieganie umacnia moje ciało i przesyła impuls do mojego umysłu, zmuszając do oczyszczenia. W ten oto sposób, było mi łatwiej radzić sobie z tym co mnie spotkało"
 
"Szczęścia trzeba szukać w sobie. Nie zdobędziemy go poprzez działania innych"

"Kiedy stoisz na starcie maratonu życia, zwanego małżeństwem, nie wyobrażaj sobie, że jego zakończeniem będzie puenta "I żyli długo i szczęśliwie" Zarówno w biegu jak i w życiu niczego nie da się przewidzieć. Jedyne, co pewne, to zmiana. Na nią trzeba być zawsze gotowym"

"Jeśli w  coś wierzymy i pracujemy na nasze marzenia, nie ma innej możliwości - musi się udać!! "

                                  Anna Harłukowicz Niemczynow
                                              "W maratonie życia"

Ach, no całkiem bym zapomniała :) W książce znajdziecie również przepisy Matyldy. Między innymi na przepyszną, zdrową i domową nutellę  co jest niewątpliwie dużą wartością dodaną ;)


I jeszcze wiecie co??  Po przeczytaniu książki postanowiłam, że zacznę biegać. A dlaczego?? .... O tym w innym poście ;) 


niedziela, 10 września 2017

Autentyczność przyciąga

Muszę się Wam do czegoś przyznać....zrobić taki rachunek przed moimi czytelnikami i przed samą sobą.

Ponad trzy miesiące temu szumnie zmieniłam nazwę swojego bloga i ... nagle nastała cisza. Zniknęłam z życia facebookowego, blogowego, fitnessowego, dietetycznego. Dokładnie wtedy, gdy znów podjęłam tę decyzje postanowiłam się wylogować z życia. Czułam się tak jakby ktoś zabrał mi baterie. Zero chęci do życia, aktywności, diety o motywacji nie wspominając. Najpierw pomyślałam, że mój organizm po roku naprawdę intensywnej pracy potrzebuje odpoczynku. Więc dałam sobie czas. Bo każdy zasługuje na to, żeby czasem odpuścić. Jednak dzień za dniem mijał a mi nie przechodziło. Pozwoliłam sobie na tę przerwę o jeden dzień za długo i...Gruba Ja o której pisałam Tu pokazała mi kto teraz rządzi :(

Zaczęło się wieczorne podjadanie, coraz większa ilość słodyczy, wakacyjne grille, nadmorskie gofry z bitą śmietaną, do tego niechęć do aktywności i ..buch kolejne dwa kilogramy do przodu.
Do tego na moje nieszczęście przez ostatni rok pracowałam tak dużo, że zdrowy nawyk regularnego jedzenia poszedł w pizdu i  tylko resztki rozumu trzymały mnie przed nocnym obżarstwem i brakiem aktywności. Wiem, sama jestem sobie winna. Nikt inny tylko ja sama. Bo w życiu podejmujemy wybory. A ja rok temu podjęłam się tej cholernej nowej pracy. Miało być tak pięknie a ...wyszło jak zawsze. Wraz z dodatkową kasą przybyły mi cztery dodatkowe kilogramy. Razem było już sześć kilogramów do przodu. Dla mnie to sporo.  Kolejny raz życie pokazało mi, że nadszedł czas na zmianę branży zawodowej ;)


Tak więc od jakiegoś czasu najzwyczajniej w świecie było mi wstyd, że Ja, ta co zawsze starała się być wzorem, motywatorem do dbania o zdrową dietę i aktywność po prostu odpuszcza.
Wraz z końcem wakacji powiedziałam dość. Pogadałam wreszcie ze sobą tak szczerze ( czasem trzeba ponoć z kimś inteligentnym pogadać ;) ) i znów podjęłam ważne decyzje :)

Po pierwsze uświadomiłam sobie, że kolejny raz odpuszczam przed metą. Od jakiegoś czasu moją metą była zmiana profilu zawodowego. I kolejny raz lęk przed zmianą mnie pokonał. Dokładnie 15 miesięcy temu, wtedy gdy byłam tak bliska rozpoczęcia nowego życia pojawiła się ta cholerna druga praca. Choć dobrze wiedziałam, że szczęśliwsza będę idąc w kierunku psychodietetyki, coachingu to zdecydowałam się brnąć w to co znam. To trochę tak jak żaba siedząca po uszy w śmierdzącym bagnie. Choć wie, że tym bagnie jej śmierdzi i nie jest fajnie to nie ma odwagi zmienić go na nowe jezioro. Inne żaby zapewniają, że obok jest zupełnie nowe piękne i czyste jezioro ale ona nie zmienia swojego bagna. Boi się, że mogą tam czyhać na nią inne nieznanie niebezpieczeństwa. A może zeżre ją bocian? Boi się więc nieznanego i tkwi po uszy w śmierdzącym ale znanym bajorze.
Znacie to skądś? Znam wielu ludzi, którzy nie zmieniają swojego życia głównie przez lęk przed nieznanym. A ty??

Po drugie przestałam o sobie myśleć w kategoriach "Pani Swojej Wagi z mnie jak z koziej dupy trąba"  Uświadomiłam sobie, że każda na z nas jest Panią Swojej Wagi. To przecież ode mnie zależy ile będę ważyć!! Nawet jeśli mam nadwagę to ciągle jestem odpowiedzialna za to ile ważę. Cały pic polega na tym, że ja chcę ważyć dokładne tyle, ile pozwoli mi się czuć dobrze sama ze sobą patrząc w lustro. Dla jednych będzie to krągły tyłek, dla drugich lekki tłuszczyk a jeszcze dla innych figura nowoczesnej modelki. Dla mnie było to 62-63 kg. Nie mniej i nie więcej. To w tej wadze czułam się piękna patrząc w lustro. Oczywiście efektu dodawały ćwiczenia na siłowni i zajęcia fitness :D


Po trzecie przypomniałam sobie, że nie da się zjeść ciastka i dalej mieć ciastka. Albo, albo. Więc muszę wybrać. Albo godzę się z tym, że mam fajną kasę ale pracuję ciężko i niewielkie szanse na pogodzenie tego ze zdrowym stylem życia ( no bo czasem z mężem i dzieckiem też trzeba pogadać, nie? ;) ) Albo rezygnuję z jednej pracy na rzecz zadbania o siebie. O zdrową dietę, ruch. No i może przy okazji tę zmianę zawodu?  :) Z bólem serca ( a raczej portfela) wybrałam to drugie.

żeby się chciało tak jak się nie chce

A więc ..potrzebuję schudnąć z 6 kg :D  I znów znaleźć w sobie motywację do zmiany.
Choć patrząc w lustro ciągle mogę powiedzieć sobie, że nie jest źle to nie chcę oszukiwać samej siebie ani czytelników mojego bloga i grupy. Owszem mogę dalej na zdjęciach wciągać brzuch aż będzie widać żebra. Mogę też wypiąć się pokazując jaki to bebzon mi urósł i się trochę poużalać. Ale stawiam na autentyczność. Jestem jaka jestem. Jestem istotą słabą, popełniającą błędy. Jestem tylko człowiekiem. Dlatego postanowiłam ruszyć od nowa.


nie oszukuj sam siebie

Napiszę plan ( bo bez tego ani rusz) i działam. Planem podzielę się z moją grupą Odchudzanie dla kobiet od FAT do FIT bo w grupie siła :D

 I działam od dziś. Nie od jutra, od poniedziałku czy przyszłego miesiąca.
DZIAŁAM TU I TERAZ!!! Zaczynam od mojej ukochanej Zumby :D
Trzymajcie kciuki :D 
motywacja
Dodaj napis


A na koniec zagadka. Która z Ja na zdjęciu u góry  jest autentyczna i prawdziwa ? ;)

Jeśli też tak masz, że codziennie jesteś rozdarta pomiędzy "powinnam" a "nie daję rady" dołącz do mojej społeczności :) Pani Swojej Wagi i zostaw komentarz pod postem :) Będzie mi bardzo miło, i będę miała więcej siły i energii dla Was :D
BO KAŻDA KOBIETA ZASŁUGUJE NA TO ABY BYĆ PANIĄ SWOJEJ WAGI I ŻYCIA!!!


poniedziałek, 22 maja 2017

Od dziś jestem Panią Swojej Wagi

pani swojej wagi
Jestem świeżo po lekturze książki Agnieszki Węgiel "Jak nie masz w głowie to masz w biodrach o której pisałam TU: i muszę przyznać, że ciągle mnie trzyma. Agnieszka spisała w  cudowny, fantastyczny sposób wszystko to, czym od ponad 3 lat kieruję się w swoim życiu. 

Dzięki lekturze do reszty zmierzyłam się ze wszystkimi swoimi przekonaniami i wymówkami. Zdałam sobie sprawę że moja "Gruba Ja" jest i  będzie ze mną już zawsze. Nie warto się jednak z nią kopać i  katować za upadki tylko podnieść z kolan, otrzepać i iść dalej z podniesioną głową. Ostatki perfekcjonizmu, nadkontroli i świętego oburzenia zostawiłam pomiędzy stronami tej książki. 

 Gdy skończyłam czytać, stanęłam przed lustrem i dostrzegłam pewną prawidłowość. Zobaczyłam dużo młodszą siostrę Grubej Ja czyli Mądrą Ja :) Była tak duża i wyraźna że Gruba ja była ledwo dostrzegalna. To tak jakby zobaczyć kogoś kogo nie widziało się niemal od okresu niemowlęcia i nagle widzimy dorosłą i piękną kobietę. I właśnie tę piękną szczupłą kobietę zobaczyłam w sobie. I wtedy mnie olśniło. Powiedziałam sobie głośno i wyraźnie.
Jestem Panią Swojej Wagi i życia!!!

Tak, tak, tak. Nie żadne tam Schudnij taak - motywator dietetyczny.
  Nazwa  mojej strony powstała gdy bardzo chciałam schudnąć i szukałam wszelkiej motywacji. Dziś wiem, że celem ostatecznym było nie odchudzanie a stanie się właśnie Panią Swojej Wagi!!! Chcę mieć poczucie kontroli nad swoim życiem, nad swoimi wyborami i nie chcę pozwalać aby moim życiem rządził słodki i  tłusty pączek!!!

Ponieważ mam w sobie takie zapędy altruistyczne  chciałabym aby wszystkie kobitki na świecie, którym nadwaga i otyłość spędza sen z powiek stały się właśnie takimi Paniami Swojej Wagi.

 A wiecie dlaczego??

 Bo tylko wtedy dostrzegą w sobie tą drugą lepszą JA. Bo tylko wtedy grube Ja stanie się maleńkie i nieszkodliwe jak Voldemort  ( z Harrego Pottera) ugodzony magicznym zaklęciem. Bo tylko wtedy Dobre Ja może rosnąć w siłę!!

coaching

Dlatego postanowiłam zmienić nazwę bloga i fp na

 Pani Swojej Wagi


Krok odważny bo rzesza fanów zna mnie ze Schudnij taak - motywator dietetyczny. Na szczęście Facebook zlitował się i po odwołaniu zgodził na zmianę nazwy fp :) . Jednak czuję, że to jest właściwy krok :) A okazja ku temu wielka. Otóż dziś właśnie 22 maja mijają 3 lata gdy powstał mój fanpage na FB :) 



Być może wielu stwierdzi, że jestem egoistką i zmieniam to pod siebie ale to bardzo ważne, żeby robić głównie to co najlepsze dla nas. Nie dla innych, mamy, dzieci, przyjaciółki, sąsiada, księdza czy też nawet swoich czytelników. Mam nadzieję, że to zrozumiecie i dalej ze mną zostaniecie :)

Jeśli moimi czytelnikami byli Panowie, to bardzo Was z góry przepraszam, ale moją osobistą fanaberią jest wzrastanie w siłę kobiet. Wy zapewne już wiecie,że jesteście Panami Swojej Wagi i wsparcia Wam nie trzeba :) My kobiety tak nie mamy. Z niewiadomych przyczyn ciągle czujemy się gorsze od tych "silniejszych" połówek. A ja wiem, że to myślenie jest błędne i dlatego z całą stanowczością staram się odczarowywać ten błędny aczkolwiek ciągle żywe przekonanie :)

Jeśli i ty chcesz zostać Panią Swojej Wagi dołącz do i zajrzyj na mój profil na facebook Pani swojej wagi  lub dołącz do grupy Odchudzanie dla kobiet od FAT do FIT  . Będzie mi bardzo miło gdy postanowisz zawalczyć ze mną o swoje nowe lepsze JA :D
siła kobiet
źródło zdjęcia: niewiadomska.com

Kto nie ma w głowie ten.... niech koniecznie przeczyta :)

Wiecie, że w naszym życiu nic nie dzieje się bez przyczyny?? I podobno dane przez nas komuś dobro wraca w podwójnej wysokości??
Kiedyś po takim tekście pokładałabym się ze śmiechu a dziś... choć nadal trudno mi w to uwierzyć to sama tego doświadczam :)
Na przykład ostatnio w akcie altruizmu oddałam potrzebującej duszyczce swoją świeżutką, pachnącą jeszcze drukiem książkę. Dwa dni później, zupełnie niespodziewanie w swojej skrzynce znalazłam wysłaną przez kogoś zupełnie innego, maleńką różową lekturę ( notabene oddałam tez różową ;) ) o wdzięcznie brzmiącym i intrygującym tytule  "Jak nie masz w głowie to masz w biodrach". Autorem jest Agnieszka Węgiel. Aga jest psychologiem, trenerem osobistym, coachem który podobnie jak ja stara się pomóc kobitkom poukładać swój świat na nowo. Albo inaczej postawić go na nogach, gdy dotąd stał na głowie :)
książki o odchudzaniu
źródło: "Jak nie masz w głowie to masz w biodrach" A.Węgiel

Ale wracając do lektury..
Już pierwsze zdanie w opisie na okładce przekonało mnie, że warto do niej chociaż zajrzeć:
"Żeby schudnąć, nie możesz być na diecie" - no zapowiada się ciekawie pomyślałam. No ba, bo kto by nie chciał chudnąć bez diety?? Znacie kogoś takiego?? Bo ja osobiście nie :)


 Zrobiłam szybko obiad, na deser złapałam w garść loda z czekoladą i zasiadłam na kanapie z lekturą. I.. w miarę czytania mina mi zrzedła a ulubione lody traciły swój smak ;)
A więc ..... Agnieszka obdarła mnie ze wszystkich złudzeń dotyczących ewentualnych przyczyn dotychczasowego wzrostu mojej wagi. Wybiła mi z ręki wszystkie "bo" i "ale"  którymi od czasu do czasu próbowałam cichutko przekonać samą siebie, że to nie ja byłam winna mojemu tyciu.

No bo czy pomyślałabyś, że to,  co i jak jesz ma wiele wspólnego z twoimi przekonaniami??
Albo na przykład pomyślałabyś, że w twojej głowie mieszka twoja "Gruba JA"  którą pozostaje ci tolerować? Tak, tak, nie ma się co oszukiwać! Jeśli choć raz w życiu byłaś na diecie to "Gruba Ja" mieszka w twojej głowie i już się z niej nie wyprowadzi!! A jednak po lekturze Agnieszki masz szansę się z nią nawet zakumplować, i tylko od czasu do czasu pozwolić jej  na wygraną i zarządzenie twoimi wyborami. Jeśli zastosujesz się do rad autorki,  w 99 % jesteś w stanie decydować o tym co i ile jesz!! Nie wierzysz? Sprawdź sama!!
Ale żeby nie było tak za słodko i cudownie, to chcę Cię lojalnie ostrzec, iż czytając tą książkę będziesz miała wrażenie, że dostajesz  tzw. porządną "zjebkę". Wiesz, tak trochę jak z dzieckiem które marudzi, jęczy, narzeka, nie słucha co się do niego mówi i chce robić rzeczy które mu szkodzą. Wtedy czasem rodzic, że tak powiem stawia je do pionu. I tak do pionu w książce stawia nas też autorka. Ale tak tylko troszeczkę ;) Zaraz potem jak dobra matka daje wsparcie, radę i wiarę w to, że potrafisz przenosić góry :) A znasz kogoś kto, takich głasków nie potrzebuje??

schudnij
źródło: "Jak nie masz w głowie to masz w biodrach" A . Węgiel
Z perspektywy "odchudzonego grubasa" napiszę tak.
Ta książka powinna być biblią każdej osoby z nadwagą lub otyłością. Ba, nawet osób ze "skłonnościami do tycia" . Im młodszej, tym lepiej.  Mówię serio.
Jest jak detoks dla alkoholika czy narkomana. Na początku trzęsie a potem przychodzi wstyd i otrzeźwienie. Niestety ale Agnieszka Węgiel, że tak brzydko powiem psuje komfort "żarcia".
Uwierz na słowo, że  po przeczytaniu tejże jakże miłej lektury, każdy kęs jedzenia będzie Ci tą Węgiel przypominał :D
Dlatego jeśli twierdzisz, że jesz bo kochasz, to nie czytaj tej książki!! Pod żadnym pozorem!!
Jedz jak dotychczas, tyj i nie marudź żeś gruba. Twój wybór, w końcu jesteś jak przypuszczam dorosła :)
Jeśli jednak chcesz schudnąć i osiągnąć wymarzoną wagę,  jeśli masz dość ciągłego jo-jo i walki z "Grubą Ja" to zainwestuj w tą książkę. Notabene kosztuje mniej niż niejeden suplement diety który i tak nie działa. Więc jak przeczytasz, rzucisz w kąt i ci nie pomoże, to i tak wyjdzie taniej niż magiczna tabletka, więc co ci szkodzi? :)



Co znajdziesz w środku?  

No na pewno nie jest to poradnik jakich wiele. Nie znajdziesz tam fit przepisów, za to znajdziesz listę produktów których należy unikać ( nie mylić z już nigdy nie jeść!!)

I wiesz co?? Możesz mi wierzyć albo nie, ale jestem przykładem, że to wystarczy, żeby schudnąć do wymarzonej wagi. Nie wierzysz?
Sprawdź moją historię na Pani Swojej Wagi. Prawda jest taka, że stosując większość z metod o których pisze autorka schudłam 20 kg i do dziś udaje mi się być Panią Swojej Wagi.

Jeśli i  ty chcesz nią zostać zachęcam nie tylko do lektury ale i dołączenia do grupy wsparcia na fb Odchudzanie od FAT do FIT oraz zapraszam do polubienia mojego fanpage  facebook Pani Swojej Wagi
 
A i na koniec jeszcze jedno. Bajka pt. "Jak nie masz w głowie to masz w biodrach" o księżniczce w głową w lodówce kończy dobrze się jak to w bajkach bywa ;) Pozwolę więc sobie przytoczyć cytat z jej zakończenia.
odchudzanie lektura
źródło: "Jak nie masz w głowie to masz w biodrach" A . Węgiel
"...I wreszcie o sobie zatroszczyłaś naprawdę i na poważnie. Czujesz się świetnie, i czujesz że masz władzę i wszystko pod kontrolą.   Lubisz siebie i swoje życie. Nie, nie wygrałaś w totka. Wygrałaś SIEBIE"